Popiełuszko – wolność jest w nas

Plakat

W czasach, gdy inni bez cienia zażenowania chwalą się historiami Tewje Bielskiego („Opór”) czy Clausa von Stauffenberga („Walkiria”), nie sposób zgodzić się z niektórymi recenzjami filmu „Popiełuszko” (pod koniec lutego wszedł na ekrany polskich kin), mówiącymi, że jest to zmarnowana szansa pokazania „prawdziwego ks. Jerzego”. Po pierwsze dlatego, że największą zaletą tego typu obrazów jest po prostu to, że są. Po drugie, choć tzw. wrażenia artystyczne to już subiektywny odbiór każdego z nas, dzieło Rafała Wieczyńskiego jest naprawdę dobre.

 

 

 

 

Popiełuszko - fotos z filmu
Recenzenci często zarzucają filmowi jednostronne i niemal hagiograficzne przedstawienie sylwetki ks. Jerzego. Aż prosi się szermujących takim orężem krytyków o pójście krok dalej i podsunięcie tych elementów z biografii kapłana z Żoliborza, które mogłyby posłużyć do owego „poszarzenia” jego postaci. Popiełuszko (notabene świetnie i z wyczuciem zagrany – co do tego akurat panuje niemal powszechna zgoda – przez Adama Woronowicza, aktora dotychczas znanego bardziej z ról teatralnych niż filmowych) wcale nie jest w filmie nudny – nie jest oczywiście bohaterem wielowymiarowym, w którym „dobro walczy ze złem” (zgadzam się, że tacy z artystycznego punktu widzenia są najciekawsi), bo taki ks. Jerzy po prostu nie był. Ale miał, i tak został pokazany, i swoje małe słabości, i swoje „niuanse”.

Kamień milowy
Historię życia ks. Jerzego Popiełuszki, co najmniej na tym najniższym, podstawowym poziomie, większość z nas zna (przynajmniej czytelnicy „Magazynu”), opisując jego filmową biografię warto jednak choć w telegraficznym skrócie ją sobie przypomnieć. Od patriotycznego wychowania w tradycyjnej podlaskiej rodzinie, przez święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Tysiąclecia Stefana Wyszyńskiego, przez parafie w podwarszawskich Ząbkach i Aninie – po cel jego życia (jak się później okazało), czyli parafię pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.
To tam ks. Jerzy powoli i niejako wbrew sobie (mowa o jego skromności i nieśmiałości) stawał się jednym z najważniejszych kapłanów w Polsce, ba – jednym z najważniejszych opozycjonistów, do którego pielgrzymowali liderzy antykomunistycznego podziemia. Od sierpnia 1980 r. był kapelanem hutników z Huty Warszawa, ale od momentu wprowadzenia stanu wojennego, gdy zaczął odprawiać słynne comiesięczne msze św. za ojczyznę, utożsamiano go już z kościelnym głosem całej zdelegalizowanej „Solidarności”. W 1983 r. przewodził dwóm wielkim wydarzeniom religijnym, które stały się także manifestacjami społeczno-patriotycznymi – w maju pogrzebowi Grzegorza Przemyka (maturzysty zamordowanego przez Milicję Obywatelską), we wrześniu pielgrzymce ludzi pracy na Jasną Górę.
W swoich homiliach i kazaniach mówił rzeczy proste prostym językiem, nie wprost o polityce, a o godności człowieka, szacunku, ale mimo to – a może właśnie dzięki temu – jego przekaz był czytelny i skuteczny. W wydanym niedawno przez IPN zbiorze rozmów pt. „Stół bez kantów” spotkałem się z ciekawą analizą, mówiącą, że ilekroć w historii Polski zdarzały się trudniejsze chwile, gorsze dla państwa i społeczeństwa, tylekroć „pojawiał się” ksiądz, duchowny, który stawał się jednocześnie i rzeczywistym, i symbolicznym (co równie ważne) wsparciem dla procesów zmiany tej niekorzystnej sytuacji. Z pewnością jednym z takich symboli, „kamieni milowych” na drodze polskiej historii, był ks. Jerzy Popiełuszko. Być może jednym z ostatnich, bo i czasy na szczęście przyszły lepsze.

Wróg publiczny
Niezbyt imponująco wyglądający ksiądz z Żoliborza, który jednak miał w sobie specyficzną charyzmę i odwagę poruszającą tłumy, szybko stał się jednym z głównych problemów dla komunistycznych władz, szykanujących go na różne sposoby. Prowadzono niemal permanentną inwigilację ks. Popiełuszki, do której (np. esbeków robiących mu zdjęcia) ten zresztą dość szybko się przyzwyczaił. Z jednej strony uniemożliwiano mu wyjazdy np. do Rzymu, z drugiej próbowano wysłać na studia do Paryża i w ten sposób „pozbyć się problemu”. Sam ksiądz kategorycznie odmówił takiego wyjazdu.
Już we wrześniu 1982 r. założono ks. Jerzemu sprawę operacyjnego rozpoznania (SOR) o kryptonimie „Popiel”. Dziś wiemy, że oprócz co najmniej kilkudziesięciu funkcjonariuszy bezpieki z Departamentu IV MSW (przeznaczonego do zwalczania duchowieństwa, przede wszystkim katolickiego) w rozpracowywaniu działalności ks. Jerzego brało udział kilkunastu tajnych współpracowników, w tym jego świeccy i duchowni bliscy znajomi. Część z nich ma być ujawniona w książce „Aparat represji wobec ks. Jerzego Popiełuszki w latach 1982–1984”, która zostanie wydana nakładem Instytutu Pamięci Narodowej już w marcu.
Kapłan z żoliborskiej parafii był wielokrotnie przesłuchiwany, na jego temat pojawiały się oszczercze propagandowe artykuły w prasie. Służba Bezpieczeństwa nie omieszkała także przeprowadzić prowokacji wobec księdza. W grudniu 1983 r. do jego mieszkania bezpieka podrzuciła m.in. materiały wybuchowe, a następnie aresztowała go na 24 godziny. Z kolei w lipcu 1984 r. władze skierowały do sądu akt oskarżenia przeciwko księdzu „za zakłócanie porządku publicznego”.
Z dokumentów znajdujących się w archiwum IPN, które ujawniono w tym roku, wiemy także, że w sprawie ks. Jerzego władze PRL wywierały bardzo silne i długotrwałe naciski na najwyższych hierarchów Kościoła katolickiego – prymasa Józefa Glempa czy sekretarza konferencji Episkopatu Polski abp. Bronisława Dąbrowskiego. Z ich lektury wynika, że choć przełożeni, także ci najwyżsi, ks. Popiełuszki bezpośrednio niczego mu nie nakazywali, próbowali jednak wpływać na złagodzenie jego działalności. Może, co więcej, czynili tak, prowadząc własną grę z komunistycznymi władzami. Punkt widzenia pojedynczego kapłana, nawet tak znaczącego i zaangażowanego w sprawy publiczne jak ks. Jerzy, siłą rzeczy musi różnić się od punktu widzenia duchownych kierujących całym Kościołem. Nawet jednak biorąc pod uwagę te uwarunkowania trudno zaakceptować taką postawę kościelnej hierarchii. Tym bardziej że nie na wiele się zdała, jak można było przewidzieć.

Męczeństwo
Okoliczności śmierci ks. Popiełuszki do dziś nie są szczegółowo znane. Wiemy jedynie, że 19 października 1984 r., wracając do Warszawy z Bydgoszczy (gdzie został zaproszony do odprawienia mszy św.) został uprowadzony niedaleko miejscowości Górsk przez specjalną grupę funkcjonariuszy Departamentu IV MSW. 30 października jego ciało wyłowiono z Wisły w pobliżu tamy we Włocławku. Przed śmiercią był torturowany, ale nie sposób przy obecnym stanie wiedzy ocenić, w którym dniu dokładnie zginął.
Za zbrodnię na ks. Popiełuszce w tzw. procesie toruńskim w lutym 1985 r. skazani zostali jego bezpośredni porywacze i mordercy – kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Waldemar Chmielewski i por. Leszek Pękala – oraz z-ca dyrektora Departamentu IV MSW płk Adam Pietruszka. Dziś wszyscy są już od kilku bądź kilkunastu lat na wolności. Jednocześnie nie udało się postawić w stan oskarżenia, nie mówiąc już o choćby symbolicznym skazaniu, nikogo z realnych mocodawców tego morderstwa. Nie ulega jednak wątpliwości, że moralnie, politycznie i w każdym innym sensie męczeńska śmierć ks. Popiełuszki obciąża ówczesne kierownictwo MSW, a także najwyższe władze państwowe.

Wolność jest w nas
Film o księdzu Popiełuszce nosi podtytuł „Wolność jest w nas”. Równolegle z jego emisją w kinach Instytut Pamięci Narodowej, będący partnerem produkcji, prowadzi akcję edukacyjną na temat osoby księdza, której częścią jest m.in. specjalny portal multimedialny, uruchomiony pod adresem www.popieluszko.pl oraz prelekcje pracowników IPN na specjalnych pokazach filmu dla młodzieży. Jeśli dodamy do tego nietypową i dla niektórych kontrowersyjną promocję obrazu, w której ks. Popiełuszko jest przedstawiany niemal jak „polski James Bond” (np. plakaty stylizowane na reklamę filmu sensacyjnego), otrzymamy całość, która ma szansę zainteresować młode pokolenie i stać się dla niego spójnym i trafiającym przekazem.
Kto wie, czy także nie dzięki temu kolejne pokolenia Polaków, dziś oglądające – mam nadzieję – w kinach „Popiełuszkę”, będą również mogły powiedzieć: „Wolność jest w nas”.

Adam Chmielecki
Oddział Gdańsk IPN

Download PDF
Powrót Drukuj stronę