Pretensje kogucie

W bajce La Fontaine’a kogut puszy się, że od jego piania słońce wstaje. Podobnie nadyma się ostatnio SLD. Kiedy z okazji afery Orlenu coraz to liczniejsi prominenci partii objawiają swe szmaciane oblicze, kiedy służba zdrowia leży beznadziejnie, kiedy rośnie i rośnie przepaść między kliką milionerów a resztą społeczeństwa, kiedy nawet Urban (zapomniawszy, jak ogromną butlą szampana witał zwycięstwo wyborcze Millerowców) głosi, że SLD powinno się samo czym prędzej rozwiązać – krótko: kiedy widać gołym okiem totalną klapę, Belka, Janik, Dyduch i sam twórca tego partyjnego „sukcesu”, Miller, wyciągają argument ostatniej szansy i pieją o wzroście gospodarczym. Ależ przecież ten wzrost nastąpił nie dzięki SLD, ale obok niego! Po pierwsze, wzrost spowodowany był w dużej mierze wysokim kursem euro, dzięki czemu opłacalny stał się eksport. Po drugie jednak: ten wzrost nijak nie chce się przełożyć na wzrost dobrobytu obywateli, spadek bezrobocia i zasobność skarbu państwa. Pracodawcy po staremu kredytują sobie produkcję przetrzymując pieniądze pracowników, bezrobocie nie spada (o tych promilach spadku nie warto mówić), służba zdrowia nie wychodzi z zapaści, wyższe uczelnie gonią za zarobkiem zamiast za poziomem światowym, autostrad jak nie było, tak nie ma, banki nie inwestują, tylko czerpią kolosalne zyski z państwowego dłużnika, przez co dług publiczny rośnie. Co jeszcze rośnie? Rezydencje VIP-ów i klubu milionerów, a także apetyty tych ostatnich. Kiedy już wydudlili z kraju co się dało, usiłują to sprzedać za granicę, co już równa się zdradzie. Temu wszystkiemu władze SLD nie przeszkadzały, przeciwnie, żwawo współtworzyły patologie. Ale liderzy i ich protegowani, zajęci machlojami, bankietowaniem, moszczeniem sobie wygodnego lądowania na wypadek, gdyby jednak wylecieli z siodła, przynajmniej zostawili w spokoju średnią przedsiębiorczość i w ogóle prawie całą ekonomię. Dzięki temu przeżywamy teraz „tylko” kryzys państwa, a nie gospodarki. Czy następny rząd będzie bardziej prospołeczny i propaństwowy, niż Millerowy? To zależy niestety nie tylko od światłych wyborców, ale i od ciemnej masy, wygodnie wierzącej, że „wszyscy i taki kradną”. Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę