Ciężar tamtych dni

Rozmowa z Markiem Łochwickim, prezesem Video Studio Gdańsk oraz Joanną Pacaną, wiceprezesem

 

 

– Jak to się stało, że nagle w PRL wyrosła niezależna instytucja filmowa?

– Wszystko rozpoczęło się w 1981 roku. Byliśmy grupą ludzi, których łączyła niechęć do tego, co robiła państwowa telewizja i którzy postanowili włączyć się na miarę swoich umiejętności w to, co działo się w kraju. W czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” postanowiliśmy w ówczesnej Agencji Telewizyjnej NSZZ „Solidarność” nakręcić relację z jego obrad, ponieważ telewizja publiczna prezentowała społeczeństwu wyłącznie zmanipulowane materiały, niemające nic wspólnego z prawdą. Przełamanie monopolu państwa w dziedzinie filmu dokumentalnego, reportażu, relacji dziennikarskich czy publicystyki telewizyjnej było bardzo ważne. Nie tylko, jeżeli chodzi o informowanie społeczeństwa, ale także od strony psychologicznej. Pokazaliśmy, że kamera służy informowaniu, a nie manipulowaniu. Zjazd to był nasz chrzest bojowy. Relacje mogliśmy zrobić dzięki sprzętowi filmowemu, otrzymanemu od Światowej Konfederacji Pracy. Poza prawdziwymi, nieprzekłamanymi relacjami zjazdowymi udało nam się wówczas nakręcić także materiał na film „Kandydat” o Lechu Wałęsie. Niestety, wszyscy wiemy, jak skończył się ten „karnawał Solidarności”. Nasza kamera towarzyszyła też obradom Komisji Krajowej „Solidarności” w dniach 11 i 12 grudnia 1981 roku, po których władze wprowadziły stan wojenny. Aresztowania uniknął tylko Marian Terlecki, przygotowujący wówczas w Warszawie relację z trwającego właśnie Kongresu Kultury Polskiej.

– W ten sposób Agencja Telewizyjna „S” zeszła do podziemia?

– Tak. Marian Terlecki ukrywał się przez 21 miesięcy, był jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi w stanie wojennym. Dzięki niemu i sprzętowi, otrzymywanemu z Zachodu, mogliśmy w tym czasie prowadzić działalność, której efekty wówczas trudno było przecenić, a które dzisiaj także mają bezcenną wartość. Rejestrowaliśmy manifestacje uliczne, spotkania Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność”. Przed naszą kamerą występowali szefowie Związku w perukach, z doklejonymi brodami czy wąsami. Było to oczywiście niezbędne z przyczyn konspiracyjnych. Te reportaże trafiały do zachodnich stacji telewizyjnych i Międzynarodowej Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych w Brukseli.

– Jednak ta podziemna działalność niosła swoje ograniczenia, stałe było też niebezpieczeństwo nie tylko aresztowania ludzi, ale także utraty drogocennego sprzętu. Postanowiliście działać inaczej?

– Tak, i takie możliwości stwarzał Kościół katolicki, cieszący się sporym marginesem wolności, mimo stałych ataków personalnych na niektórych księży. W styczniu 1984 roku powstał Duszpasterski Ośrodek Dokumentacji i Rozpowszechniania VIDEO pod skrzydłami zgromadzenia pallotynów, z siedzibą w Gdańsku. Byliśmy wtedy bardzo mocno obserwowani przez SB, która starała się znaleźć na nas coś, co umożliwiłoby zakończenie działalności ośrodka. W końcu postawiono nam zarzut kradzieży sprzętu dużej wartości, bowiem zgodnie z dekretem o stanie wojennym powinniśmy oddać go w tzw. depozyt. Jak się potem dowiedzieliśmy, stracona przez nas kamera służyła potem Zakładowi Kryminalistyki Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej.
– Ale to przecież nie koniec historii?

– Oczywiście. Inaczej nie rozmawialibyśmy tu teraz. W 1986 roku rozpoczął się proces wychodzenia „Solidarności” z podziemia, stała się ona m.in. oficjalnym członkiem Światowej Konfederacji Pracy oraz Międzynarodowej Konfederacji Wolnych Związków Zawodowych. Nasze środowisko znalazło wsparcie u biskupa gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego, który powołał Dział Dokumentacji i Pomocy Duszpasterskich „Video”. Znaleźliśmy lokum na plebanii gdańskiego kościoła Mariackiego. Nasza ówczesna działalność była doceniona zarówno przez Polonię na Zachodzie, jak i instytucje wspierające demokratyczne przemiany w państwach Europy Wschodniej. Dzięki ich pomocy mogliśmy pracować na profesjonalnym sprzęcie zdjęciowym i montażowym. Jednocześnie musieliśmy funkcjonować w realiach ekonomicznych, utrzymywaliśmy się z rozpowszechniania kaset wideo z naszymi materiałami, które nie mogły być jednak rozprowadzane w oficjalnym obiegu. W listopadzie 1988 powstał Obywatelski Komitet na rzecz Utworzenia Katolickiej Wytwórni Filmowej, która miała gromadzić materiał, stanowiący przeciwwagę i uzupełnienie dla państwowych struktur filmowych, ignorujących wiele współczesnych wydarzeń lub wręcz je deprecjonujących. Ostatecznie wytwórnia ograniczyła się do działu wideo, który coraz bardziej się rozrastał i ostatecznie przybrał dzisiejszą formę instytucjonalną.

– „Video” miało też kapitał nie do przecenienia – kapitał zaufania opozycji, który otwierał chyba wiele drzwi i umożliwiał powstawanie materiałów, o których inni mogli tylko pomarzyć?

– Z pewnością. Wielokrotnie jako jedyni byliśmy dopuszczani do różnych opozycyjnych tajemnic i gremiów. Tak było też w czasie strajku w maju 1988 roku w Stoczni Gdańskiej, kiedy to byliśmy jedyną ekipą filmującą strajk. Jerzy Urban, rzecznik ówczesnego rządu, zapowiedział zagranicznym korespondentom, że utracą akredytacje w momencie wejścia na teren zakładu, zaś Telewizji Polskiej robotnicy po prostu nie wpuścili do stoczni. Potem zagraniczne ekipy zgłaszały się do nas po materiały. A z okna naprzeciwko filmowała nas SB, która nie odważyła się wejść na plebanię kościoła, gdzie znajdowała się nasza siedziba. Swoje kariery filmowe i telewizyjne zaczynało u nas wiele znanych dzisiaj osób, były one po prostu odważne i dzięki temu mogły też uzyskać wiele ciekawych materiałów.

– Jak działało „Video” w 1988 roku?

– Poza wspaniałymi ludźmi dysponowaliśmy już wówczas sporą ilością dobrego sprzętu i w momencie wybuchu strajków solidarnościowych na Uniwersytecie Gdańskim i Politechnice Gdańskiej nie mieliśmy problemu, by obsłużyć także te miejsca, pozostawiając pierwszą ekipę w Stoczni Gdańskiej, w której byliśmy od początku. Ten strajk dokumentowaliśmy bardzo szczegółowo.

– Dzięki temu dzisiaj możemy niejako cofnąć się w czasie?

– Poniekąd. Z okazji rocznicy strajku majowego 1988 roku pokażemy w ramach uroczystości na Uniwersytecie Gdańskim film „Maj 1988”, zmontowany z materiałów, które wówczas nakręciliśmy. Te materiały nie były dotychczas prezentowane. Bardzo ważne było dla nas zachowanie proporcji pomiędzy strajkami studenckimi a tym w Stoczni Gdańskiej. Trzeba pamiętać, że to tam się wszystko wówczas zaczęło, a Uniwersytet Gdański i Politechnika Gdańska podjęły strajki solidarnościowe ze stocznią. Istnieją także plany, by do „Dziennika Bałtyckiego” dołączyć płytę z filmem „Ballada o strajku” Piotra Bikonta i Leszka Dziumowicza, dokumentującym strajk majowy 1988 roku w Stoczni Gdańskiej. To szczegółowa relacja, dokumentacja, która będzie ciekawa także i dzisiaj. W ramach obchodów rocznicy strajków sierpniowych 1988 roku będziemy również chcieli zaproponować płytę z filmem dołączoną tym razem do jednego z dzienników ogólnopolskich. Nie wiemy jeszcze, czy będzie to „Inny Sierpień”, który jednak trwa 3 godziny i może nie zmieścić się na nośniku, czy tryptyk dokumentalny „Solidarność. Czas zmiany – Solidarność. Czas spotkania – Solidarność. Czas nadziei”, zrealizowany w latach 2005-2007, w reżyserii Anny Mydlarskiej. Jego współproducentami są Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” i Miasto Gdańsk. Filmy te były już emitowane, jednak wyłącznie na antenie gdańskiej telewizji i nie są znane w Polsce, a szkoda. Myślimy, że spotkają się z bardzo dobrym odbiorem. Warto też zwrócić uwagę na to, co znajdzie się w telewizji. Będzie to cykl dokumentalny z aktorskim udziałem Mirosława Baki, złożony z ośmiu odcinków. Cztery będą poświęcone strajkom majowym, cztery kolejne sierpniowym. Tytuł – „Dni maja, dni sierpnia ’88”, reżyseria Krzysztof Kalukin,emisja rozpocznie się od 12 maja na antenie TVP 2 w bardzo dobrym czasie antenowym, bo o godzinie 17.50. W filmach pojawiać się będą znane osoby, także te, które niosły wówczas na swoich barkach ciężar bardzo trudnych ówczesnych strajków. Mamy nadzieję, że przyczynimy się chociaż trochę do przypomnienia tamtych dni, trochę zapomnianych, będących w cieniu 1980 roku.

Rozmawiał
Jarosław Wierzchołowski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę