Karol Guzikiewicz

Pracujący nie może czuć się jak żebrak

karol_duda

Rozmowa z Karolem Guzikiewiczem, wiceprzewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Stoczni Gdańskiej, kandydatem PiS w wyborach do Sejmu

– Od końca lat 80. jest Pan związkowcem, kimś w rodzaju ludowego trybuna. Polityka wymaga jednak czasem sztuki kompromisu. Jest jakieś pole do kompromisu z obecnie rządzącymi?

Mam nadzieję, że wyborcy tak zdecydują, byśmy nie musieli szukać kompromisów z tymi, którzy niszczyli gospodarkę, lekceważyli dialog, mieli w nosie obywatelskie podpisy pod referendami o najważniejszych sprawach dla państwa, jak emerytury i los rodzin.

– Sprawy pracownicze z definicji nie są obce związkowcom. Sejm będzie dobrym miejscem do dbania o wymiar społeczny polityki?

O ile wyborcy mnie wskażą, to będę reprezentował NSZZ „Solidarność” w Sejmie. Będę wspierał Janusza Śniadka w upominaniu się o sprawy pracownicze. Przecież godna praca i dobre miejsca pracy to nadzieja dla polskiej rodziny. Po 26 latach transformacji płace są poniżająco niskie. Cierpi więc rodzina. Nie jesteśmy państwem biednym, a mimo to 800 tysięcy polskich dzieci żyje w niedostatku. W końcu skończymy z umowami śmieciowymi. Widzę też pilną konieczność podniesienia płacy minimalnej, by pracujący na etacie osiem godzin dziennie nie czuł się jak żebrak.

– Od początku roku w RFN obowiązuje płaca minimalna w wysokości 8,50 euro, czyli około 35 złotych na godzinę. Godzinowa płaca minimalna to dobry pomysł?

– Do niemieckiej gospodarki nam daleko, ale jest taka propozycja, by płacę minimalną ustawić na poziomie co najmniej 12 złotych na godzinę.

– Tutaj jest miejsce na ów kompromis?

– Kompromis osiąga się w dialogu. Jeśli ktoś ma inne zdanie, potrafi je uzasadnić, to należy rozmawiać i szukać kompromisu. Przez osiem ostatnich lat rzadów PO-PSL dialog umarł. Rodziły się konflikty, bo niektórzy pracodawcy uznali, że mogą marginalizować związki zawodowe, a rządzący traktowali nas jak powietrze. W końcu trzasnęliśmy drzwiami. W tej desperacji pojawiła się nadzieja na zmianę. Stąd ustawa o Radzie Dialogu Społecznego. Jest pierwsza, wymuszona przez nas, zmiana na lepsze.

– Czy ta zmiana na lepsze może pojawić się w gospodarce morskiej? Na polskim wybrzeżu buduje się luksusowe jachty i jest dobrze prosperująca Gdańska Stocznia „Remontowa”…

Politycy PO mówią, że jest 30 tysięcy stoczniowców. Nie jest to niestety prawda. Jednak tylko kilka tysięcy pracuje na umowę o pracę. Przed nami jest odbudowa przemysłu związanego z morzem, czyli stoczni i rozwój portów oraz stworzenie warunków dla naszego rybołówstwa, byśmy nie oddawali pola zagranicznym armatorom. Dołożę starań, by wróciła polska bandera.

– Jak? Pozostała Polska Żegluga Morska, polski armator i 61 statków, czyli masowce, siarkowce, promy. Co z PLO?

– Regulacje prawne i finansowe powinny pomóc PŻM i PLO w celu odbudowy floty budowanej w polskich stoczniach. Liberałowie wymyślili, że nie stać nas na polską flotę, na polską banderę. Tacy to gospodarze, najlepiej czujący się na państwowej posadzie. Przed nami odbudowa przemysłu morskiego by rozruszać gospodarkę Wybrzeża. Nie będzie bez końca pieniędzy unijnych. Środki unijne nie zostały wykorzystane na rzecz potencjału rozwojowego. Zadłużamy się, a długi trzeba spłacać. Stawiam na szkolnictwo zawodowe. Nowoczesne i atrakcyjne.

– W ramach Komisji Międzyzakładowej organizował Pan wraz ze stoczniową „Solidarnością” szkolenia w ramach projektów europejskich…

Przeszkoliliśmy kilka tysięcy osób z różnych przedsiębiorstw. Tak w zawodach robotniczych, jak i inżynieryjnych, na przykład w projektowaniu w technice 3D. Szkolenie to prowadziliśmy wraz z Politechniką Gdańską. Wykorzystujemy więc unijne środki, by ludzie poprawiali swoje kwalifikacje, by uzyskiwali lepsze przygotowanie zawodowe, gdyż nie mają pieniędzy, by je samodzielnie uzyskać. Dzięki naszej działaności wzrastała ich pozycja na rynku pracy.

Rozmawiał
Artur S. Górski

karol-plakat

Download PDF
Powrót Drukuj stronę