Nauczyciel i jego Karta…

W. Książek – Teksty na blog (odc. 66 i 67 – X 2013): SKOK Stefczyka: www.stefczyk.info/blogi

 Pomimo dosyć dużych wyzwań i napięć (sześciolatki w szkole, przedszkole za złotówkę, bój o więcej historii w historii, kanon lekturowy), pomimo braku podwyżek dla nauczycieli w 2013 roku, Rząd RP zdecydował się na przygotowanie projektu zmian w ustawie Karta Nauczyciela, który po miesięcznym czasie konsultacji prawdopodobnie trafi do Sejmu.

Zanim spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy to dobrze, warto zacząć od przedstawienia pewnych szczegółów tych propozycji. Projekt jest mniej radykalny od niektórych wstępnych zapowiedzi. Zarazem nie ujmuje tych uwag, które przedstawiły związki zawodowe działające w oświacie.

Wydaje się, że najtrudniejszy do przyjęcia jest zapis dotyczy redukcji z trzech do jednego urlopu na poratowanie zdrowia w trakcie kariery zawodowej. Do tego dochodzi przesunięcie możliwości skorzystania z niego nie po siódmym, a dopiero po dwudziestym roku pracy. Brakuje też zapisu, który jednoznacznie będzie oznaczał, że okres pracy uprawniający do urlopu dotyczy pracy w różnych szkołach, nie w jednej. Są z tym związane różne niejasności interpretacyjne (a sprawa jest aktualna tym bardziej, że coraz więcej nauczycieli będzie łączyło etat pracując w kilku szkołach). Ograniczenie przypadków, kiedy będzie można udzielić urlopu, w efekcie tak naprawdę spowoduje likwidację urlopów zdrowotnych. Bo do tego dochodzi jeszcze zmiana organu orzekającego na lekarza medycyny pracy, gdy brak będzie tej podstawowej dokumentacji medycznej. To jest swoistym wotum nieufności dla lekarzy rodzinnych-pierwszego kontaktu, którzy powinni być uwzględniani w tej procedurze.

Problem ten wzrasta mocno w czasie, gdy zwiększono czas pracy nauczycieli (od 2008 roku w oświacie – średnio o 12 lat). Będzie to wymagało większej regeneracji zdrowia przez pracujących do 67 lat nauczycieli. To jest sytuacja nauczyciela w potrzasku. Wyczerpanego, bez możliwości regeneracji, bez szans na zmianę pracy, bo kto zatrudni taką osobę na kilka lat przed 65-67 lat życia?

Z tym wiąże się problem określenia wymiaru i terminu udzielania nauczycielom urlopu wypoczynkowego. MEN proponuje ograniczenie do 47 dni roboczych w ciągu roku. Obecnie nauczyciele mają prawo do urlopu wypoczynkowego w okresie ferii zimowych i wakacji letnich, a dyrektor szkoły ma prawo zobowiązać nauczyciela do wykonywania czynności na rzecz szkoły przez 7 dni tego okresu. Dla przykładu w roku 2012 liczba dni wakacji letnich i ferii zimowych wyniosła 54 dni, tym samym urlop wypoczynkowy nauczycieli w 2012 roku wyniósł 47 dni.  Co niejednokrotnie podkreślałem, należy zwracać uwagę na zadania, żeby NIE TWORZYĆ FIKCJI W SZKOŁACH. Po co nauczyciel ma  przebywać w szkole, gdy nie ma zajęć dydaktycznych, a uczniowie mają ferie czy wakacje? Przecież nauczyciel jest dla ucznia, nie zaś dla pilnowania powietrza. A wiele spraw dokumentacyjno-sprawdzających może wykonać w domu. Przy zbyt ogólnych zapisach istnieje niebezpieczeństwo zlecania nauczycielom zadań pozastatutowych, istnieje zagrożenie mobbingu.

Tu warto uwzględnić wyniki badań Instytutu Badań Edukacyjnych, które zostały ogłoszone wiosną tego roku (średnio wyszło 46 godz. 40 min. – pisałem na ten temat na blogu). Powinny one tak naprawdę mieć wpływ na wyższy wymiar urlopu wypoczynkowego oraz dla poratowania zdrowia.

A skoro o biurokracji mowa… w projekcie rozszerza się zakres rejestrowania zajęć i czynności realizowanych przez nauczycieli. Dlaczego tylko niektóre zajęcia mają być rejestrowane, czemu ma to służyć? Przecież skutkiem tego będzie dalszy rozrost biurokracji szkolnej. Czy właściwe jest, nawet jeżeli uznalibyśmy zasadność rejestrowania czynności, by sposób rejestracji określali dyrektorzy a nie MEN?

Duże kontrowersje wzbudzają zmiany w procedurze awansu zawodowego. Nie jest zrozumiały powód zmiany organu przeprowadzającego postępowanie na nauczyciela dyplomowanego. Po raz kolejny dokłada się nowe zadania dla organów prowadzących bez dodatkowych środków na ten cel (np. zapłata za pracę ekspertów). Czyżby chodziło o zmniejszenie liczby nauczycieli dyplomowanych i o przerzucenie kosztów posiedzeń na organy prowadzące? Z kolei jeden ekspert w komisji egzaminacyjnej, to stanowczo za mało (w przypadku nieobecności eksperta, komisja będzie działała proceduralnie, ale niemerytorycznie).

Owo przesunięcie uprawnień w kierunku organów prowadzących dotyczy także postępowania dyscyplinarnego nauczycieli. Są tam zapisy, z którymi trzeba się zgodzić, natomiast umiejscowienie komisji I instancji przy organie prowadzącym jest nie do przyjęcia. Chodzi przede wszystkim o niezależność osób pracujących w komisji dyscyplinarnej oraz uwarunkowania lokalne. Tworzy się kolejny element możliwego nacisku, owego przysłowiowego „rancza”. Czy chodzi o to, aby jeszcze bardziej uzależnić nauczycieli? Samo wynagrodzenie dla członków komisji dyscyplinarnych, rzeczników i ich zastępców to dobra inicjatywa, chociaż to znowu kolejny koszt dla organu prowadzącego.

Tyle pierwszych uwag dotyczących lektury projektu nowelizacji ustawy Karta Nauczyciela, tego wielkiego układu zbiorowego dla około półmilionowej rzeszy pracowniczej. Ustawy, która została wynegocjowana w latach 1980-1981 przez ludzi związanych z „Solidarnością” oświatową. Nie osiągnięto ostatecznego porozumienia przed stanem wojennym. Stąd też władze przyjęły ten dokument już 28 stycznia 1982 roku, aby wyciszyć nastroje wśród ludzi oświaty, fundując im z drugiej strony słynne weryfikacje (uzgodnione zmiany dotyczyły m. in. obniżenia pensum dydaktycznego do 18. godzin tygodniowo, wprowadzenia dodatku za wysługę lat, zwiększenia uprawnień rad pedagogicznych i rodziców).

W tym sensie Karta Nauczyciela to nie jest relikt stanu wojennego, ale dokument, który już wtedy starał się powiedzieć, że nauczyciel jest urzędnikiem państwa polskiego, któremu należy się szczególna pomoc i ochrona, bo zajmuje się skarbem największym – dziećmi i młodzieżą. Czyli tak naprawdę naszą przyszłością. Tylko kto dzisiaj o takiej perspektywie Rzeczpospolitej chce pamiętać?

Ta nowelizacja jest doraźna, „przyczynkarska”, próbująca oddawaniem władzy nad nauczycielem, wyciszyć inne roszczenia samorządów terytorialnych. Niestety, brakuje jej wizji, odpowiedzi na pytanie zasadnicze: „Jaki ma być status, jaka pozycja nauczyciela w polskiej szkole”? Ale o tym już w następnym odcinku blogu.

 Cz. II

W poprzedniej części blogu przedstawiłem pierwsze uwagi do rządowego projektu zmian w ustawie Karta Nauczyciela (urlopy na poratowanie zdrowia, wypoczynkowe, rejestrowanie zajęć i rozrost biurokracji, oddawanie kompetencji organom prowadzącym: awans, komisje dyscyplinarne).

W tej nowelizacji jest też kilka krytycznie ocenianych spraw szczegółowych, np.:

  • Zastąpienie średnich wynagrodzeń nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego wskaźnikami kalkulacyjnymi. Tu wraca problem zatrudniania na niepełne etaty (samych nauczycieli, którzy łączą etat w kilku szkołach jest około 20 tys.), stąd istnieje potrzeba zachowania średniego wynagrodzenia w przeliczeniu na pełne etaty.
  • Ujednolicenie wysokości tzw. dodatku wiejskiego. Trudno zgodzić się na włączanie ich do środków na wynagrodzenia. A poza tym kto wpadł na pomysł, żeby w ustawie dodatki zapisywać kwotowo, bo jak potem mają być waloryzowane? Ciągłymi zmianami ustawy?
  • Doprecyzowanie zasad przeznaczania środków wyodrębnionych przez organy prowadzące a dofinansowanie doskonalenia zawodowego. Tu znowu budzą wątpliwości zbyt szczegółowe zapisy, które są materią rozporządzeń (zbyt wąskie określenie, na co fundusz ma być przeznaczony, utrudni dyrektorom prowadzenie własnej polityki zgodnie z potrzebami szkoły).
  • Zwiększenie roli rodziców uczniów poprzez włączenie przedstawicieli rodziców do procedury awansu zawodowego (jako obserwatorów). To tylko z pozoru wygląda obiecująco. W tej chwili w procedurze awansu istnieje możliwość wyrażenia opinii przez radę rodziców przy ocenie dorobku zawodowego nauczyciela mianowanego, z której rodzice rzadko korzystają.

Są w tej nowelizacji propozycje pozytywne, jak:

  • Stworzenie skróconej ścieżki awansu zawodowego dla nauczycieli posiadających staż pracy w innych formach wychowania przedszkolnego.
  • Ułatwienie finansowania zajęć realizowanych przez nauczycieli w ramach projektów i programów finansowanych z udziałem środków europejskich.
  • Doprecyzowanie sposobu finansowania jednorazowej gratyfikacji wypłacanej osobom, którym nadano tytuł honorowy profesora oświaty.

Pojawia się pytanie, czy dla tych paru zmian warto rozpętywać burzę wokół coraz bardziej redukowanej Karty Nauczyciela? Bo przecież nic w tej nowelizacji nie wspomina się o tak często powtarzanych postulatach, jak:

  1. Wykreślenie tzw. godzin karcianych.
  2. Objęcie KN wszystkich nauczycieli niezależnie od organu prowadzącego.
  3. Określenie w KN pensum także dla nauczycieli-pedagogów, psychologów, logopedów.
  4. Doprecyzowanie zapisu określającego minimum środków przekazywanych na pomoc zdrowotną dla nauczycieli.
  5. Ustalenie standardów – między innymi maksymalnej liczby uczniów w klasie.
  6. Inne, korzystniejsze dla nauczycieli rozwiązania emerytalne.

Rodzi się pytanie o CEL tych propozycji zmian. Czy chodzi tylko o kolejne oszczędności i oddawaniem samorządom terytorialnym coraz większej władzy nad nauczycielem?

Wydaje się, że Rządowi brak poczucia, że edukacja to RACJA STANU a nie tylko mało ważna pozycja po stronie kosztowej. Narusza się zasadę RÓWNOWAGI edukacyjnego stołu, którego filary to:  Rząd: MEN i kuratoria – samorząd, czyli organy prowadzące – rodzice i uczniowie – szkoła:  dyrektorzy i nauczyciele.  Wyczuwa się, że rządzący stają się zakładnikami jednostek samorządu terytorialnego. W sytuacji niedofinansowania „kupują ich milczenie” oddawaniem kolejnych praw, wyzbywaniem prerogatyw państwa w tak kluczowej dla Polski sprawie.

W tej sytuacji zapomina się, że nauczyciel musi być traktowany PODMIOTOWO, bo gdy jest szanowany, czuje wsparcie, potrafi to oddać w tym niezwykłym procesie kształcenia i wychowania młodych ludzi. Przypomina o tym prof. Andrzej Chojnowski („Uważam Rze – Historia” – 2/2012): „II Rzeczpospolita zostawiła też głęboko zakorzenione przeświadczenie o ogromnym znaczeniu edukacji. I nie chodzi tylko, a nawet przede wszystkim, o korzyści materialne, jakie może przynieść wyższe wykształcenie, ale o wartość samą w sobie, jaką stanowi światły człowiek. (…) Powszechny  był wówczas szacunek dla pewnych zawodów inteligenckich, a zwłaszcza dla nauczyciela, wychowawcy kolejnych generacji. Nawet profesorowie wyższych uczelni szli uczyć w szkołach, aby najlepiej przygotować do życia i pracy ten skarb, jakim jest młodzież. W okresie komunizmu, niezależnie od tego, że oświata stała się bardziej masowa, to przeświadczenie zabito”.

Polska szkoła – także tajne komplety w czasach okupacji – zawsze dobrym, a czasami wręcz heroicznym nauczycielem-wychowawcą stała. Trzeba to rozwijać, nie niweczyć takim ciągłym ograniczaniem statusu zawodowego nauczycieli. Trzeba w ogóle przestać tak huśtać edukacyjną nawą. Pytanie, jaki ma być nauczyciel w zmieniającej się szkole, jest jednym z najważniejszych. Póki co odpowiedź władz oświatowych – zawarta w tej propozycji zmian Karty Nauczyciela – jest marna. Marny jest też sam styl DIALOGU, który nim tak naprawdę nie jest bez wzajemnego SZACUNKU.

Wojciech Książek

(Przewodniczący „Solidarności’’ oświatowej Regionu Gdańskiego, wiceminister Edukacji Narodowej w rządzie Jerzego Buzka)

 Ps. Postępuje polaryzacja ocen, zachowań. Co innego mówi się podczas spotkań oficjalnych, co innego w gronie np. struktur lokalnych partii rządzących, czy niektórych organów prowadzących. Pogląd, żeby nauczycielom „dokręcić śrubę”, jest dominujący. Także tym, którzy próbują ich bronić – stąd obecne ataki na związki zawodowe. A mówią to ludzie, którzy jeszcze niedawno identyfikowali się z „S”. Wstyd słuchać języka pogardy, kpiny, obserwować same zmiany postaw tych ludzi… To jeszcze jeden dowód, że w szkole (w działaniach wspierających dom rodzinny) trzeba kłaść nacisk na znaczenie etyki w życiu, na porządne WYCHOWANIE.

Download PDF

Powrót Drukuj stronę