Radziwiłł tłumaczy na co trafią pieniądze z in vitro

W Narodowym Programie Zdrowia zapisane są priorytety, mowa o walce z nadwagą i otyłością u dzieci i młodzieży, o używkach i wielu innych kwestiach. Państwo dopisaliście jeszcze jeden punkt związany ze zdrowiem prokreacyjnym. Jaka była motywacja i dlaczego ten punkt znalazł się w NPZ?

Projekt Narodowego Programu Zdrowia, który został przygotowany przez poprzednią ekipę, w zasadzie w ogromnej większości jest akceptowany i będzie zgłaszany jako projekt rozporządzenia Rady Ministrów, bo taki status ma ten dokument. Zmian zasadniczych nie będzie. Rzeczywiście te priorytety takie jak walka z nadwagą i otyłością czy tytoniem będą pod rządami tej nowej regulacji. Faktycznie dopisaliśmy szósty cel Programu. Będzie to podprogram dotyczący zdrowia prokreacyjnego. W oczywisty sposób wiąże się on z decyzją o zaprzestaniu finansowania procedury in vitro z budżetu państwa. Nie chciałbym zajmować się historią jak do tego doszło, ale faktem jest, że wśród różnego rodzaju problemów zdrowotnych z jakimi Polacy się zmagają, jest wiele innych wymagających finansowania co najmniej na takim poziomie jak dotychczas wydawanych w programie in vitro. Wobec tego pieniądze są niezbędne także na takie rzeczy jak finansowanie leków utrzymujących osoby chore na hemofilię, na co brakuje pieniędzy, bo poprzedni rząd zostawił nam dziwną dziurę budżetową – chyba przez pomyłkę – w tym zakresie. Brakuje 150 milionów. Trzeba jednocześnie powiedzieć, że niewątpliwie duży problem społeczny niepłodności, a przede wszystkim zaburzeń płodności, powinien być rozwiązywany nie tyle z założeniami ideologicznymi, co z wiedzą medyczną. Takich sytuacji, które zupełnie uniemożliwiają zapłodnienie, czy powstanie ciąży jest zdecydowana mniejszość. W ogromnej mierze, i o tym mówi wiedza medyczna i nie trzeba tego nazywać w jakiś specjalny sposób, ten problem musi być przede wszystkim rozpoznany, co do przyczyny mechanizmu zaburzeń płodności i następnie leczony w ogromnej większości przypadków przy pomocy, które też są adekwatne do przyczyny takie jak różnego rodzaju środki farmakologiczne, różnego rodzaju procedury jak mikrointerwencje itd. Na to pieniądze po prostu muszą się znaleźć, bo problem istnieje i temu będzie poświęcony właśnie ten szósty cel. Przy okazji chcę powiedzieć, że wygospodarowaliśmy trochę środków w przyszłorocznym budżecie na osobny program prokreacyjny, który będzie funkcjonował jeszcze poza Narodowym Programem Zdrowia.

Jest Pan pierwszym ministrem, który podczas Kongresu Zdrowia Publicznego tak wyraźnie podkreślił wagę komunikowania się ze społeczeństwem, rolę mediów, mediów publicznych, ponieważ bez przekonania ludzi do pewnych kwestii związanych z ich zdrowiem, do zmiany nawyków, właściwie ustawa o zdrowiu publicznym będzie martwym zapisem. Dlaczego podkreśla Pan rolę mediów?

Można powiedzieć, że nauka jaką jest zdrowie publiczne w Polsce ma się całkiem nieźle. Jest wiele instytutów, wielu zacnych profesorów, spora literatura, te osoby mają często też renomę międzynarodową, ale jak spojrzeć na praktykę to nie przekłada się to na działania. Wydaje się, że ponieważ zdrowie publiczne, a w każdym razie ta jego część dotycząca promocji zdrowia, profilaktyki, to przede wszystkim w ogromnej mierze zmiana stylu życia obywateli. Przepisy podejmowane przez ministrów czy rząd, parlamentarne decyzje, nie przekładają się bezpośrednio na to, jak ludzie się zachowują. Ludzie przede wszystkim muszą chcieć żyć zdrowo i wiedzieć, co robić. Ale też powinni być zachęceni do tego, co robić, żeby byli zdrowsi. W tym zakresie potrzebna jest zachęta. Drugi obszar z zakresu zdrowia publicznego, to także system szybkiego reagowania w sytuacjach, które wymagają zmiany zachowań. Takim świetnym przykładem współpracy rządu z mediami, jeżeli chodzi o tego typu zagrożenia, jest Wielka Brytania, gdzie minister zdrowia lub osoby z jego kręgu mają bezpośrednie przełożenie na BBC i w ciągu bardzo krótkiego czasu mogą komunikować się ze społeczeństwem. Dobrym przykładem tego w ostatnimi czasie były epidemie grypy, kiedy widzom i słuchaczom udzielano konkretnej instrukcji, jak należy postępować i czego unikać by ustrzec się  grypy. W Polsce można mieć wątpliwość, czy to zadziała podobnie bo my mamy problem z zaufaniem. Pamiętamy historię kiedy w czasie II wojny światowej premier Churchill apelował, o to by używać mniej wody do kąpieli. Ludzie mieli w wannach narysowaną kreskę do poziomu, której można było nalewać wodę. Nie wiem czy to by zadziałało w Polsce. Ale od czegoś trzeba zacząć. Jest tu potencjał, dlatego że to między innymi od uczonych zajmujących się problematyką zdrowia publicznego wiemy, że znacznie więcej jeśli chodzi o długość życia, życia w zdrowiu, zależy nie od ministra zdrowia, przepisów, szpitali, lekarzy i innych pracowników medycznych, ale od tego jak się zachowujemy przez całe nasze życie. Od jego początku. Od tego, jak żyją nasze dzieci i czy jedzą te słynne drożdżówki czy nie, czy się ruszają odpowiedni dużo, czy starsze z nich zaczynają palić papierosy i używać innych środków, jak my sami się zachowujemy i czy nie mamy nadwagi, ruszamy się odpowiednio dużo i  jak z naszym odżywianiem itd. Okazuje się, że tym sposobem można osiągnąć nieporównanie więcej niż przez bezpośrednie działania służby zdrowia. Więc jeśli można to ludziom powiedzieć i do tego przekonać, to trzeba to zrobić.

Pan Minister wspomniał o słynnej drożdżówce, więc na koniec powstanie nowy przepis na nową drożdżówkę. Czy Pan słyszał, że będzie się ona nazywać radziwiłłowską?

Słyszę po raz pierwszy, ale przygotowuje to jeden z moich wiceministrów, minister Pinkas. Chcielibyśmy odwrócić tę sytuację fatalną, która powstała po wprowadzeniu w nieszczęśliwy sposób tego właśnie rozporządzenia regulującego sprzedaż produktów w sklepikach szkolnych i co powinna oferować stołówka szkolna. Już pomijając treść tego rozporządzenia, to sposób jego wprowadzenia był zaprzeczeniem tego jak zdrowie publiczne, szczególnie komunikacja ze społeczeństwem, powinno wyglądać. Wydaje się, że w tej chwili mamy do czynienia z modą na sprzeciw wobec tego rozporządzenia. A które, koniec końców, oferuje coś co jest zdrowe. Musimy więc z tego wybrnąć. Z jednej strony zwolnić trochę sklepiki, a szczególnie stołówki z konieczności niesolenia i niecukrzenia, dodawania określonych porcji ziół itd. co jest bardzo detalicznie określone w rozporządzeniu i odejść od tego, co dziś stało się modą – sprzeciw w postaci przemycanej drożdżówki albo oferowanie przez mobilne sklepiki przed szkołą tego, co w szkole zabronione, i przejść do mody na, to co zdrowe.

 

Źródło:

Download PDF
Powrót Drukuj stronę