Państwo nie dla frajerów

Plichta vel Stefański stał się w ostatnich dniach – być może bezwiednie – niemal symbolem polskiego kapitalizmu XXI wieku. Bo czyż dziś wielu młodych ludzi nie jest zachęcane przez rzesze „niezależnych ekspertów”, ba, przez polityków do podobnego myślenia? Po co studia – lepiej od razu „zrobić interes”, wziąć sprawy w swoje ręce, nie czekać na umowę o pracę, której i tak nie będzie. A Państwo cofnie się w cień i nie będzie przeszkadzało… Pytanie tylko czy ten cień nie jest zbyt głęboki, a „brak przeszkód” w praktyce czy nie okazuje się po prostu przyzwoleniem na „nabijanie ludzi w butelkę”? Przecież pan Plichta nie zrobił milionów na produkcji skarpetek czy cegieł, a na obracaniu cudzymi pieniędzmi – najpierw zakładając, że marża za opłaty domowych rachunków będzie niższa niż na poczcie, a później – obiecując opłacalne inwestycje w złoto. Amber Gold – bursztynowe złoto – brzmi pewnie i godnie. A że okazało się inaczej? Cóż, dzisiaj przecież potężne państwowe instytucje zlecają budowę autostrad za sumy, o których wszyscy wiedzą, że są nierealne i będą musiały albo być renegocjowane, albo spowodują niewypłacenie podwykonawcom za pracę; dziś także pracownicy malborskiej Malmy – słynnej niegdyś fabryki makaronów – przez rok nie dostają nie tylko pieniędzy, ale nawet wypowiedzenia z pracy, ponieważ polskie sądy nie są w stanie ustalić, kto jest dla nich pracodawcą. Czy wobec tego nie lepiej zrobić reklamowy pijar, współfinansować nośny film, kupić linię lotniczą (wszak w trakcie Euro się nie straci, a później – zlikwidujemy), zatrudnić syna premiera, pomóc oliwskiemu zoo, przygotować grunt i ściągnąć od zdezorientowanych klientów trochę grosza? Potem utworzy się kolejną spółkę, potem jeszcze jedną – może Kajmany? – i szukaj wiatru w polu. Czysty zysk, a tam, gdzie drwa rąbią… Muszą być ci, którym się w polskiej wersji gospodarczego liberalizmu udało i ci, którzy płacą za frajerstwo. A Państwo? Państwo jest dla swoich!

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę