Co na to Franklin?

Beniamin Franklin, mentor amerykańskiego kapitalizmu, głosił, że droga do bogactwa to oszczędność i praca. Nasi milionerzy w różnych wywiadach też to powtarzają, kładąc zresztą nacisk na „pracę”, a „oszczędność” raczej zastępując „pomysłowością”, „inicjatywą”. Z tym można by się zgodzić, choć to raczej postulat etyczny niż rzeczywistość. Zdziwił mnie więc artykuł z „Newsweeka”, gdzie formułuje się całkiem świeże twierdzenie, że „etos kapitalistyczny w polskim społeczeństwie załamuje się, bo aż 68 proc. Polaków uważa, że do majątku nie można dojść uczciwą pracą”, „zakneblowaliśmy bogaczy”, „zaczęliśmy ich podejrzewać o najgorsze”, „w przeciętnym Polaku odezwała się zawiść”. Pomieszanie z poplątaniem! Etos kapitalistyczny nie polega przecież na tym, żeby przeciętny obywatel kochał i podziwiał milionerów tylko za ich bogactwo. „Newsweek” ułożył „czarną dziesiątkę znienawidzonych”. Za co niby przysłowiowy Kowalski miałby ich kochać? Czy któryś z nich rozwinął nową gałąź produkcji, wspierał wynalazców, organizował instytuty badawcze, stworzył coś na kształt Fundacji Rockefellera albo Muzeum Guggenheima? Tworzą i rozszerzają własne imperium biznesowe na gotowym, zastanym albo importowanym. Walczą o przejęcie dobrze prosperujących firm, zjadają albo puszczają z torbami nieco większych niż średnich przedsiębiorców. Uprawiają „inżynierię finansową” i „kreatywną księgowość”. Towarzysko sfilcowani ze światem polityki, na ty z pierwszymi ludźmi władzy o bardzo marnych notowaniach, nie zawracają sobie głowy równomiernym rozwojem gospodarki. Ani myślą inwestować swoje nadwyżki w autostrady i w ogóle w infrastrukturę. I jeszcze się obrażają. O rzeczony artykuł też. Czyżby dlatego, że jak kwiatek do kożucha przypięto do niego „ramkę” z tekstem w duchu Franklina: „posiadanie majątku wiąże się z powinnościami moralnymi”? Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę