Zgiełk i podkręcanie


We wrześniu media szumiały oczywiście o „zażartej walce wyborczej”, a nie trzeba być prorokiem, by powiedzieć, że w październiku, oprócz wyborów prezydenckich, będą szumieć też o „zażartej walce na stołki”. Nawet wśród światłych, doświadczonych publicystów nie brakło tonów podkręcających nastroje, ale w wieczór wyborczy sprawozdawcy z TVP i TVN koniecznie chcieli zdobyć dowody na to, że zwycięskie partie już się kłócą i wciskali liderom kłopotliwe pytania albo i bez pytań wmawiali PiS-owi triumfalizm, a PO – gorycz klęski.
Lenie umysłowe, które nie poszły do wyborów, bo im się myśleć nie chciało, mają teraz wyraźny pretekst do usprawiedliwiania swej dobrowolnej bezmyślności i obywatelskiego „mamwdupizmu”: widzicie, po co chodzić na wybory, nic się nie zmieni, już się biją o żłób.
Ludzie kochani, powinniśmy się cieszyć, że wreszcie do władzy doszły dwie partie ludzi oświeconych, z posierpniowym rodowodem, niewplątane w konszachty z komuną, a jednak doświadczone politycznie (czego brakło AWS-owi). Liderzy tych partii w wyborczy wieczór dali nam wzór zachowania dżentelmeńskiego, zresztą i kampanie wyborcze prowadzili fair, nie wyciągnęli piątego asa z rękawa ani nie ciskali na siebie nawzajem hakami. Owszem, raz poleciał jeden hak na Tuska, raz na Lecha Kaczyńskiego, ale rzucały je partie bez szans na rządzenie, ot, tak, by narobić kłopotu przyszłej koalicji.
Różnica w wynikach PiS i PO jest niewielka, akurat taka, jaka powinna być pomiędzy partią prospołeczną a prorynkową, po prostu dlatego, że pracobiorców jest więcej niż pracodawców. Ale panie z TVN i TVP tak ślicznie wszystko poplątały, że powierzchowny odbiorca, łapiący tylko słowa-klucze, gotów będzie wierzyć, że Platforma ze swoim 25-procentowym poparciem poniosła klęskę, a SLD zjechawszy z 40 proc. w poprzednich wyborach na 10 w obecnych, osiągnął sukces. „O nierozumni Galaci, któż was tak omamił?”
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę