Swój do swego

Na tapecie są wybory. Prezydenckie w USA i na Białorusi takież, plus parlamentarne u nas. Co prawda – dopiero w przyszłym roku, ale media, słusznie zresztą, już dywagują, kto, z kim i z jakim programem. Co do mnie, to w każdym razie „mam jasność w sprawie”, z kim mi absolutnie nie po drodze. Oczywiście z postkomunistami i z Lepperem. Wedle mnie to jest wstyd i obraza zdrowego rozsądku, ciemna plama na Polaków portrecie własnym, że Samoobrona w sondażach wyprzedza propaństwowy i prospołeczny PiS. Ufam, że czytelnikom „Magazynu” w głowie nie postoi, by popierać lepperowską zbieraninę fałszerzy, ubeków i awanturników, ale mimo to wyciągam argumenty przeciw, z intencją „podaj dalej”. Nic lepiej nie świadczy o „ideałach” Leppera, jak jego ostatnia wizyta na Białorusi. Gdy cały świat nazywa niedawne wybory farsą, Lepper zapewnia, że wszystko było w porządku, a Łukaszenko cieszy się powszechnym poparciem, a nasze media – jakżeby inaczej – manipulują. No pewnie – pokazywały wciąż zdesperowanych opozycjonistów, a tylko jedna babinę, która na tle żałosnej chałupy zapewniała, że „pod naszym prezydentem mamy wszystko, co nam do życia potrzeba”. Nasz chłop w takich warunkach krzyczałby wniebogłosy, że żyje w skrajnej nędzy, a Lepper by jeszcze hajcował – że to wszystko przez „tych złodziei”, a już Unia Europejska to dopiero z torbami puści. Tymczasem – co za pech! – jak na razie właśnie rolnicy najwięcej skorzystali na członkostwie w UE. Z wyjątkiem tych, którzy podpuszczeni przez Leppera „nie dali się nabrać na to oszukaństwo” i wniosków odpłaty nie złożyli. Czy teraz stukną się w czoło? Nie wiem, bo nie pojmuję ludzi, którzy dają się omamić temu watażce. Nie sądzę też, by w ogóle zauważyli białoruski epizod działalności Leppera. Ten epizod zresztą mnie nie dziwi – Leppera z natury ciągnie do Łukaszenki. Ale czy jego zwolenników ciagnie do Białorusi? Od wypadku dedykuję im rymowankę: „Chcesz mieć białoruski raj? Na Leppera swój głos daj”. Janina Wieczers

Download PDF
Powrót Drukuj stronę