Ustawą o wynagrodzeniu minimalnym zajmie się podkomisja

Projekt nowelizacji ustawy o wynagrodzeniu minimalnym pracowników wykonujących zawody medyczne dość nieoczekiwanie trafił we wtorek do podkomisji.

Formalnie zawnioskował o to wiceprzewodniczący Komisji Zdrowia Tomasz Latos (PiS). Była to reakcja na zasadniczą krytykę projektu ze strony przedstawicieli związków zawodowych.

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych odbyło się we wtorkowe popołudnie, zaś sprawozdanie Komisji Zdrowia miało odbyć się jeszcze na rozpoczynającym się w środę posiedzeniu Sejmu – to wskazówka, że rząd nie przewidział żadnych problemów z szybkim przyjęciem projektu w przyjętej przez siebie wersji.

Wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko, przedstawiając posłom projekt, mówiła, że obowiązująca od roku ustawa gwarantuje minimalne wynagrodzenie pracownikom wykonującym zawód medyczny i biorącym bezpośrednio udział przy udzielaniu świadczeń. – Po roku funkcjonowania i po przeprowadzeniu szeregu analiz oraz wysłuchaniu strony społecznej doszliśmy do wniosku, że należy tę ustawę znowelizować – stwierdziła. Zdaniem przedstawicielki resortu zdrowia najważniejsza zmiana dotyczy rozszerzenia zakresu podmiotowego ustawy o pracowników działalności podstawowej. – Środowiska ochrony zdrowia sygnalizowały, że w udzielaniu świadczeń biorą udział przedstawiciele zawodów, które nie są wymienione na listach zawodów medycznych czy w rozporządzeniach koszykowych jako osoby wykonujące zawód medyczny, a ich udział w udzielaniu świadczeń jest bardzo istotny – mówiła. Przewidywana docelowa kwota najniższego wynagrodzenia zasadniczego dla tej grupy ze współczynnikiem pracy 0,53 nie będzie mogła być niższa niż 2664 zł brutto w roku 2021 (po okresie dojścia do tej kwoty).

Kolejny punkt nowelizacji dotyczy pielęgniarek (chodzi o przesunięcia między grupami). – Docelowa kwota dla pielęgniarek zatrudnionych na stanowiskach wymagających wyższego wykształcenia magisterskiego, ale bez specjalizacji, będzie wynosiła w 2021 r. 3670 zł brutto – zaznaczyła Szczurek-Żelazko.

Opozycja krytycznie przyjęła zarówno projekt ustawy jak i wystąpienie wiceminister zdrowia. – W uzasadnieniu projektu czytamy: proponowana nowelizacja ustawy nie będzie skutkowała przekazaniem podmiotom leczniczym w 2018 r. dodatkowych, ponad obecnie planowanych środków finansowych z budżetu państwa, jak również NFZ. Potem czytamy, że w tych zakładach, w których jest podpisany kontrakt, podwyżki będą pokryte w ramach NFZ, natomiast u tych z niepodpisaną umową – sfinansowanie wzrostu wynagrodzeń odbędzie się ramach środków własnych. Może to stać w sprzeczności z głównym celem nowelizacji, mianowicie zapewnieniem dostępu do świadczeń zdrowotnych – podkreślała była minister zdrowia Ewa Kopacz, wskazując że w ustawie zabrakło jasnego stwierdzenia, czy budżet państwa będzie mógł dofinansować koszty podwyżek. Jej zdaniem, jeśli szpitale będą mogły liczyć wyłącznie na środki z NFZ, nie udźwigną ciężaru i będą się nadal zadłużać. – Chcielibyśmy też, by środowisko pracowników nie czuło się oszukane, gdy okaże się, że podwyżki będą tylko na papierze, bo odeślecie ich z tą ustawą do dyrektorów – podkreślała.

Jednak zdaniem wiceminister Szczurek-Żelazko nie ma takiego niebezpieczeństwa. – W roku 2015 wartość środków przekazanych na ochronę zdrowia w ramach NFZ wynosiła 67 mld 751 mln zł, w 2018 mamy plan na poziomie 80 mld 59 mln zł, a plan na 2019 r. wynosi 83 mld 653 mln zł. Przypominam, że środki na finansowanie świadczeń zdrowotnych obejmują również wynagrodzenia – ripostowała.

