Zło dobrem zwyciężaj – bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Władza ludowa w PRL popełniła wiele zbrodni. Większość z nich była dobrze ukrywana. Jeżeli nawet społeczeństwo dowiadywało się o nich, to i tak najczęściej nie mogło poznać jej bezpośrednich sprawców. Tak byłoby też z zabójstwem ks. Jerzego Popiełuszki, gdyby nie szczęśliwa ucieczka jego kierowcy.

Wieczorem 19 października 1984 r. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa przebrani za milicjantów z drogówki zatrzymali samochód, którym powracał z Bydgoszczy do Warszawy ks. Jerzy Popiełuszko. Kierowcy, Waldemarowi Chrostowskiemu założono na ręce kajdanki i posadzono w milicyjnym samochodzie. Na szczęście udało mu się wyskoczyć z pędzącego auta. Dzięki temu informacje o uprowadzeniu księdza nie zostały jak zwykle zamknięte w esbeckich teczkach. Jeszcze tego samego dnia wieczorem Radio Wolna Europa podało wiadomość o porwaniu ks. Jerzego przez SB. Po kilkunastu dniach, 30 października odnaleziono jego ciało w Wiśle pod Toruniem. Mordercami byli funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa PRL, oficerowie SB: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala, Waldemar Chmielewski. W trakcie procesu okazało się, że dowodził nimi Adam Pietruszka. Niestety w sądzie nie udało się wykazać, że zbrodnię tę inspirowały konkretne osoby pracujące w Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko urodził 14 września 1947 roku we wsi Okopy koło Suchowoli na Podlasiu. Jego rodzice, Marianna i Władysław, prowadzili gospodarstwo rolne. W 1966 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie, które ukończył w 1972 r. W tym samym roku odebrał święcenia kapłańskie z rąk księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Jako duszpasterz pracował w parafiach: p.w. Św. Trójcy w Ząbkach i p.w. Matki Bożej Królowej Polski w Aninie oraz p.w. Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. W posłudze duszpasterskiej szczególnie upodobał sobie pracę z dziećmi i młodzieżą. Ks. Jerzy zaczął jednak chorować i w 1979 r. po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu nie powrócił już do zwyczajnej pracy wikariusza. Ostatnim miejscem posługi ks. Jerzego, od 20 maja 1980 r., była parafia p.w. Św. Stanisława.

W sierpniu 1980 r. podczas strajków na Wybrzeżu powstawała „Solidarność”. Protestowała także załoga Huty Warszawa. Robotnicy poprosili władze duchowne by przysłały im księdza. Mszę na terenie zakładu odprawił ks. Jerzy. Później wspominał wydarzenia tamtego historycznego dnia:

„Tego dnia i tej mszy św. nie zapomnę do końca życia. Szedłem z ogromną tremą. Już sama sytuacja była zupełnie nowa. Co zastanę? Jak mnie przyjmą? Czy będzie gdzie odprawiać? Kto będzie czytał teksty? Śpiewał? Takie, dziś może naiwnie brzmiące pytania, nurtowały mnie w drodze do fabryki. I wtedy przy bramie przeżyłem pierwsze wielkie zdumienie. Gęsty szpaler ludzi – uśmiechniętych i spłakanych jednocześnie. I oklaski. Myślałem, że ktoś ważny idzie za mną. Ale to były oklaski na powitanie pierwszego w historii tego zakładu księdza przekraczającego jego bramy. Tak sobie wtedy pomyślałem – oklaski dla Kościoła, który przez trzydzieści lat wytrwale pukał do fabrycznych bram. Niepotrzebne były moje obawy – wszystko było przygotowane: ołtarz na środku placu fabrycznego i krzyż, który potem został wkopany przy wejściu, przetrwał ciężkie dni i stoi do dzisiaj otoczony cięgle świeżymi kwiatami, i nawet prowizoryczny konfesjonał. Znaleźli się także lektorzy. Trzeba było słyszeć te męskie głosy, które niejednokrotnie przemawiały niewyszukanymi słówkami, a teraz z namaszczeniem czytały święte teksty. A potem z tysięcy ust wyrwało się jak grzmot: Bogu niech będą dzięki! Okazało się, że potrafią też i śpiewać o wiele lepiej niż w świątyniach.”

Od tego dnia ks. Jerzy stał się kapłanem i prawdziwym przyjacielem protestujących robotników. Uczestniczył z nimi we wszystkich ważniejszych wydarzeniach związanych z „Solidarnością”. Po wprowadzeniu stanu wojennego rozpoczął celebrację słynnych w całym kraju 26 Mszy za Ojczyznę. Pierwsza odbyła się 28 lutego 1982 r. Brał czynny udział w komitetach, które zajmowały się pomocą dla więzionych i internowanych. Stał się już za życia legendą walki o wolność i prawdę w ówczesnej Polsce.

Wróg państwa

Po internowaniu kilku tysięcy działaczy „Solidarności” ośrodkami sprzeciwu wobec reżimu Jaruzelskiego stały się parafie. Działalność ks. Jerzego, wykraczająca poza zwykłą posługę kapłańską stała się bardzo niewygodna dla władz PRL. Do kościoła p.w. św. Stanisława Kostki przyjeżdżali ludzie z całej Polski. Nieustannie przedstawiciele władz wysyłali pisma urzędowe do hierarchów Kościoła z zarzutami, że kazania głoszone przez ks. Jerzego „godzą w interesy PRL”. We wrześniu 1983 r. Anna Jackowska, zastępca prokuratora wojewódzkiego w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie nadużywania wolności sumienia i wyznania na szkodę PRL, a 12 grudnia – postawiono ks. Jerzemu zarzuty. Ks. Popiełuszko był zatrzymywany przez organa bezpieczeństwa 13 razy. Został nawet aresztowany na dwa dni, a zwolniony po interwencji przedstawicieli episkopatu u samego generała Kiszczaka.

Ks. Jerzego był zastraszany przez SB. Posunięto się nawet do prowokacji i podrzucano mu do mieszkania nie tylko ulotki i materiały zdelegalizowanej „Solidarności”, ale także broń i materiały wybuchowe.

Ks. Prałat Teofil Bogucki tak powiedział o ks. Jerzym Popiełuszce w rok po jego śmierci: „Miał wielu przyjaciół, którzy jakoś przeczuwali grożące mu niebezpieczeństwo i chcieli mu w jego odważnej misji stale towarzyszyć. Nie żądał jednak żadnej ofiary, która wiązałaby się z jego działaniem. Wyzbył się lęku. Pracował właściwie w pojedynkę. Jedno miał na uwadze – dobro Kościoła i Ojczyzny. Pragnął nieść pomoc potrzebującym, towarzyszyć szukającym, współcierpieć z cierpiącymi, kochać niekochanych, pokrzywdzonych. Nie ograniczał się do pracy w parafii. Ogarniał swym zasięgiem wiele ugrupowań społeczno – politycznych, próbował stworzyć jakąś unię narodową. Tym należy tłumaczyć jego szerokie kontakty z niewierzącymi. Był zawsze otwarty na drugiego człowieka, nie wybierał, nie selekcjonował ludzi. Wielu pod jego wpływem odnalazło sens życia w małżeństwie, w rodzinie, w środowisku pracy”.

Męczeństwo ks. Jerzego

Funkcjonariusze SB byli dla pojmanego bardzo brutalni. Zamknęli go w bagażniku samochodu. Kilkakrotnie zatrzymywali się i bili księdza. Związali go mocno i zakneblowali. Fragmenty aktu oskarżenia: „Do nóg przywiązano worek z kamieniami, a następnie (Leszek Pękala) przystąpił do zakładania księdzu Popiełuszce pętli na szyję. Pętlę założył w ten sposób, że jej końcówki, które biegły wzdłuż grzbietu, przywiązywał do podkurczonych nóg ks. Jerzego Popiełuszki. Taki sposób założenia pętli powodował, że przy próbie prostowania nóg zaciskała się ona na szyi ks. Jerzego Popiełuszki”. Wreszcie zdecydowali się utopić go w wodach Wisły. Oprawcy nie wiedzieli nawet, czy wrzucają do rzeki żywego człowieka.

Beatyfikacja

Pierwszy etap procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki rozpoczął się 8 lutego 1997 r. Zakończył się 8 lutego 2001 roku.

Trwał on w diecezji cztery lata. Członkowie Trybunału Beatyfikacyjnego przesłuchali 41 świadków. Z tego zrodził się dokument liczący 900 stron. Zawierał on także opinie teologów i biegłych w sprawach archiwalnych i historycznych. Dokument ten został przetłumaczony na język włoski. Oprócz przesłuchiwania świadków gromadzono systematycznie dokumenty dotyczące Księdza Jerzego. W rezultacie przygotowano materiały niezbędne do zakończenia procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym.

53 sesja diecezjalnego etapu procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Księdza Jerzego Popiełuszki, która stanowiła zakończenie procesu, odbyła się 8 lutego 2001 r. Po zakończeniu sesji protokoły zostały podpisane, co oznaczało, że dokumenty mogły zostać przekazane do Rzymu. W uroczystości uczestniczyli: Jego Eminencja Ksiądz Prymas Józef Glemp, Jego Ekscelencje Biskupi: Piotr Jarecki i Tadeusz Pikus, 40 księży oraz dziesiątki pocztów sztandarowych z Mazowsza i całej Polski. Była tam również obecna matka ks. Jerzego Popiełuszki, krewni i przyjaciele.

Ojciec Święty Jan Paweł II 7 czerwca 1991 r. we Włocławku w swojej homilii nawiązał do życia i śmierci ks. Jerzego. Przedstawił go jako świadka Chrystusa i ewangelicznej prawdy. Przestrzegał przed ograniczeniem jego posługi głównie do wymiaru politycznego. Wyjaśniał: „Trzeba go widzieć i czytać w całej prawdzie jego życia. Trzeba go czytać od strony tego wewnętrznego człowieka (…). Tylko ten właśnie człowiek wewnętrzny mógł być świadkiem, takim świadkiem naszych trudnych czasów, naszego ostatniego dziesięciolecia, jakim był”.

Olga Zielińska

„Magazyn Solidarność” nr 10/2009

fot. Wikipedia

Download PDF
Powrót Drukuj stronę