Krzyż na drogę

Odejście starego roku i wkroczenie nowego przedstawia się zawsze jako ustąpienie miejsca żwawemu chłopięciu przez zgrzybiałego starca. Tym razem starzec mógłby być rysowany bardzo niekorzystnie: półślepy, kulawy, z dwiema lewymi rękami. Bo był taki jakiś niedorobiony. Projekt reformy oświaty – „cały w domysłach i mgle”. Ze służbą zdrowia – takoż. Zmiany w podatkach – w sinej dali. Autostrady – jeden odcineczek. To najważniejsze niedoróbki, jakie zauważały zgodnie wszystkie liczące się gazety, i to już w grudniu. Tak jakby nie mogły doczekać się sylwestra, serwowały nam te opinie w numerach świątecznych. Unisono zdawały się wołać: „Zjeżdżaj dziadku!”.
Trudno przewidzieć, jakie horoskopy postawią pacholęciu z szarfą „2009”. Pewne jest, że pacholęciu zaraz „na dzień dobry” zwali się na kark kryzys, którego jeszcze nie czuliśmy, nakręcając przed świętami rekordowe obroty marketom. Ale giełda już zareagowała, a klienci funduszy inwestycyjnych pożegnali się z nadzieją zysku, i to na dłużej. Oby tylko nie było gorzej…
Czy coś może być lepiej? Tak, bo to i owo jest jednak niezależne od kryzysu, natomiast zależne tylko od ludzi. Można przecież skończyć z błaznowaniem Palikota i na serio usprawniać administrację. Można zaprzestać gorszących sporów między politykami, małostkowych awantur o pietruszkę. Można prywatyzację stoczni przeprowadzić z korzyścią dla kraju i załóg. Można na lepsze czasy odłożyć bankietowanie, które też rodzi kwasy, nie tylko żołądkowe. Można roztropniej wydawać pieniądze podatników. I podatki też można uprościć.
Jak to mówił Wyspiański: Skoro tyle rzeczy nie zależy od nas, róbmy przynajmniej to, co od nas zależy.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę