Jeszcze o śmieciówkach

Pan Premier zwołał konferencję, powiedział i wyjechał na narty. Co powiedział? Że rzeczywiście należy ozusować umowy śmieciowe. Cieszy fakt, że po siedmiu latach rządzenia jakieś argumenty na sam szczyt docierają. Niestety, sposób podania tegoż wpisuje się w znane już pomysły na alkomat w każdym samochodzie czy szybkie przyjęcie euro. A wystarczyło poważnie podejść do leżących w sejmowej zamrażarce projektów NSZZ „S” i posła Janusza Śniadka, zająć się nimi i przesłać do partnerów propozycje. Byłoby mniej spektakularnie, ale za to normalnie i uczciwie. W duchu dialogu. A tak rozpoczęło się medialne rwanie szat przez dyżurnych ekspertów jak to zwiększy się szara strefa i bezrobocie. Jeden z nich wpadł na pomysł wpisujący się w działania tego rządu – by ozusować tylko umowy do wysokości minimalnego wynagrodzenia. Co to oznacza w praktyce? Że, jak zwykle, koszty emerytalnej solidarności międzypokoleniowej będą ponosili najmniej zarabiający. Być może więc rzucony przed urlopem pomysł umrze śmiercią naturalną, a szef rządu będzie mógł powiedzieć – chciałem, ale mnie nie posłuchali… Tymczasem przysłowiowy pies jest pogrzebany zupełnie gdzie indziej. NSZZ „S” wielokrotnie stwierdzał, że nie jest przeciwny umowom cywilno-prawnym in gremio. Natomiast jest zdecydowanie przeciwny wtedy, gdy służą one do omijania kodeksu pracy czy unikania składki ubezpieczeniowej. A to wymaga opracowania systemu przeciwdziałania takim patologiom. Jednym z elementów jest oczywiście ozusowanie umów, ale to nie wystarczy, bo nawet ozusowane umowy mogą w dalszym ciągu służyć do pozbawiania pracowników prawa do urlopu, szkoleń, możliwości przynależności do związku zawodowego itp. W praktyce chodzi o to, żeby Państwo Polskie – zgodnie z dyrektywami unijnymi i strategią Europa 2020 – zaangażowało się w promocję dobrych, stabilnych i bezpiecznych miejsc pracy. Ale tego już od premiera nie usłyszeliśmy.

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę