Koza i bawełna

Stary dowcip o rabinie, który poradził Ickowi, żeby do przeludnionej izdebki wprowadził jeszcze kozę, odżył w mediach i rozmowach. Pół Polski i cała zagranica odetchnęły, jak ów Icek, gdy rebe dał mu drugą radę: pozbyć się kozy. Koza to oczywiście Kaczyński i jego rząd. Teraz mamy rząd jak należy, skrzywdzeni przez PiS Niesiołowski i Komorowski dostali to, czego im dwa lata temu odmówiono, premier jest smukły i dobrze odziany, nie zamierza dorzynać watahy, zapowiada powszechne zaufanie. Nareszcie spokój.

Ale efekt kozy szybko minie, bo izdebka jaka była, taka jest. Exposé premiera prasa przyjęła kwaśno, że za długie, a i tak brakowało w nim konkretów. Konkrety jednak były, tylko grubo owinięte w bawełnę. Służba zdrowia będzie prywatyzowana (dobrze, że nie zajmie się tym Sawicka!), w oświacie pieniądze pójdą do lepszych szkół, więc gorsze będą gorsze. Bardzo niepokojący jest zamiar likwidacji abonamentu TVP i przejęcia kosztów mediów publicznych przez budżet. To oznacza koniec telewizji publicznej i zastąpienie jej rządową, ściślej: rządowo-partyjną. No i dalszą komercjalizację, bo budżet zawsze nie ma pieniędzy. A w ogóle skąd pieniądze na podwyżki dla budżetówki, emerytów, infrastrukturę? Półgębkiem, jednym zdaniem, Tusk wskazał źródło – prywatyzacja. Czego? Co mamy jeszcze do sprywatyzowania?

O jednym było cicho w exposé: o kulturze. Przed dwoma laty w debacie prezydenckiej Tusk mówił, że trzeba zlikwidować Ministerstwo Kultury, o kulturze nie mogą decydować urzędnicy (a kto? – komercja?). Teraz upchnął tam Zdrojewskiego, jakby do muzealnego magazynu. Ale Zdrojewski to silna osobowość, dobry organizator – może niespodziewanie stać się idolem elit kulturalnych. Chyba że siądzie i zapłacze.
Dla Tuska byłoby lepiej, gdyby odsunięci płakali, niż żeby się złościli. Kaczyńscy się złoszczą…

Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę