Europejskie wybory

Najpierw były wybory do parlamentu europejskiego, cieszące się w całej Unii umiarkowanym zainteresowaniem, w Polsce zaś jeszcze mniejszym. Co zezłościło prezydenta Kwaśniewskiego aż tak, że nazwał nas narodem nie dorastającym do unijnej demokracji. Zarzut byłby może i słuszny, gdyby odnosił się do elektoratu lewicy. dotąd tak karnego i lojalnego wobec swojej partii. Ale ten elektorat już swojej partii nie ma, co najwyżej jej odłamki – inteligenckie „borówki” i plebejskie, a sfrustrowane i zaaferzone resztki SLD. I niepewnego, bolszewickiego sojusznika Millerowców – Samoobronę, też już niewygodną, dzięki Beger, Hojarskiej i im podobnym. Więc wyznawcy lewicy zostali w domu i na działkach. Skutek olania wyborów przez 80 proc. uprawnionych do głosowania był, jak się po czasie okazuje, całkiem pozytywny. Ponieważ głosowali tylko ci, którzy wiedzieli, czego i kogo chcą, będziemy mieli w parlamencie europejskim całkiem niezłą reprezentację. Nie przeszły bowiem ozdóbki list w rodzaju ulubieńców publiczności. Świadomi wyborcy wolą bowiem osoby poważne, ozdóbki do dla nich ozdupki. Bardzo mnie cieszy sukces Jerzego Buzka, najprzyzwoitszego premiera od czasu Mazowieckiego. A także wybór Wojciecha Roszkowskiego, który jako świetny i bezkompromisowy historyk czasów najnowszych będzie nieocenionym wsparciem dla naszych przedstawicieli w unijnym parlamencie, biczem na mity i fałsze dyktatorów politycznej poprawności. Liderem tych dyktatorów okazał się Chirac, narzucając Unii wizję Europy bez Boga, chrześcijaństwa i kultury grecko-rzymskiej. Dla niego, wbrew oczywistości, Europa zaczyna się od Woltera i Robespierre’a. Nie sądzę, żeby tak radykalne obcięcie korzeni europejskości wyszło na zdrowie naszemu kontynentowi w ogóle, a samej Francji w szczególności. W tej sprawie skiepścił się nie tylko Belka (żałośnie przegrywający i spray polskie w Dublinie), ale cała Dwudziestkapiątka. Jaj wybór konstytucji był na pewno głupszy od naszego wyboru eurodeputowanych. Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę