Solidarność i arogancja

Ta połówka sierpnia, która stanowi niniejszy „okres sprawozdawczy”, toczyła się jak w balladzie Mickiewicza: „Wylały rzeki, pełne zwierza bory / i pełno zbójców na drodze”. O powodzi piszą wszystkie media, piratów-zbójców mamy w okresie wakacyjnym więcej niż kiedykolwiek, a co do zwierza, to dzikom i wilkom już aż za ciasno w lesie.
Żarty na bok. Ledwie ludzie jakoś się uporali ze skutkami powodzi majowej, a już przyszła następna. Żal serce ściska, gdy się patrzy na ludzi szuflujących nowe błoto z dopiero co oczyszczonych domów. Ale z drugiej strony – to samo serce rośnie na widok sąsiedzkiej pomocy i ogólnokrajowej solidarności. Dary dla powodzian nadchodzą w takiej ilości, że służby i wolontariusze nie nadążają z ich rozdzielaniem. Gorzej z pomocą obiecaną przez premiera i prezydenta. Nawet owym sześciu tysiącom złotych trudno się przedrzeć do ludzi przez rozlewiska biurokracji.
Do tego doszła akcja „krzyż”. Krzyż ustawiony przed Pałacem Prezydenckim władze nagle postanowiły schować w kościele św. Anny. Można było to zrobić z taktem i rozumem, chciano zrobić zaś „fortelem”, nie dając nic w zamian dla usatysfakcjonowania tysięcy ludzi, którzy od kwietniowej katastrofy pod tym krzyżem modlili się za prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żonę
i 94 innych poległych w drodze do Katynia. Manifestacja żałoby przemieniła się w obronę krzyża, w końcu manifestantów usunęła policja, ale wracają, pojawiają się nowi…
Gdyby prezydent osobiście pofatygował się do ludzi pod krzyżem, powiedział parę niezdawkowych ciepłych słów, przedstawił projekt pomnika i zapowiedział, że ten projekt i ewentualne warianty zostaną poddane społecznej ocenie, to by go ludzie pokochali. Oj, miałeś, hrabio, złoty róg…

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę