Wiara i Europa

Okres wielkanocny spowodował urodzaj na tematykę religijną i kościelną. Oczywiście w prasie, bo w telewizji dominowały jak zwykle michałki o tradycyjnych zwyczajach i akcesoriach świątecznych: palmach, pisankach, mazurkach.
Jeśli więc ktoś szukał czegoś na serio, musiał sięgnąć do dzienników ogólnopolskich. W „Europie”, dodatku do „Dziennika”, czołowe miejsce zajmuje obszerny wywiad z prof. Leszkiem Kołakowskim „Religia nie zginie”. Były marksista mówi o upadku świeckiej utopii doskonałego społeczeństwa i konkluduje: „Absolutnie nie wierzę w śmierć wiary religijnej i Kościoła. Jestem przekonany, że wiara należy do fundamentów naszego istnienia”. W „Rzeczpospolitej” zaś  Dariusz Rosiak twierdzi, że „żyjemy w okresie największego rozkwitu religijności od XVI wieku. Wystarczy spojrzeć poza zachodnią Europę”.
Rosiak ma na myśli ożywienie wiary nie tylko katolickiej, ale i ogólnego szacunku dla wierzących. Świadczyłaby o tym ogólna (choć bezradna) sympatia dla buddyjskiego Tybetu, tak okrutnie potraktowanego przez ateistyczne Chiny. Wolteriańskie śmichy-chichy pokolenia paryskiego maja 1968 przestają być „trendy”. Może za kilka lat preambuła o chrześcijańskich korzeniach Europy miałaby szanse znaleźć się w europejskiej konstytucji?
U nas na razie toczy się spór o tzw. traktat lizboński, który jest prawie konstytucją europejską. Jest to nie tylko spór między PO a PiS, ale o kształt przyszłości naszego kraju, czego zdają się nie dostrzegać euroentuzjaści z elektoratu PO. Oczywiście PO wchodzi w buty  nieboszczki Geremkowej Unii Wolności, ale nie jest i tak, że rezerwa PiS jest dobrze ugruntowana. Świetnie podsumował te spory Piotr Semka w „Rzeczpospolitej”: „Obie strony mają swoje tematy tabu: PiS nie zastanawia się głośno, jak dalece może być eurosceptyczne, PO w ogóle nie rozważa wynikających z niego [tj. traktatu] zagrożeń”. No cóż, już La Rochefoucauld mówił: „Spory nie trwałyby tak długo, gdyby BRAK racji był tylko po jednej stronie”.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę