Nie daj Boże ostrej zimy

O zimie myślą już ze zgrozą powodzianie, choć za oknem jeszcze jesień, i to złota. Prasa zajęta jest bieżączką – w chwili, gdy to piszę, kłopotem z kongresem czeczeńskich emigrantów. Ale o powodzian upominają się – o dziwo! – stacje telewizyjne, także komercyjne. Widzimy tedy stojącą w obejściach, a nawet w niektórych domach wodę i słyszymy skargi mieszkańców koczujących u krewnych albo u sąsiadów, że obiecywano pomoc, a tu nic. Wójtowie i burmistrzowie tłumaczą się przed kamerami brakiem wyceny szkód i brakiem czasu. Pewnie, że brak im czasu i głowy, bo głowę mają zajętą bliskimi już wyborami samorządowymi.

Czym są zajęte głowy ministrów i posłów, dalibóg nie wiem. Media wolą bawić nas wyczynami Palikota, natomiast o fatalnej umowie gazowej z Rosją bąkają, coś półgebkiem, choć i z tych półgębkowych zdań wynika, że powinny za to polecieć głowy. Ale nie polecą, bo tymczasem wygląda na to jakby wszyscy już głowy potracili.

W tym całym bezhołowiu na plan pierwszy wybiła się głowa państwa i jej kłopot z krzyżem smoleńskim. Pisałam o tym już w zeszłym numerze, kiedy jeszcze się nie mówiło, że to sprawa polityczna. Potem jednak ten przymiotnik wypłynął, znacznie wcześniej zresztą, niż wśród obrońców krzyża pojawił się prezes PiS. Skoro jednak w połowie września Jarosław Kaczyński przyszedł osobiście do manifestantów, prezydent wreszcie zadziałał. Aż mnie kusi, by napisać, że głowa państwa straciła głowę, ale sensowniej będzie powiedzieć, że było to działanie śmiałe i – nieroztropne. Jeśli się ludziom coś zabiera, to trzeba im za to coś dać. Prostym wyjściem byłoby ustawienie w miejscu krzyża murku na półtora metra wysokości, a na nim tablicy z napisami upamiętniającymi ofiary katastrofy, a także spontaniczną akcję pod krzyżem. Zamknięcie krzyża w kaplicy prezydenckiej niczego nie załatwia, lud już szemrze, że Komorowski „zaaresztował” krzyż, że wyrazy pamięci i opłakiwania jego poprzednika w oczy go kolą.

Nie można się spodziewać niestety, że opozycja coś sensownego zaproponuje. „Odstawka” Poncyliusza i Elżbiety Jakubiak w PiS wskazuje, że porządki w tej partii mocno przypominają podcinanie gałęzi, na której się siedzi. O tempora, o mores…

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę