Esbecy nazywali ją „Białą pod treflami”

W mieszkaniu Haliny Starzyńskiej zbierała się opozycja, ona sama drukowała ulotki i prowadziła nasłuch Służby Bezpieczeństwa. 28 grudnia 2015 r. otrzymała odznaczenie za działalność opozycyjną przyznane przez Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Kiedy w grudniu 1970 roku przyjechała z Warszawy do Gdańska w odwiedziny do rodziców, była świadkiem walk ulicznych. Za opowiadanie o tym innym nauczycielom dostała zakaz pracy z młodzieżą. W 1980 roku, już jako mieszkanka Gdańska, dowiedziała się o strajku w Stoczni Gdańskiej. Zaangażowała się w pomoc strajkującym, między innymi drukowała ulotki. Stan wojenny zastał ją w Niemczech, dokąd wyjechała z powodu choroby. Razem z innymi Polakami uczestniczyła w zorganizowanym przez Marka Święcickiego strajku głodowym, będącym formą protestu przeciwko pacyfikacji kopalni Wujek. Po uzgodnieniu z rodziną zdecydowała się na powrót do Polski. – Musiałam jechać walczyć z komuną. Nie mogłam znieść tego, że tam brakuje ludzi, a ja na przykład jem czekoladę – tłumaczy swoją decyzję. Pustym pociągiem wróciła z Dortmundu do Gdańska, gdzie zaangażowała się w działalność „Solidarności Walczącej”. Skontaktowała się z księdzem Henrykiem Jankowskim, a on pomógł jej nawiązać kontakty z działaczami, którzy uniknęli internowania. W jej mieszkaniu zbierała się opozycja, jej gośćmi byli między innymi: Jacek Kuroń, Adam Michnik, Henryk Wujec, Jacek Merkel, Ryszard Terlecki. Wróciła też do drukowania ulotek. W 1985 roku została aresztowana, wielokrotnie była przesłuchiwana.

Zbigniew Stefański, członek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Stoczni Gdańskiej, wspomina Halinę Starzyńską jako niezwykle zaangażowaną osobę. – Nazywaliśmy ją „Ciocią”. U niej drukowaliśmy bibułę, u niej też ukrywali się ludzie podziemia. Z racji położenia swojego mieszkania miała oko na wszystko, łatwo można się było u niej ukryć. Była niezwykle zaangażowana – opowiada.

W 1987 roku w jej mieszkaniu ludzie przysłani przez Bogdana Borusewicza zainstalowali nasłuch posterunku Służby Bezpieczeństwa. – Podobną działalność w Sopocie prowadziła świętej pamięci Janina Jauer. Dzięki nasłuchom wiedzieliśmy o zbliżających się rewizjach. Poznaliśmy też różne kryptonimy, które nadawali nam esbecy. Ja byłam „Białą pod treflami” – wspomina. – Z nasłuchów zdobywaliśmy wiele ważnych informacji, mogliśmy ostrzegać osoby, którym na przykład groziły rewizje – potwierdza Zbigniew Stefański. W jej mieszkaniu znajdował się też punkt kontaktowy Polskiej Partii Niepodległościowej, partii prawicowej o orientacji niepodległościowo-narodowej pod przewodnictwem Romualda Szeremietiewa. Drukowano związane z PPN druki: biuletyn terenowy „Sprawa”, pismo „Orlik”, pismo młodzieżowe „Hotel Lambert”.

Kiedy w 1988 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, w jej mieszkaniu z widokiem na plac Solidarności wydrukowano tysiące ulotek, które rozprowadzili robotnicy. – Najbardziej aktywni byli Zbigniew Stefański i Gerard Horst-Kreibling, którzy o czwartej rano przedostali się z ulotkami na teren stoczni. Ja również uczestniczyłam w strajku, przekazałam też meldunek przez chłopców ze stoczni do Joanny Wojciechowicz, która miała kontakt z Radiem Wolna Europa. Niestety, strajk upadł, a my poszliśmy ocierać łzy do kościoła Świętej Brygidy – wspomina. Zbigniew Stefański pamięta szczególną aktywność Haliny Starzyńskiej. – Ją, Gerarda Horst-Kreiblinga, nieżyjącego już Sławka Adamskiego i mnie określano jako grupę „Dym”, bo, jak twierdzili esbecy, robiliśmy dym, gdzie tylko się pojawiliśmy – mówi.

Po obradach Okrągłego Stołu, których nie popierała, Halina Starzyńska zaangażowała się w działalność Ruchu Dla Rzeczypospolitej, legalnej partii o charakterze prawicowym, patriotycznym i antykomunistycznym. Za darmo prowadziła biuro RDR. 28 stycznia 1990 roku wraz z kilkoma znajomymi z Federacji Młodzieży Walczącej zerwała czerwoną flagę z budynku Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Po obaleniu rządu Jana Olszewskiego odsunęła się od działalności. – Teraz tylko odwiedzam znajomych w siedzibie „Solidarności”. Choruję, mam niską emeryturę, ale Polska nadal bardzo mnie obchodzi – podkreśla pani Halina.

Zbigniew Stefański mówi, że Halina Starzyńska zasługuje na szczególny podziw. – Była wyjątkowo zaangażowana. Tę kobietę należałoby podziwiać. Szkoda, że rola, jaką odegrała, została zapomniana – podkreśla.

Martyna Werra

„Magazyn Solidarność” nr 3/2016

Download PDF
Powrót Drukuj stronę