Dysproporcje w zarobkach w sektorze zdrowia są coraz większe…

Czym to grozi?

Wynagrodzenia pracowników, których praca pozostaje w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych coraz bardziej odbiegają od zarobków osób wykonujących zawód medyczny. To bardzo różnicuje załogi – przyznaje Dorota Walczak, przewodnicząca sekcji krajowej pracowników stacji sanitarno-epidemiologicznych NSZZ ”Solidarność”.

- Bez pracowników „niemedycznych” sanepidy nie mogłyby funkcjonować. Np. kierowca musi zawieść pracownika na kontrolę albo pojechać po odczynniki – tłumaczy Dorota Walczak i wyjaśnia, że sama pracuje w laboratorium (w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Radomiu – red.) i nie byłaby w stanie wykonywać zadań, gdyby np. nie dostarczono jej odczynników. – Ci ludzie powinni być traktowani na równi z nami i otrzymywać taki sam wzrost wynagrodzeń, jaki otrzymują pracownicy medyczni – przekonuje.

Za sprawą rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie warunków wynagradzania za pracę pracowników podmiotów leczniczych działających w formie jednostki budżetowej (projekt opublikowano 27 marca) w portfelach osób zatrudnionych m.in. w sanepidach pieniędzy raczej nie przybędzie.
Projektowane rozporządzenie ustala minimalne i maksymalne kwoty wynagrodzenia zasadniczego w tych jednostkach budżetowych. ”Minimalne kwoty wynagrodzenia zasadniczego w kategoriach I – XXII wynoszą 1463 zł – 2517 zł, natomiast maksymalne kwoty wynagrodzenia zasadniczego wynoszą 2438 zł – 6302 zł. Oznacza to wzrost minimalnych stawek o około 2,3%, a maksymalnych stawek od około 2,3% do 19,5%” – poinformowano w uzasadnieniu. Wyjaśniono, że rozporządzenie uwzględnia również inne regulacje prawne, w szczególności przepisy ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

Budżet nie ucierpi, pracownik się nie ucieszy

Jak zaznaczono, podwyższenie minimalnych stawek wynagrodzeń zasadniczych nie spowoduje dodatkowych skutków finansowych dla budżetu państwa, gdyż będzie się mieścić w ramach planowanych limitów wynagrodzeń dla jednostek budżetowych. ”Natomiast podwyższenie górnych pułapów miesięcznych stawek wynagrodzeń zasadniczych nie spowoduje automatycznego wzrostu wynagrodzeń pracowników, pozwoli na ustalenie wyższych wynagrodzeń w przyszłości”. Jednym słowem, budżet państwa nie ucierpi, a pracownik się nie ucieszy.

- Opracowana siatka płac, w której dolne granice pozostawiono w zasadzie bez zmian, sytuacji pracowników administracji nie zmieni. W pewnych przypadkach ich wynagrodzenie wzrośnie o 20 zł. Siatka płac zrobiona jest pro forma – wskazuje na praktyczne konsekwencje płacowego rozporządzenia Dorota Walczak i zapowiada: – Będziemy walczyć o pieniądze.

Związkowcy protestowali niejednokrotnie. Np. w kwietniu przed Urzędem Wojewódzkim w Poznaniu domagali się podwyżek dla budżetówki. ”Odpowiedzialna praca a żenująca płaca”, ”W sanepidzie życie w bidzie” – pod takimi hasłami manifestowali. Związkowcy żądają podwyżek dla wybranych grup zawodowych, w tym dla: pracowników sanepidów, administracji, sądów i prokuratur, pracowników kultury (m.in. muzealników i bibliotekarzy), pomocy społecznej i służby zdrowia, a także pracowników cywilnych Ministerstwa Obrony Narodowej.

Tymczasem w ochronie zdrowia napięcie rośnie. Dysproporcje płacowe między pracownikami niemedycznymi i medycznymi – od kiedy ustawowo wprowadzono ten podział – nie maleją. Wcześniej czy później dojdzie z tego powodu do jeszcze większych protestów. Wiadomo bowiem, że najczęściej dochodzi do nich nie wtedy, kiedy wszystkim źle się dzieje, ale wtedy, gdy jednym zaczyna się już lepiej powodzić, a innym jeszcze nie.

- Większość pracowników medycznych odskoczyło od minimum – przyznaje przedstawicielka ”Solidarności”. – Zaczęli się dokształcać, chętnie podnoszą kwalifikację, bo chcą więcej zarobić. W ciągu 1,5 roku dostali po 100 – 200 zł do podstawy płacy zasadniczej. Natomiast pracownicy niemedyczni zarobkowo dalej stoją w miejscu. Ich płace mieszczą się w dolnych granicach najniższych stawek – zwraca uwagę przewodnicząca i informuje, że była na proteście w Gdańsku, żeby przypomnieć rządzącym, że są też inne grupy zawodowe, które zasługują na godne zarobki.

Chcą powrotu do MZ

Protesty nie dotyczą samych płac. Od dawna załogi sanepidów postulują, żeby podporządkować Państwową Inspekcję Sanitarną Ministerstwu Zdrowia, tak jak to było przed 2010 rokiem. Zabiegał o to także minister zdrowia Łukasz Szumowski, jego poprzednik Konstanty Radziwiłł, a także organizacje pracodawców. Bez skutku.

Związkowcy naciskają w tej sprawie na rządzących. W maju zeszłego roku na Walnym Zebraniu Delegatów Krajowej Sekcji Pracowników Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych NSZZ ”Solidarność” postanowili, że nadal będą walczyć o włączenie Państwowej Inspekcji Sanitarnej do struktur resortu zdrowia. Ponadto ”delegaci negatywnie ocenili merytoryczną współpracę z Głównym Inspektorem Sanitarnym”. Zarzucili mu ”brak jakichkolwiek działań w sprawach pracowników w zakresie płacy, brak współpracy z organizacją związkową, a także brak zainteresowania przyszłością i rozwojem Państwowej Inspekcji Sanitarnej”.

Sprawa podporządkowania sanepidów bezpośrednio resortowi zdrowia ma związek z płacami i finansowaniem tych jednostek.

- Kiedyś resort zdrowia zlecał i finansował zadania. Minister chciał na przykład, żeby sanepid sprawdził stan piaskownic. Wyznaczał zadania i dawał pieniądze na dodatkowe kontrole oraz zakup odczynników. Teraz o finansowanie zadania trzeba ubiegać się przez wojewodę. Ten kieruje wniosek do resortu finansów, który pyta z kolei resort zdrowia o celowość kontroli sanitarnej piaskownic – opisuje mechanizm podejmowania decyzji przewodnicząca Walczak.

Zaznacza, że w przypadku wynagrodzeń jest podobnie, co powoduje, że pieniądze z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracownicy dostają z opóźnieniem.

Do powiatu przyjedzie kontrola w województwa

- Zależy nam na powrocie do MZ nie tylko z powodów finansowych, również z merytorycznych i prawnych – kontynuuje.

Wskazuje, że obecnie organem założycielskim dla stacji sanitarno-epidemiologicznej w powiecie jest prezydent miasta albo starosta. Podlegają im także szpitale, szkoły i przedszkole, które sanepid miałby kontrolować. Powiatowa stacja tego zrobić nie może. Na kontrole do powiatu muszą więc jeździć pracownicy ze stacji wojewódzkiej, a to podnosi koszty realizacji zadania.

Sporych kłopotów nastręcza też interpretacja przepisów (np. ustawy o najniższym wynagrodzeniu) dokonywana samodzielnie przez dyrektorów Wojewódzkich Stacji Sanitarno-Epidemiologicznych. Takie kontrowersyjne rozstrzygnięcia – niekorzystne dla załóg – miały miejsce w WSSE w Bydgoszczy i w Białymstoku, a także – w ślad za decyzjami na szczeblu wojewódzkim – w powiatowych stacjach województwa kujawsko-pomorskiego i podlaskiego.

- Główny Inspektor Sanitarny, który kiedyś decydował w takich sprawach, teraz może jedynie coś sugerować dyrektorowi WSSE – wyjaśnia Dorota Walczak.

Projekt rozporządzenia w sprawie warunków wynagradzania za pracę pracowników podmiotów leczniczych działających w formie jednostki budżetowej dotyczy osób pracujących w stacjach sanitarno-epidemiologicznych (powiatowych – 318, granicznych – 10, wojewódzkich – 16), zatrudniających łącznie ponad 16 tys. pracowników, w tym ok. 12,6 tys. wykonujących zawód medyczny.

Dotyczy także pracowników innych podmiotów leczniczych działających w formie jednostki budżetowej, dla których podmiotem tworzącym jest minister zdrowia. Jak powiedziano mam w MZ, są to: Dom Lekarza Seniora w Warszawie, Dom Pracownika Służby Zdrowia w Warszawie, Krajowy Ośrodek Psychiatrii Sądowej dla Nieletnich w Garwolinie, Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachorowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej w Branicach, Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej w Gostyninie-Zalesiu, Regionalny Ośrodek Psychiatrii Sądowej w Starogardzie Gdańskim, Ośrodek Diagnostyczno-Badawczy Chorób Przenoszonych Drogą Płciową w Białymstoku, Ośrodek Readaptacyjno-Rehabilitacyjny w Karczewie.

 

SOZ logo ikona

Download PDF
Powrót Drukuj stronę