Większość posłów opozycji wyrażała obawy, że zwiększanie wynagrodzeń bez jednoczesnego przyspieszenia wzrostu nakładów na ochronę zdrowia skończy się jednak albo większymi kłopotami finansowymi szpitali albo ograniczeniem dostępności do świadczeń zdrowotnych dla pacjentów. – Napisaliście w uzasadnieniu, że proponowana nowelizacja nie będzie skutkowała przekazaniem podmiotom leczniczym w 2018 r. dodatkowych środków z budżetu państwa, jak i z NFZ. Gdzie zatem dyrektorzy szpitali i przychodni mają się zwrócić o środki na podwyżki? – pytał szef Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz. – Jeśli rosną koszty pracy i mamy zamkniętą kwotę, to jest jednoznaczne z tym, że spadnie liczba lub wycena świadczeń medycznych.

Posłowie PiS zdecydowanie bronili rządu, wypominając opozycji (przede wszystkim Ewie Kopacz i Bartoszowi Arłukowiczowi) zaniedbania z lat 2007-2015. Jednak gdy głos zabrali goście komisji, przede wszystkim związkowcy, okazało się, że zastrzeżenia opozycji nie są do końca bezpodstawne.

- Związki zawodowe od wielu lat domagały się, aby wydzielić koszty pracy z kosztów świadczeń medycznych. Może wtedy dowiemy się, ile w poszczególnych rodzajach świadczeń kosztują pracownicy? – mówiła Urszula Michalska z OPZZ, szefowa Federacji Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia. Zwracała też uwagę (ten argument również wcześniej podejmowali posłowie PO) na dysonans między ustawami proponowanymi przez rząd. – W ustawie o świadczeniach jest określone wynagrodzenie minimalne dla lekarza specjalisty, który podpisał tzw. lojalkę, w wysokości 6750 zł brutto. Jak to się ma do kwoty 4953 zł wynikającej ze wskaźnika 1,27 x 3900 zł, i jak się ma do tego artykuł 18 ustęp 3a kodeksu pracy, że za tę samą pracę dwaj lekarze, na tym samym oddziale, będą mieli tak znacząco różne wynagrodzenia? Co wtedy ma zrobić pracodawca? Nie może być tak, że jedna ustawa będzie kolidowała z drugą. Mało tego – będzie ewidentnie łamała prawa pracownicze – podkreślała.

Jeszcze ostrzej rządowy projekt zaatakowała – zgodnie z wcześniejszymi sygnałami – „Solidarność”. Przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” Maria Ochman nie oszczędzała rządu. – Propozycja wskaźnika 0,53 są uwłaczające dla ludzi, którzy mają być obdarzeni takim dobrodziejstwem – skwitowała. Domagała się odpowiedzi, czy i kiedy rząd odmrozi kwotę bazową 3,9 tys. zł brutto, do której jeszcze przez dwa lata będą stosowane ustawowe wskaźniki. „Solidarność” krytykuje też pomysł wrzucenia pracowników działalności podstawowej, innych niż pracownicy wykonujący zawody medyczne, do „jednego worka”. – Tam będzie inżynier medycyny jądrowej, rejestratorki, statystycy, sekretarki medyczne, salowe, sanitariusze – stwierdziła. Zdaniem Marii Ochman ustawa nie tylko nie satysfakcjonuje nikogo, ale przeciwnie – rozjuszy wiele środowisk. – Regulacja nie znosi niegodziwości tylko je ustawowo pieczętuje.

Przykład? Związkowcy podnosili, że wskaźnik 0,53 dla innych niż medyczni pracowników działalności podstawowej to w tej chwili 2067 zł – mniej niż płaca minimalna w 2018 roku, tymczasem w przyszłym roku zgodnie z wtorkową decyzją rządu wynagrodzenie minimalne będzie wynosić 2250 zł.

Po ostrych wypowiedziach związkowców wiceszef Komisji Zdrowia Tomasz Latos stwierdził, że przebieg dyskusji każe podjąć decyzję o dalszej pracy nad projektem – zajmie się nim dziewięcioosobowa podkomisja.

 

Źródło: medexpess.pl  medexpress logotyp

Download PDF
Powrót Drukuj stronę