Kryzys i kryzysik

Premier długo zapewniał, że gospodarka stoi na mocnych podstawach i wobec tego narastający w UE kryzys nam nie grozi. Poczem okazało się, że istotnie nie grozi, bo już wpełznął na nasz teren. Wyszło na jaw, że 34-miliardowa dziura w budżecie to małe piwo wobec bieżących potrzeb państwa, które oblicza się na 150 miliardów. Andrzej Krauze w „Rzeczpospolitej” skomentował to obrazkiem zatytułowanym „Przebudzenie ministra finansów”: Minister budzi się z przerażonym okrzykiem :Nie ma pieniędzy!” i z ręką w wiadomym naczyniu. Nagły spadek wartości złotego też spowodował otrzeźwienie: prominent PO wyznał w telewizji, że wyprzedanie polskich banków było błędem. No cóż, nie trzeba być Salomonem, by przewidzieć, że zagraniczne banki–matki dla córek w naszym obszarze będą raczej macochą. Aż ciśnie się pod pióro fraszka Kochanowskiego: „Nowe przysłowie Polak sobie kupi / że i przed szkodą i po szkodzie głupi”.
Kryzysowi gospodarczemu towarzyszą małe kryzysiki polityczne. Trzeszczy niepokojąco koalicja rządowa: PO w ramach oszczędności chce cofnąć dotowanie partii politycznych z budżetu, na co PSL się nie chce zgodzić. Partia Pawlaka skutecznie storpedowała pomysły reformy KRUS – rolnicy jak dotąd będę płacić grosze na ubezpieczenie. Można przewidywać, że w sprawie dotowania partii też postawi na swoim. PiS deklaruje współpracę z PO w działaniach antykryzysowych, ale to już jest przeciw obcinaniu budżetu IPN.
Żeby nie kończyć tak całkiem pesymistycznie, warto zauważyć, że i kryzys ma swoją dobrą stronę: jest mianowicie godziną prawdy i dla polityków, i dla gospodarki. Na gospodarce wymusi lepszą produkcję, bo ludzie nie będę kupowali głupich gadźetów i bubli. Z polityki zaś wymiecie parę zabobonów, m. in. wiarę w niewidzialną rękę rynku. Oby tylko nie wrócił inny zabobon, że Balcerowicz jest dobry na wszystko. Przebąkuje się o jego powrocie. Święci Pańscy, ten by nas dopiero urządził !
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę