Co po „socjaldemokracji”?

W styczniu lawinowo mnożyły się oznaki rozkładu SLD. Wisi to całe bractwo właściwie tylko na jednym gwoździu, na Millerze. A i ten gwóźdź pokrzywiony i zardzewiały. Wyszło jak szydło z worka, że „partia władzy” nie ma innego pomysłu na władzy tej sprawowanie, jak hasło osławionego sms-u Halbera: „Chwała nam i naszym kolegom. Śmierć siepactwu. Ch… precz!” Co i kogo koleś Roberta Kwiatkowskiego ma na myśli używając określeń „siepactwo” i tego drugiego rzeczownika? Po prostu wszystko i wszystkich innych. Taka filozofia polityczna potwierdza kapitalną tezę Kaczyńskiego, że SLD nie ma kwalifikacji socjologicznych na rządzenie. Nie ma zatem, rzecz jasna, kwalifikacji do reprezentowania „ludzi pracy miast i wsi”. Pazerniacy betonowi, sieroty po nomenklaturze PRL pójdą pewnie do bolszewika Leppera. Ale gdzie się podzieją naiwni, ale szczerzy socjaldemokraci? Bo tacy istnieją, nie tylko w SLD. W gruncie rzeczy AWS – choć antykomunistyczna – była bardziej socjaldemokratyczna niż partia Millera. Stąd tak bardzo nie po drodze jej było z Unią Wolności, liberalną i prokapitalistyczną, a równocześnie w swej najbardziej „michnikowskiej” postaci marzącej o „historycznym kompromisie” z byłymi właścicielami Polski Ludowej, dziś uwłaszczoną nomenklaturą. W tej chwili najbardziej socjaldemokratyczne są związki zawodowe. Są jednak jednostronnie roszczeniowe, gdy tymczasem potrzeba nam partii solidarystycznej, mającej na względzie interesy całego społeczeństwa i to w Unii Europejskiej. Czymś takim mogłaby być Unia Pracy, ale ta z Bugajem, nie z Polem. Więc co? Chyba przede wszystkim bronić kraj i związki przed Samoobroną, bo to też komuna, ino gorsza. I może próbować przesterować którąś z partii umiarkowanej prawicy w stronę socjaldemokracji i autentycznej, i chrześcijańskiej? Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę