Łyżka dziegciu

Lipcowe upały spowodowały przegrzanie mózgów jednej trzeciej rodaków, bo tyleż chce Cimoszewicza za prezydenta. Przerwały im się chyba połączenia neuronowe między ośrodkami oceny a pamięci. Zresztą i z tą zdolnością oceny nie jest najlepiej, skoro tylu ludzi dało się nabrać na wielomiesięczne mizdrzenie się Cimowszewicza, że nie, on się wycofuje, itd. „Ojej, jaki on szlachetny – myślą teraz. – Poświęca się i dla ojczyzny ratowania, gotów męczyć się co najmniej pięć lat w pałacu warszawskim, zameczku w Spale i w rezydencji na Helu!” Bo co, Cimoszewicz miałby być gorszy i tańszy od Kwaśniewskiego? Nigdy w życiu!
W ćwierćwiecze Wielkiego Sierpnia tylu Polaków jeszcze wierzy komunie i nie zauważa, że jedno, co umie ona robić perfekcyjnie i dalekowzrocznie, to prać. Dalekowzrocznie i konsekwentnie gnoi kolebkę „Solidarności” – stocznię i Gdańsk. W przeddzień pisania tego tekstu (18 lipca) wysłuchałem wypowiedzi prezydenta miasta na Gdańskim Dywaniku. Skarżył się na małe wsparcie jubileuszu przez rząd, dziwił się, że nie wykorzystuje rocznicy Sierpnia do promocji Polski w świecie. „Nie rozumiem tego” – wyznał.
Przepraszam, ale co tu jest do rozumienia? Komuna już w momencie podpisywania umów gdańskich myślała, jak zdławić „Solidarność”. No i po szesnastu miesiącach zdławiła. Następne dziewięć lat to był jeden wielki demontaż nadziei, honoru, aspiracji narodowych. Jedna wielka hańba domowa, bo przecież „ta dłoń, co kładła pęta, była swoja”. No i przypominam, że w piętnastoleciu III RP przez dwie i pół kadencji rządziła komuna. W stanie wojennym mogliśmy przynajmniej pocieszać się, że górujemy moralnie. Ale o jakiej wyższości moralnej mogą mówić dziś ci z rodowodem sierpniowym, gdy jedzą, piją i bratają się z nieprzejednanymi przeciwnikami u wuja na imieninach?
Wyglądałoby to inaczej, gdybyśmy mieli wybory zaraz po plajcie Millera. Ale cóż, z demokracji najlepiej umie korzystać postkomuna.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę