Aura zimowa

Jak to śpiewali Starsi Panowie? „Na żarówkę, co zgasła, na karteczkę brak masła – śnieg, śnieg, śnieg”. Masła wprawdzie nie brak (w każdym razie tam, gdzie można je dowieźć), za to tu i ówdzie zabrakło soli. Tej zwykłej, kuchennej. Bo prywatni właściciele domów nie żałowali tych paru złotych, by się pozbyć przydeptanego śniegu z przyległych do ich posesji chodników. Nieprywatni to już różnie – jedni odgarniali co najmniej tyle, by można dojść do marketu czy wyjść ze spółdzielczego bloku nie narażając butów i skarpet, inni nie.

 

W telewizji temat pogodowy był na początku newsów, można się też założyć, że w TVN Meteo podskoczyła oglądalność. Przestano natomiast informować o ofiarach zimy. Czy ludzie zmądrzeli i po pijaku nie wychodzą na drogę, czy telewizja trzyma język za zębami, by nie siać defetyzmu, nie wiadomo. Ostrzega za to przed lekkomyślnością i poucza, jak się ubrać. Może to poskutkowało?

 

Rząd zastosował manewr zwany ucieczką do przodu. Premier miał dłuższe wystąpienie, w którym wyliczał, jak odpowiednie służby przygotowują się do roztopów, które ani chybi nastąpią w marcu. No i bardzo dobrze, także dla rządu. Widać Tusk pamięta, jak za niefrasobliwe słowa Cimoszewicza do powodzian, że „trzeba było się ubezpieczyć”, poleciał na zieloną trawkę. Ale troszcząc się tak o dobro ludu, dba też o sprawy swojej partii. Sam nie chce kandydować na prezydenta, woli być dalej premierem. Wyłożył kawę na ławę: to premier ma realną władzę, nie prezydent. Platforma Obywatelska ma więc sama zdecydować, kto będzie kandydatem na tę dekoracyjną funkcję: Sikorski czy Komorowski. Partyjne wybory odbędą się już po oddaniu tego tekstu do druku. Nie ubolewam z tego powodu, bo to w końcu sprawa drugorzędna, „nie mój pysk, nie moje buraczki”. Raczej martwię się, że Romaszewski pożegnał się z PIS-em – był poważną twarzą tej partii i w ogóle polityki, a poważne twarze wśród gromady fircyków są na wagę złota.

 

Samopoczucie polepszył nam na kilka dni srebrny medal Małysza. Sport ma tę cechę, że nie można w nim polepszyć sobie wizerunku sposobami właściwymi marketingowi politycznemu. Kończę więc pobożnym życzeniem: „Więcej Małyszów, mniej hołyszów! ”

Janina Wieczerska
 
Download PDF
Powrót Drukuj stronę