Arka przymierza i Noego

Miłe złego początki, lecz koniec żałosny. Postkomuna schodzi ze sceny politycznej spychana z niej przez afery i intrygi graniczące ze zdradą narodową, ale nie mniej brzydki jest sposób, w jaki wbija paznokcie w deski tej sceny, by jeszcze chwilę na niej pobyć. A to premier i ministrowie występują z partii, ale nie występują z urzędu, a to wynajduje się najrozmaitsze powody, żeby odsunąć datę wyborów, a to na gwałt chce się powołać jakieś nikomu niepotrzebne instytucje, by zapewnić sobie synekury rekompensujące diety poselskie. Widowisko nieprzyjemne, aż ma się ochotę powiedzieć „jak wam teraz nie wstyd?" Nie tym z SLD, bo ich nic nie zawstydzi tylko tym, co ich cztery lata temu wybierali. No i ostrzec tych, co szykują się do głosowania na Leppera: „Ludzie stuknijcie się w głowę! Mało wam było Millera and his boys?"

Gorzej wszakże niż lepperyści prezentują się twórcy i zwolennicy reanimowanej Unii Wolności. W partii Hausnera i Frasyniuka (H i F, jak dowcipkuje się w Internecie) realizuje się sen Michnika (co się z nim teraz dzieje? W tej kwestii panuje iście sycylijska omertá) o wielkim kompromisie czerwonych z różowymi, ale w jakże mizernej formie! Ta szalupa ratunkowa dla inteligenckiego skrzydła SLD zamiast być arką przymierza miedzy PRL a III RP, staje się arką Noego dla przedziwnej fauny politycznych bankrutów, emerytów schodzących na czwarte strony gazet i ambicjonerów nieudaczników, których żaden statek nie chce zamustrować, słusznie obawiając się, że Jonasze. Weterani okrągłego stołu i sejmu kontraktowego z jakimś niepojętym brakiem wyobraźni wchodzą do tej samej rzeki, w której już raz utonęli – umowy z tymi, którzy umów notorycznie nie dotrzymują. I po co im to? Mazowiecki, Geremek, nawet i Frasyniuk mogliby do końca swoich dni z okazji wszystkich fet akademii zasiadać w loży honorowej „ojców założycieli", a przez ten sojusz z Sojuszem paprają sobie przeszłość i przyszłość.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę