Bomby, kapiszony, „nasza morda”

Po zgiełku, jaki psuł nam ostatni miesiąc wakacji, o minionych tygodniach można by powiedzieć słowami z „Tomaszowa” Demarczyk: „nawet ta cisza trwa wrześniowa”. Kampania wyborcza toczy się w stylu, jak przedtem, ale przyzwyczailiśmy się do tego, jak młynarz do turkotu młyna, więc snu nam z oczu nie spędza.
Zapowiadane bomby okazują się kapiszonami, nie tylko w wypadku dość zaskakującego przejścia Borusewicza do PO, ale i skaperowania Nelly Rokiciny do Kancelarii Prezydenta. Będzie doradzać w sprawach kobiet? A niech doradza. Chociaż nie wiem, czy rady dość ekscentrycznej damy na coś się Lechowi Kaczyńskiemu przydadzą (lepiej by słuchał żony…). Z „transferu” istotniejsze wydaje mi się umieszczenie na pierwszym miejscu listy PiS w Gdańsku Macieja Płażyńskiego – to polityk ostrzelany w bojach, jakby wrócił na stanowisko marszałka Sejmu, może potrafiłby wziąć w cugle rozgęganych posłów.
Wydarzeniem, które zapewne zmieni coś w przedwyborczym rozkładzie sił, jest wyskokowe wystąpienie Kwaśniewskiego na wykładzie w Kijowie. Choć nie musi. Gdyby elektorat LiD miał rozum i honor, bełkot pijanego exprezydenta powinien wyleczyć wyborców z sentymentów nie tylko do Kwacha, ale i do SLD z przyczepką. Ale oni pewnie rozczulają się razem z Borowskim: „mordo ty nasza”.
Powiedziałby ktoś: „chcą mieć mordę zamiast twarzy – ich sprawa”. Otóż niezupełnie. Kompromitacja Kwaśniewskiego chlapie także na twarz Tuska, który niezależnie od wyniku wyborów skazany jest na łaskę i niełaskę LiD, bądź jako koalicjanta, bądź jako współopozycję. Trudne to do przełknięcia dla Tuska, ale arytmetyka sejmowa jest bezlitosna.
Swoją drogą, biedny ten Tusk. Odkąd „zatruła nienawiść krew pobratymczą” (tj. solidarnościową), jego sympatyczna twarz postarzała się o 10 lat. O ile postarzeje się w sąsiedztwie „mordy”?
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę