Lech Kaczyński

Lech Kaczyński był warszawiakiem z urodzenia, w pierwszym okresie życia mieszkał na Żoliborzu, w ostatnim – na Powiślu. Zanim został prezydentem RP, pełnił funkcję prezydenta stolicy, w tym czasie budując m.in. Muzeum Powstania Warszawskiego – dziś jeden z symboli Warszawy. Ale był też człowiekiem Gdańska, Sopotu, Trójmiasta, Pomorza, Regionu Gdańskiego NSZZ „S”. Całościowa sylwetka śp. prezydenta była wielokrotnie i będzie jeszcze nieraz przedstawiana. My skupmy się na pomorskich wątkach z jego bogatej biografii.

Nad morze Lech Kaczyński trafił w związku z życiem zawodowym – w 1971 r. podjął pracę w Katedrze Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. Tu, w ciągu blisko 20 lat, otrzymał stopnie naukowe doktora i doktora habilitowanego oraz tytuł profesora gdańskiej alma mater. Wydaje się jednak, że czynnikiem, który sprawił, że na dłużej pozostał na Pomorzu, było poznanie w 1976 r. młodej ekonomistki i tłumaczki Marii Mackiewicz. To małżeństwo sprawiło, że stał się mieszkańcem Górnego Sopotu. Prawnik z Warszawy szybko włączył się w trójmiejską działalność antykomunistyczną, która odżyła z nową siłą po masakrze Grudnia ’70. Nawiązał współpracę z Komitetem Samoobrony Społecznej KOR, pomagającym robotnikom represjonowanym po fali strajków w czerwcu 1976 r. Taka działalność była wręcz idealna dla specjalizującego się w prawie pracy i posiadającym żyłkę społecznikowską Kaczyńskim. Podobnie było z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża, które współtworzył od 1978 r. W ramach tej aktywności prowadził szkolenia i wykłady dla robotników, m.in. w małym wrzeszczańskim mieszkaniu przy ul. Grunwaldzkiej, należącym do Anny Walentynowicz. Te dwie wielkie postaci połączyło później wiele, m.in. prawdziwe przywiązanie do idei „Solidarności”, pomoc i zauważanie potrzeb wszelkiego rodzaju grup i osób słabszych, poszkodowanych, wykluczonych. Niestety także tragiczna śmierć pod Smoleńskiem…

W „Solidarności”

Ze swoim społecznym światopoglądem Lech Kaczyński po prostu nie mógł nie zaangażować się w powstający ruch „Solidarności”. W sierpniu 1980 r. był jednym z doradców strajkujących w Stoczni Gdańskiej, później szefem struktur Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego – Biura Interwencyjnego i Biura Analiz Bieżących. Był także delegatem na pamiętny I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność” w gdańskiej hali „Olivia”, po wprowadzeniu stanu wojennego został internenowany w Strzebielinku. Po stanie wojennym zaangażował się w najważniejsze podziemne struktury związku – Tymczasową Komisję Koordynacyjną oraz Krajową Komisję Wykonawczą. Z czasem stał się zaufanym współpracownikiem Lecha Wałęsy. W okresie transformacji uczestniczył w rozmowach w Magdalence i przy Okrągłym Stole, czego zresztą nigdy nie krył. Dla niego i Jarosława Kaczyńskiego osiągnięte wtedy porozumienie miała charakter i wymiar tylko i wyłącznie taktyczny, a nie strategiczny, dający komunistom pełną i bezwarunkową legitymizację publicznej działalności w wolnej Polsce.

W tym miejscu warto wspomnieć jeszcze jeden wątek z biografii Lecha Kaczyńskiego. W 1988 r. zaangażował się on w strajki majowy i sierpniowy, co w ówczesnej sytuacji społecznej apatii i słabnącej aktywności ruchu antykomunistycznego nie było już powszechne. Jak po latach wspominali gdańscy stoczniowcy i portowcy, był jedną z nielicznych osób, która wspierała ich radą, a po wyrzuceniu z pracy po zakończeniu strajków pomogła wrócić do zakładów. Przeczy to lansowanej uparcie w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego tezie, że nie miał on prawa do spuścizny „Solidarności”. Wręcz przeciwnie, Kaczyński nigdy nie obraził się na związek, nawet gdy nie wszystko szło po jego myśli, tak jak miało to później w zwyczaju wielu jego oponentów, chcących nawet rozwiązania „Solidarności”. W maju 1991 r., po przegraniu z Marianem Krzaklewskim wyborów na przewodniczącego Komisji Krajowej, zrezygnował wprawdzie z zajmowanego od roku stanowiska wiceszefa Komisji, ale do końca życia wspierał „Solidarność”. Był m.in. częstym gościem kolejnych krajowych zjazdów delegatów.

Solidarnościowy prezydent

Prospołeczne, solidarnościowe idee Sierpnia ’80 Lech Kaczyński konsekwentnie wdrażał w życie także po 1989 r. Właściwie od początku był przeciwnikiem dominujących w życiu publicznym III RP dogmatów skazujących na wykluczenie z ekonomicznych, politycznych i cywilizacyjnych sukcesów wolnej Polski (bo takie przecież odnieśliśmy w minionych 20 latach) całe grupy społeczne. Jednym z przejawów tej aktywności było włączenie się w działalność rodzących się na początku lat 90. XX wieku spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Lech Kaczyński był wówczas pierwszym przewodniczącym Rady Nadzorczej Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych. W kwietniu 2010 r. został pośmiertnie odznaczony najwyższym wyróżnieniem instytucji zrzeszającej unie kredytowe z całego świata.

Lech Kaczyński był także najbardziej solidarnościowym polskim prezydentem. Tak jak Powstanie Warszawskiego miało być w jego założeniach źródłem tożsamości dla współczesnych mieszkańców stolicy, tak główną ideową podwaliną dla całego narodu miała być „Solidarność”. Rzecz niby oczywista, ale tylko Lech Kaczyński miał odwagę i determinację wprowadzać tę ideę w życie – dopiero on przyznał najwyższe polskie odznaczenie, Order Orła Białego, Annie Walentynowicz i Andrzejowi Gwiaździe, działaczom WZZ i pierwszej „Solidarności”. Innymi odznaczeniami uhonorował setki, jeśli nie tysiące mniej znanych działaczy związku, w tym trójmiejskich, których docenił za strajki w sierpniu 1980 r. oraz maju i sierpniu 1988 r. – m.in. Karola Guzikiewicza, Pawła Zińczuka czy śp. Mieczysława Chełminiaka.

Wśród trójmiejskich akcentów z życia Lecha Kaczyńskiego zdarzały się też anegdotyczne. Np. o propozycji ze strony Jerzego Buzka objęcia teki ministra sprawiedliwości późniejszy prezydent dowiedział się w expressie z Gdańska do Warszawy. Bez wątpienia Trójmiasto było takim pociągiem, który dowiózł Lecha Kaczyńskiego na szczyty polskiej polityki. Było zaszczytem mieć takiego pasażera, panie prezydencie.

Adam Chmielecki
„Magazyn Solidarność” nr 4/2011
Fot. Wikipedia 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę