Wakacje rozpoczęte

Wakacje rozpoczęte, jak zwykle, z dniem zakończenia roku szkolnego. U nas będą trwały około 9 tygodni. Ale w wielu krajach cieszą się z nich już dużo wcześniej. Od początku czerwca do końca sierpnia wypoczywa młodzież i ciało pedagogiczne ze słonecznej Italii. Aż 13 tygodni letniego rozbratu ze szkołą dostali Litwini, Łotysze i… Turcy. Niewiele mniej – 10-11 tygodni – wypoczywają nad fińskimi jeziorami. Bułgarzy dbają o najmłodszych – pierwszoklasiści idą na „urlop” około 20 maja, a wracają do szkół w połowie września (!). Druga, trzecia i czwarta klasa ma wakacje o tydzień krótsze. Za to ostatnia klasa licealna udaje się na wypoczynek dopiero z końcem czerwca. Gorzej u Anglików – nie dość, że zastanawiają się teraz jak wyjść z Unii i trochę w niej zostać, śnią po nocach o islandzkiej armadzie u ich brzegów, to jeszcze mają najkrótsze wakacje – zaledwie 6 tygodni. Za oceanem letnia przerwa zaczyna się z końcem maja i kończy na początku sierpnia, ale za to praktyczni Amerykanie tych, którzy nie radzą sobie z nauką w ciągu roku, „zsyłają” do summer school, w których mają nadrabiać zaległości.

Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że w tych krajach, w których wakacje letnie są krótsze, rekompensatą są dłuższe przerwy w nauce w trakcie roku szkolnego. Polska z łącznie ok. trzynastoma tygodniami wolnego w roku sytuuje się w europejskim ogonie. Nie tylko zresztą w tej kwestii. Wakacje nauczycielskie są z reguły takiej samej lub podobnej długości. Jedynie greccy pedagodzy muszą stawiać się w pracy tydzień po zakończeniu i tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Ale za to rozpoczynają letnią przerwę około 10 czerwca, a kończą 10 września. A co z innymi pracownikami? I tu radują się najbardziej Finowie, którzy mogą urlopować przez 30 dni – najdłużej w Europie. Podobnie na Węgrzech – 30 dni mogą odpocząć od pracy pracownicy, którzy skończyli 45 lat. Trzeba jednak przyznać, że 26 urlopowych dni roboczych w Polsce sytuuje nas w europejskiej i światowej czołówce. Najgorzej jest w Chinach. Tam pracownik uzyskuje prawo do 5 dni urlopu do 10 lat pracy i 10 dni – ponad 10 lat. Niewiele lepiej jest w Hongkongu czy Singapurze – 14 dni dla pracowników z ponad 10-letnim stażem. W Indiach warunkiem uzyskania prawa do urlopu jest przepracowanie w roku poprzednim 240 dni. Wtedy za każde 20 dni uzyskuje się 1 dzień urlopu. Zakładając pracę bez przerwy z odliczeniem weekendów – to 13 dni wolnych. Ale niemal jak w Chinach (?) mają Amerykanie – tam w prawie federalnym w ogóle nie przewidziano płacenia za urlop. Niemniej w praktyce trzytygodniowe roczne płatne urlopy są powszechne. W letnie miesiące pewnie wzrośnie liczba zawieranych w Hiszpanii ślubów – za ten bowiem bohaterski czyn małżonkowie otrzymują ekstra 15 dni urlopu. To dopiero muszą być wesela, po których trzeba odpoczywać 15 dni!

Polacy mają po czym odpoczywać – od lat pracują bowiem niemal najdłużej w Europie. Statystyczny Polak przepracowuje rocznie blisko 2000 godzin. To o 500 więcej niż statystyczny Niemiec. W okresie 30 lat pracujemy więc 7,5 roku dłużej niż nasi sąsiedzi zza Odry. Wielu ekspertów wskazuje jednak, że dłuższa praca, to często praca mniej wydajna. Dlatego w krajach rozwiniętych coraz więcej firm, szczególnie w branży IT, ogranicza dzienny czas pracy do 6 godzin. W naszym kraju zmienia się to bardzo powoli. I choć coraz częściej polscy pracownicy za nadgodziny wybierają wolne dni, a nie „kasę”, to generalnie niskie płace powodują, że wielu pracuje na tzw. dwóch etatach. Może jednak i tę sferę obejmie dobra zmiana. Sygnałem z ostatnich dni jest rządowa deklaracja podniesienia płacy minimalnej do 2 tysięcy złotych. Po raz pierwszy w historii jest to więcej niż proponowały związki zawodowe! I tak trzymać! A na urlopie trzeba wyłączyć telewizor i odpocząć od prezesa Rzeplińskiego i wszystkich tych, którzy po zwycięskiej rewolucji i obaleniu pisowskiej dyktatury, chcą – zapewne demokratycznie – wyrywać z korzeniami wszystkich – od sołtysa do prezesa…

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę