Nie byliśmy sami
Zacznę od wydarzenia najnowszego – tragedii katowickiej. Już chyba wiadomo (piszę to 30 stycznia), że spowodowało ją zaniedbanie ludzkie i bezmyślność konstruktorów. Ale też natychmiast podjęto działania administracyjne, by takich złowrogich zaniedbań uniknąć w przyszłości. Nie wróci to życia ofiarom, ale mimo wszystko fakt, że na tragedię ich rodzin i władze, i społeczeństwo zareagowały błyskawicznie, oszczędza wszystkim dodatkowego bólu, płynącego z poczucia opuszczenia i bezradności. Możemy ocierać łzy, ale nie musimy zaciskać pięści.
W godzinie próby okazało się bowiem, że mamy nareszcie sprawne służby6, dobrą organizację i informację. Niedzielę spędziłam przed telewizorem i muszę wyznać, że przy całym dramatyzmie sytuacji w tych relacjach było coś budującego. Telewizja nie próbowała nawet epatować widzów zgrozą, natomiast donosiła co chwila aktach solidarności, nawet tak niby drobnych, jak oferta taksówkarzy, że będą wozić za darmo do szpitali krewnych ludzi poszkodowanych, albo gołębiarzy, gotowych wziąć na przechowanie ocalałe ptaki. I nie można tego zbywać lekceważącym „eee, na chwilę to my umiemy się spiąć…”. Tragedia katowicka była lekcją zachowań obywatelskich, dobrze odrobioną.
Lekcją, wręcz egzaminem była ta katastrofa także, czy przede wszystkim dla władz. I tutaj wszyscy znaleźli się przyzwoicie. Premier, prezydent, właściwi ministrowie postępowali zgodnie ze światowymi standardami – byli na miejscu, choć właściwie co to niby miało pomóc? Ale jednak pomogło, tym bardziej że nie ograniczyli się do pięknych słówek, ale z marszu przedstawili plan działań i to takich już od poniedziałku. Nie było gadania, że „zrobimy wszystko”, ale zobowiązania, że zrobimy to, to i to. Oczywiście, nieprzejednani politycy „brydżowi” powiedzą zaraz, że wszystko są to gesty populistyczne i będą szukać dziury w całym. I może nawet wkręca to do mózgów politycznych poprawnisiów, dla których wszystko, co robią Kaczory, jest be, szkoda by było, gdyby marny Sejm obalił sprawny rząd.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę