I po krzyku

Myślałby kto, że po wyborach nastąpi jakieś wyciszenie politycznego jazgotu, ale figa z makiem. Wyciszenie, owszem, ale tych dziennikarzy, którzy nie dość gorliwie popierali partię Tuska (doświadczyłam tego na własnej skórze). Trwa teraz dobijanie Kaczyńskich, wg znanej recepty, co złe, to oni, co dobre, to my. Inna sprawa, czy Kaczory dadzą się dobić. Prezydent zagrał fatalnie, oświadczając, że nie złoży gratulacji premierowi Tuskowi, póki ten go nie przeprosi za obelgi z kampanii wyborczej. Jarosław okazał się roztropniejszy: w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” od razu, nie przyciskany do muru, wyznał, że znaczący spadek poparcia miał przyczynę w jego własnym nieprzygotowaniu do debaty z Tuskiem i w upublicznieniu tuż przed wyborami sprawy Sawickiej. „Trzeba było sobie dać z tym spokój”. Pewnie, że trzeba było, bo napuszczanie na posłankę PO tajniaka-żigolaka tak oburzyło odbiorców, że zapomnieli, o co szło i stanęli po stronie łkającej do kamer kobiety, choć i łasej na łapówki.
Ale Tuskowi teraz też nie będzie łatwo. Bo tak: trzeba podzielić łupy, „a słodkich pierniczków dla wszystkich nie starczy i tak”. Co gorzej: żądania nauczycieli i służby zdrowia nie przedawniły się po wyborach. Dalej: pechowo tak się składa, że właśnie mija termin embarga na pracę Polaków w Niemczech i w Austrii, więc wyjazdy na saksy nie zmaleją. Służbę zdrowia będzie się częściowo prywatyzować, więc namnoży się przy tym przekrętów (Sawicka już się do tego szykowała), które CBA albo nagłośni, albo schowa pod sukno: tak źle i tak niedobrze. Autorytety z wyższych uczelni domagają się odpłatności za studia – to wydłuży miny młodziankom, którzy tak masowo głosowali na PO.
Dla Tuska więc zaczynają się schody. Mimo to jest lepiej niż było, w każdym razie dla widzów telewizji: z polityki i ekranu zniknie wreszcie samoobronna i LPR. Co za ulga!
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę