Jest jak jest

W listopadzie pobrzmiewały jeszcze gromy w sprawie afery hazardowej, ale już ucichły. Chlebowskiego i Drzewieckiego za nieroztropne (a zapewne i puste) obietnice załatwienia pozytywnej dla branży ustawy premier srodze pokarał i na tym rzecz by mogła się skończyć. Ale nie – powołano dla jej pełnego wyjaśnienia komisję sejmową. A ta już na starcie ujawniła swoją niemożność, wynikającą z nieprzyzwoitego wręcz upolitycznienia. PO uważa, że skoro jest partią rządzącą, to należy jej się i rządzenie w komisji. Chyba prawem kaduka – w prawie rzymskim Jus Caducum to prawo dowolne, bez podstaw kodeksowych. Ale kaduczna czy nie, instytucja ta sprawdziła się jedynie w sprawie Rywina, później było coraz gorzej. Myślę, że już się przeżyła.

Z rzeczy ważniejszych: premier Tusk wystąpił z projektem ograniczenia kompetencji prezydenta i zmiany ordynacji jego wyboru: nie w wyborach powszechnych, ale przez zgromadzenie narodowe, czyli Sejm i Senat. To spotkało się z protestem prawie dziewięćdziesięciu procent ankietowanych. Ankieta nie zawierała pytania, dlaczego mianowicie ankietowani nie chcą zrzec się prawa wyboru prezydenta. Motywy mogą być różne, ja tu wyłożę swoje. Otóż wybory prezydenckie to jedyne, w których mogę głosować na osobę, a nie na partię. Każda partia musi się więc dobrze zastanowić, jakiego kandydata wysunąć, bo tu już nie jest tak, jak w wyborach parlamentarnych, gdzie zwycięska partia może przydzielić mandat Stasiowi, choć Jasio dostał trzy razy więcej głosów.
Pozbyliśmy się rządów monopartyjnych, ale do pełni szczęścia daleko: mamy dwie partie, z których każda nie tylko chce rządzić. Skrytym marzeniem jest rządzić samowładnie, jak nieboszczka PZPR. Jeśli się nie zmieni ordynacji, wpadniemy znowu pod rządzenie telefoniczne w typie „rozumiecie wicie, towarzyszu, musicie”.
Janina Wieczerska
Download PDF
Powrót Drukuj stronę