Wychodzenie z dołka?

Grudzień jako miesiąc roboczy jest najkrótszym miesiącem w roku – brakuje mu jednego tygodnia, tego okołoświątecznego. Wtedy już i urzędy, i rzemieślnicy, i w ogóle wszyscy wszelkie sprawy przesuwają na „po świętach”. Z wyjątkiem handlowców i – dziennikarzy. Handlowcy uwijają się za ladą w piątek i świątek, nierzadko i w nadgodzinach. Nie zdziwiłabym się, gdyby najstarsze ekspedientki nie wzdychały po cichu, że za komuny było lepiej. Towaru mniej, kolejkowicze pokorni. Wtedy lada dzieliła ludność na tych, co proszą, i na tych, co dają. A teraz – masz ci los, pierwsi żądają, drudzy obsługują.

Jednak nie samymi świętami naród żyje, nawet w grudniu. A dziennikarze, którzy trudzą się nad przygotowaniem programów świątecznych i noworocznych, mają i swoje powszednie obowiązki. Czas płynie jak bystra rzeka i coraz to przynosi jakieś śmiecie, które trzeba opisać i skomentować. Latoś mieliśmy dwa wielkie śmiecie: wyrzucenie z komisji hazardowej przedstawicieli PiS-u i kradzież z oświęcimskiej bramy napisu „Arbeit macht frei”.
 
Oba te wydarzenia wywołały powszechne oburzenie, nawet u antypisowców (Palikot wręcz głosił, że na wieść o wysiudaniu pisowców z komisji „Tusk się wściekł”). Kradzież napisu z bramy wywołała zapomniany już okrzyk: „Taka hańba w polskim domu”.
 
Ja z obu tych wydarzeń wyciągam wnioski optymistyczne: z pierwszego, że premier przypomniał swoim ludziom, iż reguły demokracji obowiązują również partię rządzącą. Kradzież w Auschwitz zaś dowiodła, że Polska nie jest jednak karczmą zajezdną jak za Sasów, gdzie oprychy bez czci i wiary mogą dokazywać jak chcą. Bo policja też „się wściekła” i przyskrzyniła bandziorów w rekordowym tempie. Myślę, że gdy ten tekst ukaże się w druku, przyskrzyni i zleceniodawcę.
Więc schyłek roku nie był taki zły, co by wróżyło, że nowy rok będzie wreszcie lepszy.
 
Janina Wieczerska
Download PDF
Powrót Drukuj stronę