Szantaż hipermarketów

Sierpień to sezon ogórkowy, politycy pojechali na urlopy, publicyści też, debata publiczna przycichła, zastępują ją wątpliwe sensacje, jak rozdmuchana nad miarę i przyzwoitość sprawa ks. Jankowskiego. Gdzieś bokami toczy się jednak spór o pracę handlu w święta, a parę miast zdążyło już tego handlu zakazać. Układ sił w tym sporze jest taki, że przeciw pracy w święta są Kościół i drobny handel, za – klienci i wielkie sieci hipermarketów. Te ostatnie stosują chwyt szantażowy, terroryzujący załogi. Mówią, że gdyby zamknęli interes w niedzielę, musieliby zwolnić pracowników. Otóż to właśnie jest nieprawda. W hipermarketach personelu jest za mało, nie za dużo. Kasjerki siedzą w kasach godzinami poza przyzwoitość, informacja i usługa dla klietna jest prawie że żadna, a na „fizycznych”, ustawiających i pucujących towar zatrudnia się ludzi na okres próbny, a potem wywala. Załogi siedzą cicho ze strachu przed zwolnieniem, a związki zawodowe ani rusz nie mogą się zawiązać. Nieprawdą jest, że na Zachodzie odchodzi się od pracy w niedzielę. Tam ledwie przed paru laty do tego doszło, na życzenie ludności i rad miejskich. Mieszkańcy wielkich miast, jak Frankfurt czy Wiedeń nie chcieli żyć jak w Pipidówie, gdzie chodzi się spać z kurami. Ale związki zawodowe stawiały stanowcze weto i wreszcie doszło do kompromisu, który zapewniał załogom godziwe rekompensaty za pracę w „dni wypoczynkowe”, i to zarówno w płacy, jak i w wolnym czasie. Różnie to w różnych miejscach bywało i bywa, generalnie jednaki wilk syty, i koza cała. Hipermarkety w ogóle należałoby uczyć przyzwoitości, powinny być pod szczególnym nadzorem inspektorów pracy i sanepidu. A w kwestii pracy w święta możliwy jest kompromis między załogami a właścicielami i klientami. Niech w święta będzie drożej. O jakieś trzy, cztery procent. Zysk szedłby na zapłatę wynagrodzeń. Całkiem w duchu liberalnym: chcesz kupować, jak ci wygodnie? Płać więcej. Chcesz zarobić więcej? Pracuj, choć ci niewygodnie. Proszę bardzo, każdy ma wolny wybór. A hipermarkety tracą tylko pretekst szantażu. Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę