Damy radę?

Platforma Obywatelska przegrała wybory z dwóch zasadniczych powodów – po pierwsze skutecznie odcięła się od obywateli i stała się typową partią władzy, która też była jej najważniejszym spoiwem. Wyrzucenie do kosza obywatelskich inicjatyw czy wulgarne rozmowy przy ośmiorniczkach, jak spacyfikować opozycję, stały się symbolem upadku niegdyś „obywatelskiego” ugrupowania. Drugą zasadniczą przyczyną było odwołanie się najpierw przez prezydenta Dudę, a później także przez PiS w czasie kampanii parlamentarnej do tzw. postulatów socjalnych, a mówiąc precyzyjniej – do tego, aby rzeczywiście wszystkim Polakom żyło się lepiej, a nie tylko wybranym, mającym dostęp do władzy. W tym zakresie PiS powróciło poniekąd do zwycięskiej kampanii roku 2005 i podziału na Polskę solidarną i liberalną. Podpisanie porozumienia z „Solidarnością” przez kandydata na prezydenta i lansowanie w czasie późniejszej kampanii kilku prostych przekazów – 500 zł na dziecko, przywrócenie wieku emerytalnego czy znaczące podniesienie kwoty wolnej od podatku przekonało setki tysięcy wyborców, że tym razem Polska solidarna jest rzeczywiście możliwa, a z tak jednoznacznie stawianych obietnic zwycięska partia nie będzie mogła się wycofać. Z tego m.in. powodu licytowanie się na finiszu kampanii przez kandydatów PO na obietnice wyższych zarobków (w tym minimalnej stawki godzinowej) czy stabilnego zatrudnienia było postrzegane przez wielu jako rozpaczliwa próba ucieczki do przodu. O tym, że takie próby są skazane na klęskę, przekonał się choćby b. prezydent, którego propozycja referendum została przez ludzi słusznie odczytana jako wyborcza zagrywka, której celem było podkupienie elektoratu Pawła Kukiza i totalnie odrzucona w dniu głosowania. Trudno się więc dziwić, że obietnice wzrostu płac i stabilizacji zatrudnienia składane przez partię, która przez osiem lat robiła coś dokładnie odwrotnego, nie przekonały wyborców.

Niemniej dziś ludzie oczekują realizacji tych obietnic. Nie kłótni, kto kim będzie, jak podzielić pulę i rozliczyć ustępujących. To najgorszy dla PiS scenariusz – podobnie jak zajmowanie się na pierwszym planie kwestiami nie tylko kosztownymi, ale i kontrowersyjnymi, jak choćby likwidacja gimnazjów. Niepokojący jest też fakt, że w tym wszystkim dalej nie ma mowy o dialogu ze społeczeństwem, choćby przez wprowadzenie w życie obiecywanej ustawy o obligatoryjnych referendach. PiS nie może popełnić błędu Platformy i uznać, że władza dana w wyborach nie wymaga utwierdzania w ciągłym dialogu, jest dana na cztery lata w całości i bez wyjątku. Miejmy nadzieję, że nowy ustawowy „strażnik” dialogu społecznego – prezydent Andrzej Duda i nowa instytucja – Rada Dialogu – będą w stanie skutecznie zadbać o to, żeby taki rzetelny i uczciwy dialog był – zgodnie z konstytucją – prowadzony, ba, że stanie się podstawą odbudowania wspólnoty, o której tak często prezydent Andrzej Duda mówi, i nowego systemu obowiązującego od samej góry do poziomu zakładu. Po prostu – w Polsce po 25 października nie może być przyzwolenia rządzących na ewidentne patologie na rynku pracy. Fakt, że w powołanej przez prezydenta Narodowej Radzie Rozwoju nie ma praktycznie ekspertów wskazanych czy choćby konsultowanych z NSZZ „Solidarność” nie jest, niestety, dobrym sygnałem.

Jednym z przykładów licznych patologii na rynku pracy jest podejmowany wielokrotnie przez nas problem otrzymywania polskiej wizy i pozwolenia na pracę na tzw. oświadczenie o zapotrzebowaniu danego pracodawcy. Przypomnijmy, że w tym roku nastąpił lawinowy wzrost takich oświadczeń – tylko w pierwszym półroczu na ich podstawie wydano ponad 400 tysięcy (!) pozwoleń na wizę i pracę w Polsce dla pracowników z kilku krajów Europy Wschodniej. Nie muszę dodawać, że ci pracownicy najczęściej pracują na umowę cywilnoprawną za kilkaset złotych miesięcznie.

Reasumując, zwycięscy dziś kandydaci PiS za cztery lata nie będą mogli, stając przed wyborcami, powiedzieć, tak jak jeden z polityków: „Nic wam nie obiecywałem i dotrzymałem słowa”. Kandydaci obiecywali, a więc do roboty! Damy radę?

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę