Wojciech Gruszecki

Dr Wojciech Gruszecki, chemik wykształcony i wiele lat pracujący na Politechnice Gdańskiej, jeden z sygnatariuszy Porozumień Sierpniowych, zmarł 4 września 2006 roku w Berlinie. Miał 70 lat.

Sierpień 1980 roku pracownicy Politechniki Gdańskiej, opustoszałej na czas wakacji, początkowo udają się prywatnie pod stocznię dodając otuchy strajkującym i wspierając ich finansowo oraz rzeczowo.
Wojciech Gruszecki miał wówczas 44 lata i pracował na Politechnice Gdańskiej. Po studiach na PG przez dwa lata pracował na stanowisku asystenta w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie. Potem przeszedł do pracy w Przedsiębiorstwie Połowów Dalekomorskich „Dalmor” w Gdyni. Od 1964 roku był doktorantem Instytutu Chemii Organicznej PAN. W maju 1987 obronił pracę doktorską: „Synteza niektórych pochodnych 4-amino-metyloakrydyny i 4-aminometyloakrydonu oraz ich aktywności przeciwnowotworowe i antybakteryjne”. Prowadził zespół w Instytucie Chemii i Technologii Organicznej oraz Żywnościowej PG. Miał na swoim koncie wiele opracowanych patentów.
W sierpniu 1980 roku przyszedł, jak wielu innych pracowników, na zebranie zwołane z inicjatywy Związku Zawodowego PG. Padają postulaty poparcia i żądania pod adresem władz. Gruszecki rusza do stoczni.
„Tuż za bramą przeżywamy pierwszy – jakże miły – szok. Zebrani stoczniowcy za bramą podbiegają do naszego autobusu i podnoszą go na rękach do góry!” – wspominał Gruszecki w sierpniu roku 2005 na łamach „Pisma PG”. – „Owacjom nie było końca. Dołączenie Politechniki Gdańskiej z poparciem dla strajku solidarnościowego w Stoczni było więc czymś więcej niż symbolem – nareszcie poczuliśmy się razem i mocni. Na sali BHP było pełno ludzi z różnych zakładów pracy – i już nie tylko z Trójmiasta. Docierały pierwsze delegacje z głębi Polski, te którym udało się przedrzeć przez kordony MO i wojska wokół Gdańska. Odczytaliśmy nasze postulaty i zebraliśmy gromkie brawa”.
Lech Wałęsa zaproponował Gruszeckiemu miejsce w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym. „Chwilę się zastanowiłem. Przez umysł przebiegły mi scenariusze, jakie moje postanowienie pozostania w strajku spowodują. Wyrzucenie z PG, represje, a nawet uwięzienie i zniszczenie zdrowia. Mam 44 lata i wydaje mi się, że to już chyba wystarczy. Decyduję się na TAK”. „Doktora” poparł las rąk strajkujących i tak Gruszecki znalazł się w delegacji, która zasiąść miała rozmów z przewodniczącym Komisji Rządowej wicepremierem Mieczysławem Jagielskim.
Stoczniowa „Warszawa” wiezie Gruszeckiego do małego pałacyku naprzeciw Politechniki Gdańskiej, późniejszego konsulatu Francji. Wicepremier Jagielski uprzedza, że niedawno przeszedł zawał serca i nie ma czasu na „czcze rozmowy. Partia wyznaczyła go na ustalenia i zakończenie sprawy i… on to postara się załatwić”.
– Czy ma pan odpowiednie plenipotencje z rządu i partii – Gruszecki dopytywał Jagielskiego.
– Tak. A pan jestem doktorem z Politechniki?
– Tak.
– To co pan w stoczni robi?
– Należę do świata pracy i jestem z nim solidarny.
– Słyszałem, że w stoczni urzędują dywersanci z KOR i tzw. opozycji.
Gruszecki zaprzeczał twierdząc, że to propagandowe plotki.
Po kilku godzinach rozmów, ok. godz. 22delegacja wraca do stoczni pełna nadziei. Gruszecki postanawia przyłączyć się do strajkujących. Na noc już do domu nie wraca.
31 sierpnia delegacja rządowa i MKS podpisały Porozumienia Sierpniowe. Wojciech Gruszecki był jednym z siedemnastu sygnatariuszy reprezentujących stronę związkową. W następstwie tych zdarzeń stał się członkiem Komisji Krajowej „Solidarności”.
Wprowadzenie w Polsce stanu wojennego zastało Wojciecha Gruszeckiego w Berlinie, gdzie pojechał na stypendium naukowe. „Przyjezdni, uciekinierzy, wyrzuceni  z PRL, często bez paszportu, opowiadają mi okropne rzeczy rozpasanej soldateski. W »prezencie« ktoś wręcza mi list gończy na moją osobę. Jestem mile zaskoczony niezwykle życzliwą atmosferą społeczeństwa niemieckiego wobec uciemiężonego narodu polskiego i emigrantów. Liczne środowisko polonijne Berlina organizuje się i stara przyjść z pomocą”. Gruszecki decyduje się pozostać w Niemczech.
– Pamiętam, że wówczas oceniało się decyzję Wojtka krytycznie. Wielu sądził, że najłatwiejszym rozwiązaniem jest schronienie się na Zachodzie – wspomina mgr inż. Stanisław Iszora z Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki, który dzielił z Gruszeckim szkolną ławę w V LO w Oliwie. – Dopiero kiedy w 2003 roku spotkaliśmy się na zjeździe z okazji 50-lecia matury dowiedziałem się od niego, jak wielkim dylematem było, czy ma wrócić do kraju czy pozostać na obczyźnie. Miał świadomość tego, że od razu zostanie aresztowany, zdecydował więc, że zostanie w Niemczech i stamtąd będzie wspierał „Solidarność” organizując pomoc. Decyzja ta wymagała również wielkiej odwagi.
Gruszecki kontynuował w Niemczech pracę naukową. Ostatnim jego osiągnięciem była receptura pasty do zębów bezpiecznej dla szkliwa. Na dzień przed jego śmiercią nadeszło świadectwo patentowe ze Stanów Zjednoczonych, a dzień po śmierci patent niemiecki.
W 2000 roku dr Wojciech Gruszecki otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gdańska. Pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Oficerskim Orderem Odrodzenia Polski, Polonia Restituta.
(kż)

Obecność Wojciecha Gruszeckiego w prezydium MKS–u w sierpniu 1980 roku miała duże znaczenie, był przecież przedstawicielem kadry akademickiej z Politechniki Gdańskiej, która entuzjastycznie poparła protesty robotnicze.
Wiele lat później Wojciech Gruszecki tak opisał moment przyjazdu do strajkujących stoczniowców: „Tuż za bramą przeżywamy pierwszy – jakże miły – szok. Zebrani stoczniowcy za bramą podbiegają do naszego autobusu i podnoszą go na rękach do góry! Owacjom nie było końca. Dołączenie Politechniki Gdańskiej z poparciem dla strajku solidarnościowego w Stoczni było więc czymś więcej niż symbolem – nareszcie poczuliśmy się razem i mocni. Na sali BHP było pełno ludzi z różnych zakładów pracy – i już nie tylko z Trójmiasta. Docierały pierwsze delegacje z głębi Polski, te którym udało się przedrzeć przez kordony MO i wojska wokół Gdańska. Odczytaliśmy nasze postulaty i zebraliśmy gromkie brawa”.
Strajk w Stoczni rozpoczął się 14 sierpnia, a już pięć dni później doszło do spontanicznego wiecu na Politechnice Gdańskiej, w którym uczestniczyło 300 osób. Uchwalono wysłanie listu do MKS–u, w którym było zawarte bezwarunkowe poparcie dla postulatów strajkujących. Zebrano także 10 tys. zł i wyłoniono delegację, która miała dostarczyć list i pieniądze do Stoczni. Wśród członków delegacji znalazł się właśnie Wojciech Gruszecki. Został on przyjęty przez aklamację do prezydium MKS–u. Jego pierwszym poważnym zadaniem była rozmowa z przewodniczącym komisji rządowej, która przybyła do Gdańska, wicepremierem Mieczysławem Jagielskim. Został na nią wysłany do pałacyku we Wrzeszczu przez Lecha Wałęsę. Po latach Wojciech Gruszecki tak wspominał to wydarzenie: „Napieram, by usłyszeć od Jagielskiego, że uznaje nasz strajk za autentyczny protest ludzi świata pracy. Mimo moich kilkakrotnych nalegań nie uzyskuję jasnej odpowiedzi. Jagielski wykręca się i kluczy, ale na koniec oświadcza, że jest gotów wraz z delegacją rządową przybyć na rozmowy do Stoczni. Stwierdzam na to, że tym samym pan premier uznaje nasz strajk, bo przecież z wichrzycielami i elementami antysocjalistycznymi nie mógłby się dogadywać. Po napięciach tego dnia i poczucia osobistego zagrożenia rozpiera mnie radość i ulga, że dziś jeszcze nas nie zaatakują”.
Wojciech Gruszecki uczestniczył w rozmowach z delegacją rządową, które odbywały się w sali BHP na terenie Stoczni aż do podpisania porozumienia. Na równi z Lechem Wałęsą i innymi członkami prezydium MKS–u negocjował z przedstawicielami władzy warunki porozumienia. Tak było np. 23 sierpnia. Gruszecki dobitnie przedstawił wicepremierowi Jagielskiemu ograniczenia, jakim podlegają nakłady prasy katolickiej. Dowodził także, że na podstawie rozmów z przyjeżdżającymi z głębi Polski wnioskuje, że w reszcie kraju nie ma żadnych oficjalnych informacji na temat strajków na Wybrzeżu. Wojciech Gruszecki był twardym negocjatorem, czego dał dowód 24 sierpnia zwracając się do wicepremiera rządu PRL: „Gdyby prasa przyszła tutaj i mogła posłuchać wypowiedzi zwykłych ludzi pracy, przeciętnych. Tak jak i ja jestem przeciętnym człowiekiem pracy, chociaż pracuję na PG. Mamy tutaj przekrój wszystkich zawodów, mamy rolników, mamy ludzi służby zdrowia, mamy wypowiedzi ludzi całkiem niezrzeszonych. Przychodzi do nas mnóstwo ludzi prywatnie i prosi o informacje. Ja myślę, że pan premier musi być dobrze poinformowany o głodzi informacji, który istnieje nie tylko w Polsce, ale i w całej Polsce”.
Kiedy delegacja rządowa podpisywała 31 sierpnia 1980 r. porozumienie z prezydium MKS–u, Wojciech Gruszecki był jednym z 17, którzy parafowali porozumienie z rządem. W kolejnych miesiącach był aktywnym działaczem nowo utworzonego, pierwszego niezależnego od reżimu komunistycznego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”. Na Walnym Zebraniu Delegatów NSZZ „Solidarność” na PG 8 stycznia 1981 r. został wybrany jako jeden z dwóch zastępców przewodniczącego Komisji Zakładowej.
Przed rozpoczęciem stanu wojennego Wojciech Gruszecki wyjechał do Berlina w celach zawodowych. Organizował tam struktury zagraniczne „Solidarności”. Nie powrócił już do Polski. Na jego pogrzeb, który odbył się 14 września w Berlinie na cmentarzu Waldfriedhof przyjechali także z Polski jego dawni przyjaciele z „Solidarności”. Na ostatnie pożegnanie przywieźli ze sobą historyczny sztandar MKS.
Prezydent RP Lech Kaczyński postanowieniem z dnia 10 września nadał pośmiertnie Wojciechowi Gruszeckiemu Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Order wręczył wdowie – Pani Marii Gruszeckiej, chargé d’affaires Ambasady RP Wojciech Pomianowski. Gruszecki otrzymał on także w 2000 r. tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gdańska.
Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę