Do trzech razy sztuka

Dyżurnym tematem października były dwie afery i jeden bunt. Obie afery – i stara Rywina, i nowsza – starachowicka okazały się „rozwojowe”. W pierwszej jako produkt uboczny ujawnił się kompletnie kolesiowaty tryb tworzenia prawa przez ekipę Millera. Ustawę medialną majstrowano poza regulaminowymi procedurami – jedna pani coś dopisywała, albo skreślała nic nie mówiąc szefowi, inna prawem kaduka asystowała przy pracach, „bo ją to interesowało”, sterował całą imprezą facet mający co najwyżej głos doradczy itp. W aferę starachowicką, w miarę upływu czasu, wdeptują coraz to wyżsi urzędnicy państwowi, do ministra spraw wewnętrznych włącznie. A kończy się to wszystko głuchym pomrukiem SLD: Miller musi odejść. Nie, proszę państwa, to SLD musi odejść, jako nieuleczalna spadkobierczyni PZPR. PZPR rządziła prawie pół wieku i wyrobiła sobie dwie ni to zasady, ni metody. Pierwsza: liczy się tylko władza, im partia ma jej więcej, tym lepiej. Druga: prawo i konstytucja to jest fasada, najskuteczniejsze są działania i rozmowy kuluarowo-towarzysko-bufetowe. Kiedy w 1993 roku nieoczekiwanie dawni towarzysze wrócili do władzy (wskutek piramidalnej głupoty posierpniowców), stare zasady okazały się jak znalazł, odświeżono zaś i trzecią, z lat gomułkowskich: nic nie zmieniać, kumulować władzę i wydawać dorobek innych (w końcu władza ludowa obdarowała lud dobrami pochodzącymi z rabunku). Za trzecim jednak podejściem, kiedy nie było już czego trwonić, bieżąca dyrektywa brzmiała: rozwalić to, co z reform AWS miało szanse na polepszenie i rozwój, a więc reformę oświaty i kasy chorych (Narodowy Fundusz Zdrowia, który miał je zastąpić, stał się łupem kolesiów i do tej pory nie może ruszyć). Według ostatnich doniesień, SLD szuka wsparcia wśród homoseksualistów i feministek, obiecując legalizację związków jednopłciowych i aborcję na życzenie. Tonący brzytwy się chwyta, jasne. Ale ta brzytwa odetnie SLD od względnej życzliwości episkopatu i umiarkowanych katolików. Kiepski interes i bez widoków. Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę