Bezkrólewie

Niespokojny był ten czerwiec. Zaczął się on wprawdzie kabaretowo, od „podróży życia” premiera do Machu Picchu, która w prasie wywołała śmichy-chichy. „Wprost” zamieściło za okładce złośliwy fotomontaż, przedstawiający Tuska w indiańskiej czapce, z Gwiazdą Peru na piersi i podpisany „Premier Jaś Fasola”. Tusk nie jest Jasiem Fasolą, ale w tej chwili się pogubił, jak i całe PO. Miało być miło, jest bezhołowie. Raport o stoczniach wysłany na ostatnią minutę, umowa na budowę drugiego odcinka A-1 – w proszku. Co ten rząd robi? – pytają ludzie.
Na rządzie mści się doktryna PO, wyrażona zwięźle przez europosła Janusza Lewandowskiego” „Nie potrzeba nam żadnej wizji!”. Ależ potrzeba, właśnie z braku wizji „rząd nic nie robi” – bo nie wie co robić.
Natomiast wiedzą, co robić ludzie pióra z młodszej generacji. Dyskurs rozpoczęła książka Cenckiewicza i Gontarczyka „Wałęsa a SB”, a oliwy do ognia dolał film dokumentalny „Trzej kumple” o kapusiu Lesławie Maleszce, wmitowany, o dziwo, przez TVN. Współgra z nim powieść Wildsteina „Dolina nicości”, też w ostatecznym rachunku zwrócona przeciw establishmentowi III RP i chyba ostatecznie pozbawiająca Michnika Kaduceusza do mącenia wody w głowach inteligencji. Czasy się zmieniły – młoda generacja nie wierzy starym autorytetom, które nota bene w „Trzech kumplach” wypadły żałośnie.
Co do Wałęsy jeszcze. Najpierw szedł w zaparte wobec faktów ujawnionych przez historyków, ostatnio powiedział: „Idźcie do diabła!”. I zamilkł, chyba słusznie. Co do mnie, nie przeceniam epizodu donosicielskiego młodego robotnika. Oprzytomniał zresztą dość wcześnie, by brawurowo przeciwstawić się komunie. A tak ogólnie – Wałęsie najbardziej szkodzi sam Wałęsa, gdy fortissimo śpiewa swoją arię w JA-Dur.
Janina Wieczerska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę