2018 – jaki będzie?

Zaczął się kolejny, już 2018 rok. Tradycyjnymi życzeniami, aby był lepszy niż poprzedni. Ale tak naprawdę, jaki on będzie, okaże się w trakcie kolejnych dni, tygodni, miesięcy. Dla świata może to być pierwszy od kilku dekad rok stąpania po nuklearnej krawędzi. Pohukiwania północnokoreańskich komunistów przypominają nam to, co dla obecnego pokolenia pozimnowojennego było już tylko historią. Jak się to skończy? Czy społeczność międzynarodowa i kolejne sankcje wymuszą zmianę polityki azjatyckiego watażki? Mam wątpliwości. Zapewne będzie to niełatwy rok także dla Starego Kontynentu. Nie zniknie przecież problem migracji, terroryzmu czy gorących debat o przyszłości Unii Europejskiej. Czy będzie to Unia dwóch prędkości, czy jednej? Równych państw czy równych i równiejszych? Czy dalej niektórzy będą mieli siedzieć cicho, słuchać i nie dyskutować? I choć po deklaracjach premiera Orbana wytoczone wobec Polski armaty zapewne nie wystrzelą, to jednak niesmak pozostanie.

W tym kontekście warto przytoczyć fragment artykułu z konserwatywnego francuskiego „Le Figaro”, w którym autor tak komentuje krytykę Polski ze strony instytucji europejskich: „Czy to polscy politycy zostali aresztowani lub demonstracje rozproszone z nieproporcjonalną siłą? Nie, stało się to w Hiszpanii. Być może dlatego, że dziennikarka, która oskarżyła żonę premiera o posiadanie ukrytego konta bankowego w Panamie, została zamordowana podczas eksplozji swojego pojazdu? – Nie, zdarzyło się to na Malcie przekształconej w „wyspę mafijną”, według synów ofiary. Czy przedstawiciele skrajnej prawicy otrzymali ministerialne teki? – Nie, to miało miejsce w Austrii. Być może Polska postanowiła wprowadzić politykę energetyczną, która może zagrozić bezpieczeństwu całej Europy Środkowej i która narusza przepisy określone przez Brukselę? – Też nie, to Niemcy. A może Polska już od lat nie spełnia kryteriów traktatu Maastricht i w roku 2018 pobije rekord swojego zadłużenia, największy w UE? – Nie, tym razem to my, czyli Francja”. Nic dodać, nic ująć.

Więc co nas czeka, w naszej Ojczyźnie nad Wisłą? Pewnie nie zmieni się nic w działaniach totalnej opozycji, co spowoduje, że rów dzielący polskie społeczeństwo nie zostanie zasypany. Samorządowa kampania wyborcza może te podziały jedynie pogłębić. Nadzieja w tym, że obecny rząd utrzyma kurs dający oddech zwykłym ludziom, że dzięki temu będzie nam się po prostu żyło lepiej. Nie wybranym elitom, uprzywilejowanym rozmaitymi koneksjami. Nie tym, którzy mogą więcej. Nadzieja także w odzyskującym swoją siłę i pozycję Państwie. Bo Państwo swoją siłę pokazuje, skutecznie pochylając się nad słabszym, sprawnie organizując usługi publiczne i bezwzględnie zwalczając wszelkie patologie. Tak zaczynała się budować odrodzona Rzeczpospolita równo sto lat temu. Zaprzysiężony 18 listopada 1918 roku rząd premiera Jędrzeja Moraczewskiego po czterech (!) dniach na posiedzeniu 22 listopada powołał Ministerstwo Ochrony Pracy i Opieki Społecznej, uchwalił dekret o ośmiogodzinnym dniu pracy, zaznaczając, że nie może to powodować obniżenia dotychczasowego wynagrodzenia, uchwalił płacę minimalną i przyjął projekt obowiązkowego systemu ubezpieczeniowego. Kilka dni później przedstawił projekt jednej z najbardziej demokratycznych ordynacji wyborczych w ówczesnej Europie, dający m.in. prawo do głosowania dla kobiet. Do początków rodzącej się II RP będziemy przez najbliższe miesiące często wracali.

A co w tym roku czeka Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”? Na pewno nie zabraknie żmudnej codziennej pracy w obronie praw pracowniczych w zakładach pracy, gdzie sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Dobrze wiemy, że oprócz „pracodawców przyjaznych pracownikom”, uznających ich podmiotowość i prawo do partycypacji, są też tacy, dla których związek zawodowy jest zawadą, a pracownik narzędziem do pomnażania potencjalnego zysku. Związek musi też wypracować płaszczyznę dialogu z nowym premierem, dialogu, który wcale nie musi być miły, łatwy i przyjemny. Z jednej strony są bowiem deklaracje Mateusza Morawieckiego przywiązania do etosu „Solidarności”, z drugiej zaś zgłaszane projekty, jak choćby Konstytucja biznesu, w których znalazły się rozwiązania dla pracowników i związkowców niekorzystne. I wreszcie – 2018 rok to początek nowej kadencji, a więc w Związku rok wyborczy. Aby dla wszystkich był rokiem udanym i spełnionym. Do Siego.

Jacek Rybicki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę