Trzęsionka

Media, zwłaszcza już telewizja, wzięły chyba na serio powiedzenie Hitchcoka, że film ma się zaczynać od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno wzrastać. Wobec tego każde zawirowanie polityczne ogłaszają jako trzęsienie ziemi, bo nawet przez poprzedzające je dni zapowiadają, że we wtorek, piątek, najpóźniej w przyszłym tygodniu scena polityczna się zatrzęsie. Politycy ochoczo włączają się w tę zabawę, komentują i prorokują na wszystkich kanałach, i co? Zamiast trzęsienia ziemi jest trzęsionka „dietetyków” (posłów dostających diety). Jazgot medialny wokół potencjalnych lub nawet tylko wirtualnych dymisji, komisji, remisji doprowadza zaś odbiorców do konkluzji z „Wujaszka Wani” Czechowa: „Ot, rozgęgały się gąsiory, rozgęgały”…
Widzę to po sobie. Jeśli rankiem nie doczytam gazet, to wieczorem je sobie odpuszczam: jutro będą nieważne. W telewizji też często-gęsto wyłączam fonię i poprzestaję na tym, co wyczytam na pasku. Przynajmniej jest krótkie.
Przed dwoma laty w ostatniej debacie kandydatów przed wyborami prezydenckimi Lech Kaczyński powiedział (z uśmiechem) do Tuska: „Za dużo przymiotników!” Teraz trwa licytacja na przymiotniki, epitety i wytyki. Olejniczak np. wytyka Kaczyńskim, że posługują się metodami rodem z PRL. A fe! Brzydko to tak wypierać się przodków. Nikt jednak nie przebije Niesiołowskiego, który sięga do porównań kaczyzmu ze stalinizmem. Czy udręka stalinowskiego więzienia była tak samo ciężka, jak dzisiejsze męczarnie senatora zmuszanego siła do występu przed kamerami?
W tym całym zgiełku istotne dla życia obywateli ustawy wzmiankuje się petitem (jak np. ustawowa legalizacja i regulacja telepracy). Minister Elżbieta Jakubiak powiedziała niedawno z innej okazji: „Na szczęście Polakom nie trzeba mówić, co mają robić”. Na szczęście…


Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę