Sztormowy, feralny, aferalny

Październik toczył się w mediach według recepty Hitchcocka: najpierw był huragan, a potem napięcie rosło. Orkan, który spustoszył Polskę, interesował telewizję tak długo, póki był widowiskowy. Kiedy zaś strażacy już uprzątnęli powalone drzewa, a parę osób wygłosiło stereotypowe zdanie o utracie dorobku całego życia, temat zniknął z ekranu. Tymczasem huragan był zdarzeniem feralnym dla dziesiątek tysięcy ludzi i może należałoby wrócić do tematu po tygodniu i zweryfikować obietnice władz o szybkiej pomocy, i w ogóle pokazać, jak sobie ludzie radzą. Choć na pochwałę TVN trzeba powiedzieć, że przynajmniej werbalnie o samopomocy sąsiedzkiej napomknęła.

A potem zaczęły się afery. Hazardowa, podsłuchowa (podsłuchiwanie dziennikarzy), prokuratorowa (dwuznaczne co najmniej zachowanie prokuratora po uprowadzeniu Olewnika). Źle wypadł kryształowy dotąd minister sprawiedliwości, przedwcześnie wydając umoczonym w aferze hazardowej Chlebowskiemu i Drzewieckiemu świadectwo moralności. Pod koniec miesiąca premier przedstawił swój pomysł na regulację gier hazardowych. Projekt Tuska jest tak radykalny, tak drakoński, że w istocie utrupia tę branżę. Nie wiem, może Tusk ustawił poprzeczkę niebywale wysoko, żeby potem mieć z czego ustępować? Ale nie jest to dobra taktyka.

Największą wszakże aferą jest sprzedaż stoczni. CBA ustaliło, że nie żadna firma z Kataru, ale międzynarodowy kombinator i handlarz bronią Libańczyk El-Assir był faworytem przetargu na kupno stoczni i że jego polskich konkurentów wykoszono, nim przetarg się zaczął.

Jak dotąd, jedynym skutkiem ujawnienia tych wszystkich paskudztw jest odwołanie szefa CBA, Mariusza Kamińskiego. „Dziwny kraj! Kiedy dzwonią na trwogę, wiesza się dzwonników” – jak powiedział w swoim czasie Chamfort o rządach Ludwika XV. To za jego panowania arystokracja lubiła mawiać: „aprés nous le déluge” – po nas choćby potop. Istotnie, rzetelnie zapracowali na potop, który doświadczył gilotyną ich potomków.

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę