Marzenia i horrory

Polsko-czeska piosenka „Donald marzi, żeby bylo milo” stała się hitem nawet w podstawówkach, bo też trafia w sedno. Mogłaby być mottem orędzia premiera z początku maja i podsumowaniem półrocza rządów z końca tego miesiąca. To resumé jest o tyle niepokojące, że migocze w nim wishfulthingowy (myślenie życzeniowe), co z kolei jest sygnałem startu pionowego – z ziemi w obłoki.


Tusk nadpsuł sobie wizerunek niemądrą wycieczką do Peru, ale to dałoby się odrobić jakimś mądrym posunięciem. Niestety, projekt zwolnienia emerytów z abonamentu TVP to nie to – nie uciszy dyskusji wokół ustawy medialnej, która telewizję publiczna zmienia na rządową, co budzi sprzeciw nawet Moniki Olejnik.
Jeszcze gorzej przyjmowane są pomysły obdarzenia samorządów kłopotem ze szpitalami. Ludzie dopytują się w tym gestu Piłata, bo (to nie my, to oni – będzie mogła mówić minister Kopacz) i otwarcie bramy do prywatyzacji szpitali pod pozorem, że ich ciężaru miasta nie wytrzymają. To wszakże strachy dla przewidujących ludzi żyjących dniem roboczym dołuje odczuwalna już dziś drożyzna i inflacja. Obietnica obniżenia podatków i wprowadzenia liniowego ucieszy tylko najbogatszych, innych dotknie cięciami budżetowymi, no bo trzeba będzie czymś zatkać paromiliardową dziurę, jaka wskutek tego dobrodziejstwa powstanie. Nie zanosi się więc „żeby było miło”.


Ostatnim horrorem jest niewydana jeszcze książka o Wałęsie. Antylustratorzy grzmią na nią w stylu Niesiołowskiego, neutralni grzmią za potępianie w ciemno. Co do mnie, to uważam, że potknięcia młodości przywódcy Sierpnia to bedłka wobec jego późniejszych zasług. I podpowiadam Wałęsie cytat z Mickiewicza: „pókim był w okuciach, pełzając milczkiem jak wąż, łudziłem despotę”.

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę