Coś się zmienia

W styczniu dużo się działo, w tym rzeczy ważnych. Nie mam tu na myśli serialu porno-politycznego z Lepperem i Anetą K. w rolach głównych ani kontredansu z naprzemiennymi ukłonami i obelgami, tańczonego przez PiS i PO już od roku. Do obu tematów odnoszę się, jak ów pan z dowcipu Stannego do telewizyjnych wyznań Nelly Rokitowej: „A co mnie to obchodzi?”.
Obchodzą mnie trzy fakty, mające znaczenie bodaj czy nie przełomowe. Wymieniam je w kolejności chronologicznej.
Na początku miesiąca wstrząs wywołało odwołanie ingresu biskupa Wielgusa. Wstrząs nie w polskim Kościele (żaden katolik po 7 stycznia nie przestał chodzić na mszę!), ale w Episkopacie Polski. Nasi hierarchowie, przez 28 lat grzani światłem i dobrocią Jana Pawła II, czuli się jak u Pana Boga za piecem, aż im przerwał ten komfort surowy głos z Watykanu. Teraz niejeden przypomniał sobie, że tak ludzki i sympatyczny Benedykt XVI był zwany w Bawarii Żelaznym Kardynałem. A sprawą Wielgusa biskupi mu podpadli.
Drugi znaczący fakt to poruszenie, wywołane książką Ziemkiewicza „Michnikowszczyzna” i artykułem Rybińskiego „Koniec Polski Kiszczaka i Michnika” („Dziennik” 10.01.2007). Obrońcy pierwszego z wymienionych prominentów i wyznawcy drugiego reagują na „Michnikoburstwo” zaklęciami o nienawiści, zawiści, nikczemności. A przecież Ziemkiewicz i Rybiński tylko głośno i wyraźnie podsumowali procesy, trwające od czasu, kiedy „Wyborczą” zaczęto nazywać „Wybiórczą”, czyli mniej więcej od 10 lat. Czasy się zmieniły, do głosu doszli ci, którzy dorastali pałowani w stanie wojennym (mój syn jeszcze 3 maja 1989 roku oberwał od ZOMO), „Wybiórcza” straciła wiarygodność i monopol opiniotwórczy. Przezwiskami i piętnowaniem inaczej myślących już mało kogo przekona czy zastraszy. I tyle. Aż tyle.
Wreszcie fakt trzeci: sprawa aresztowania Stokłosy. Przez 17 lat korumpował, szantażował i miał za psie poszycie prawo, aż przyszła kryska na Matyska. Bez Ziobry, jako ministra sprawiedliwości, byłoby to niemożliwe. Ale Ziobro jako minister też byłby niemożliwy za sojuszu postkomuny z michnikowską elitą.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę