Co się ludziom kojarzy?

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uchylił rozporządzenia zastępcze wojewody pomorskiego w sprawie nazw ulic, które IPN uznał za symbolizujące komunę.

Już w dwie godziny później wyrzucano na stos tablice z nazwą ul. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zastępowano – ul. Dąbrowszczaków. Zapewne stało się to na polecenie prezydenta Gdańska, który zaraz po wyroku tryumfalnie oświadczył, że WSA kierował się obroną konstytucyjnych praw samorządu.

Ale sprawie warto przyjrzeć się dokładniej. Oto parlament przegłosował ponad rok temu ustawę, w myśl której IPN ma ogłosić nazwy ulic, które ich zdaniem symbolizują słusznie miniony i potępiony okres komunizmu, a samorządy terytorialne mają dwanaście miesięcy na ich zmianę. Gdańsk nie wywiązał się z ustawy i np. nazwy ul. Dąbrowszczaków nie zmienił. W związku z tym wojewoda pomorski – zobowiązany ustawą – wydał tzw. zarządzenie zastępcze i zmienił nazwę ul. Dąbrowszczaków na ul. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prezydent Gdańska wspomniane rozporządzenie zaskarżył do WSA.

Warto przypomnieć, że sądy administracyjne zajmują się rozstrzyganiem sporów kompetencyjnych między organami władzy publicznej „w ramach porządku prawnego, w tym ustaw”. Gdyby sąd administracyjny rzeczywiście – tak jak komentował to Paweł Adamowicz – kierował się w swoim orzeczeniu konstytucją, a nie ustawą, to mielibyśmy pierwszy poważny problem – sąd w orzeczeniu zakwestionowałby przyjęty porządek prawny. Jednak przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Jacek Hyla do tego się nie posunął i – przynajmniej w ustnym uzasadnieniu – zabawił się w słowną ekwilibrystykę, przyjmując, że „fakt noszenia przez ulicę konkretnej nazwy stanowiącej symbol komunizmu nie prowadzi do propagowania zjawiska komunizmu, które jest zakazane”. Innymi słowy, jeśli ludzie nie kojarzą Dąbrowszczaków z komuną, to nie ma sprawy. Co innego – dowodził sędzia – gdyby to była ul. Lenina…

A więc to sąd administracyjny ma od tej pory decydować, co jest symbolem komuny, a co nie jest, co się ludziom „kojarzy”, a co „nie kojarzy”. Wojewoda zapewne złoży apelację do Naczelnego Sądu Administracyjnego i trudno przypuszczać, by wyrok pierwszej instancji się utrzymał. Ale prezydent Gdańska będzie mógł dołożyć kolejną cegiełkę do pracowicie budowanego muru oporu wobec opresyjnego rządu gwałcącego prawa obywateli. Na tym froncie Dąbrowszczacy pozbawieni polskiego obywatelstwa przed wojną za walkę w obcej armii okazali się bardziej godni upamiętnienia niż Prezydent Lech Kaczyński. To po stronie propagatorów komunizmu nadzorowanych przez NKWD, z których później wywodził się jeden z dowódców kierujących grudniową masakrą na Wybrzeżu opowiedział się pan prezydent Paweł Adamowicz. A jeszcze nie tak dawno włodarz Gdańska tłumaczył się przed sądem, że to kwietniowa trauma po stracie przyjaciół w smoleńskiej tragedii spowodowała, iż zapomniał do ówczesnego zeznania majątkowego wpisać kilku mieszkań.

No cóż, niektóre samorządy poszły na kompromis – w jednym z miasteczek zastąpiono ulicę Janka Krasickiego – działacza komunistycznego, ulicą Ignacego Krasickiego – poety i biskupa. Wilk syty i owca cała, a Krasicki Krasickiemu i tak nierówny… W końcu tylko jeden Krasicki potrafił pisać takie bajki:

Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach,

Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach

Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił,

Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił.

Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu:

Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu.

 

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę