Od zefirków do huraganu

Gdyby szum medialny mierzyć w ten sam sposób co siłę wiatru, to można by powiedzieć, że w marcu było – jak w marcu. Trafiały się okresy łagodnych wiaterków, co to ledwie szeleszczą w gałązkach, były ostre i dokuczliwe, dość silne, by łamać suche konary, na koniec zaś zdarzył się huragan, co obalał drzewa, wprawdzie spróchniałe, ale zawsze…

Mam tu na myśli aferę z taśmami Gudzowatego, która ostatecznie powaliła Oleksego. To, co naopowiadał Oleksy o elicie SLD, jest nie do cofnięcia, ale i nie do przebaczenia, przez te elity oczywiście. Kwaśniewski publicznie nazwał byłego premiera zdrajcą i kretynem. Co o nim mówił niepublicznie, między towarzyszami, można tylko wydedukować ze stylu „józiolenia”, w którym wyrażenie „nadęty buc” należy do łagodniejszych.

Niedyskrecje Oleksego sprawiły, że na lewicy prysła omertà (bezwzględny nakaz milczenia o wewnętrznych sprawach mafii sycylijskiej). Czy w konsekwencji nastąpi dintojra, czy zwarcie szeregów to już sprawa drugorzędna. Ostatecznie Oleksy nie powiedział niczego, o czym by media wcześniej nie mówiły, tyle że na dalszych stronach. Kto chciał wiedzieć, ten wiedział, że frakcje, że przekręty, że walka buldogów pod dywanem. Ciekawsze, co z tego wywalenia kawy na ławy (partyjne i poselskie) wyniknie dla sceny politycznej.

Mnie się wydaje, że wzmocnienie Platformy Obywatelskiej, do której przepłynie zniesmaczony i wykiwany elektorat SLD. Ale są i głosy, że PO na niesławie SLD straci. Mimo prymatu w sondażach partia Tuska (też żaden monolit!) po nowych wyborach i tak nie miałaby bezwzględnej większości w Sejmie i musiałaby dobrać sobie koalicjanta. Jakby nie kombinować, wychodzi na to, że nieunikniona byłaby koalicja z SLD, jak dla PiS musowy był sojusz z Lepperem i Giertychem. SLD dla niepoznaki przybiera teraz ksywę Lid (Lewica i Demokraci), ale niedobitki Unii Wolności to dziś dość przywiędły listek figowy.

A Michnika, który by taki sojusz wspierał całą siłą Agory, już na scenie nie ma…

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę