Alina Pienkowska – życie w służbie „Solidarności”

Alina PienkowskaAlina Pienkowska-Borusewicz należy do grona osób, bez których nie odrodziłaby się wolna Polska. Przez całe życie służyła Ona Solidarności, rożnie przecież rozumianej. Można traktować Solidarność wyłącznie jako związek zawodowy lub ruch społeczny, ale także jako ideę, nakaz moralny, po prostu służbę ludziom i pomoc potrzebującym.


Mówiąc o tak szeroko pojętej solidarności można wyróżnić kilka obszarów zaangażowania Aliny Pienkowskiej: pracę w służbie zdrowia, strajk w sierpniu 80”, działalność opozycyjną przez cały okres tworzenia WZZ, redakcyjną w Robotniku Wybrzeża, okres internowania, wreszcie aktywność polityczną i społeczną w III RP, poczynając od pomocy powodzianom, a na zaangażowaniu w sprawy swojego miasta kończąc. We wszystkich tych działaniach Alina Pienkowska widziała drugiego człowieka.
Dla ludzi sierpnia, szczególnie młodych, była wzorem. Motywowała do działania. Wielu mężczyzn myślało wówczas: „skoro tak drobna, młoda kobieta, która ma małe dziecko, nie boi się walczyć nie tylko o swoje prawa, ale o sprawiedliwość dla innych, to tym bardziej nam nie wypada stchórzyć”.
Alina czerpała siłę, podobnie jak wszyscy, ze sprzeciwu moralnego wobec tamtego systemu, wobec zła i obłudy w przestrzeni publicznej. Urodziła się i wychowała w stoczniowej rodzinie robotniczej, w Gdańsku, który ukształtował jej postawę, przede wszystkim poprzez doświadczenie Grudnia 70”. Grudzień był ważnym, właściwie decydującym momentem dla tamtego pokolenia.
Ta pielęgniarka z przyzakładowej przychodni miała pomysły, ale, co najważniejsze – odwagę, by je realizować. Wiele z nich było niezastąpionych w działalności opozycyjnej. Jako przykład można tu przytoczyć pierwszy strajk w urzędzie państwowym, kiedy przewodniczyła Komitetowi Strajkowemu Służby Zdrowia w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku, w dniach od 7 do 16 listopada 1980 roku, czy też grypsy z internowania posyłane Bogdanowi Borusewiczowi w środkach czystości. Doskonale znała się na ludziach. Miała wyczucie, komu można i należy zaufać, co było jedną z najprzydatniejszych wówczas umiejętności. Potrafiła również zawsze szukać kompromisu, wypracowywać propozycje, zamiast przedstawiać jedynie roszczenia. Była zaangażowana w rożnych momentach i dziedzinach, ustawicznie i autentycznie. Niezmiennie też była za to poświęcenie szykanowana. Władze oskarżały ją o nieuczciwość w miejscu pracy, wstrzymywano dodatki do wynagrodzenia. Wielokrotnie przeszukiwano i szykanowano tę młodą kobietę.
W jej działalności były momenty piękne, wzruszające, ale były też chwile najtrudniejsze, do których należy z pewnością okres internowania, rozłąki z rodziną, lęk o przyszłość, ale nigdy nie zwątpiła w sens działania, którego celem było opowiedzenie się po stronie prawdy. Nieustannie towarzyszyła jej świadomość, że jest inwigilowana, zagrożona ciągłymi rewizjami, że żyje w zniewolonym społeczeństwie. Była jednak silna, także dlatego, iż mogła bezgranicznie zaufać swojemu mężowi Bogdanowi, a i On jej całkowicie zawierzył.
Trudno wyliczyć zasługi i uporządkować działalność Aliny Pienkowskiej. Sama nosiła się z zamiarem napisania książki, ukazującej nasze drogi do wolności z perspektywy kobiety. Bardzo ubolewała nad tym, że często drobne, mało znaczące wydarzenia, giną bezpowrotnie, ulatując z pamięci bohaterów i uczestników tamtych dni. A mogłyby nas wiele nauczyć, pokazać postawy i skomplikowane ludzkie wybory.
W moim krótkim wystąpieniu postaram się Państwu jedynie zasygnalizować najważniejsze dokonania Aliny Pienkowskiej, to, co zachowało ponadczasową wagę i znaczenie. Jej życiową postawę najtrafniej oddaje słowo „służba”. Jak powiedział Bogdan Borusewicz: „ myślała o wszystkich, najmniej o sobie”.
Warto zwrócić uwagę na szczególne przymioty jej charakteru, osobowości. Chciałbym także, aby ta prelekcja była skromnym oddaniem hołdu osobie, której tak wiele zawdzięczamy. Można sobie przecież wyobrazić sytuację, że strajk kończy się szesnastego sierpnia, a stoczniowcy rozchodzą się do domów, albo, że nie ma kogoś takiego jak Alina Pienkowska, kto zadzwoni ze stoczniowej przychodni do Jacka Kuronia i przekaże wiadomość o wydarzeniach w świat, kto zapewni Bogdanowi Borusewiczowi nie tylko wsparcie psychiczne, ale i zorganizuje infrastrukturę do ukrywania się, kto pomoże potrzebującym powodzianom, albo po prostu skromnie wykona swoją pracę w przychodni, służąc chorym i potrzebującym. Wtedy wolna Polska byłaby o wiele bardziej odległa, a i legenda solidarności mniej piękna.
„To była po prostu bardzo porządna kobieta” – słyszałem najczęściej od przypadkowo napotkanych osób.
A przecież lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach.
Przypomnijmy teraz krótko biografię Aliny Pienkowskiej. Urodzona 12 stycznia w 1952 roku w Gdańsku, całe życie z nim związała. W 1977 roku przebywała w Londynie, gdzie po raz pierwszy usłyszała o istnieniu opozycji demokratycznej, tam poznała nazwisko Bogdana Borusewicza. Po powrocie do kraju w 1978 roku nawiązała kontakt z opozycją i rozpoczęła swoją działalność pisząc artykuły do Robotnika Wybrzeża o złych warunkach pracy, przyczynach chorób zawodowych, błędach w służbie zdrowia. W działalność opozycyjną zaangażowała się mimo sprzeciwu ze strony rodziców, troszczących się o jej bezpieczeństwo. Przez ponad 27 lat pracowała w przychodni stoczniowej. Była dyplomowaną pielęgniarką. Studia, które rozpoczęła już w wolnej Polsce, przerwała, ze względu na chorobę matki Bogdana Borusewicza. Od 1978 roku działała w strukturach Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, notowano wtedy w materiałach służby bezpieczeństwa, iż związała się z elementem antysocjalistycznym. W strajku sierpniowym w 1980 roku była członkiem Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i autorką szesnastego postulatu w Porozumieniach Gdańskich, dotyczącego służby zdrowia. To jej pomysł zadecydował o otwartości tego postulatu. Już wcześniej zresztą, na łamach Robotnika Wybrzeża, pisała o wypaczeniach w służbie zdrowia
i beznadziejnej sytuacji medycznej. To ona wzywała do pozostania w stoczni, do solidarności z innymi zakładami pracy, można powiedzieć – uratowała strajk. Alina Pienkowska, Anna Walentynowicz i Ewa Ossowska nakazały zamknąć bramy stoczni w celu powstrzymania opuszczających ją robotników. Alina Pienkowska, jak już wcześniej mówiłem, zadzwoniła do Kuronia, przekazując informację o strajku, wykorzystując nieodłączony telefon w przychodni. W okresie „szesnastu miesięcy wolności” organizowała solidarność w regionie gdańskim, głównie w służbie zdrowia. Została I przewodniczącą Solidarności Służby Zdrowia.
W stanie wojennym była internowana. W okresie od 13 grudnia 1981 do 23 lipca 1982r. przebywała w kilku zakładach karnych: w Strzebielinku, w Gdańsku na Kurkowej, w Fordonie i na końcu w Gołdapi. O okresie internowania w Gołdapi mówiła, iż była to „niewola ze złudzeniem wolności”. Wtedy najgorszy był niepokój o los bliskich. Nie wiedziała, co się dzieje z rodziną, jej syn Sebastian miał sześć lat. W tym okresie, jak mi powiedziała, doświadczyła pomocy wielu zwykłych ludzi, którzy tak jak ona rozumieli, że trzeba się nawzajem wspierać, że solidarność to niesienie wspólnie swoich brzemion. Po okresie internowania pracowała w przychodni stoczniowej, jednocześnie włączając się w pomoc dla ukrywających się działaczy “S”. Nieoceniona była przede wszystkim jej pomoc dla Bogdana Borusewicza, którego poślubiła potajemnie 3 grudnia 1984r. Pod koniec lat osiemdziesiątych założyła Fundację Zdrowia Solidarności, zagospodarowując milion dolarów otrzymanych od Kongresu Amerykańskiego dla związku. Fundusze zostały wykorzystane na pomoc medyczną w Gdańsku, Warszawie, Krakowie i Legnicy.
W 1989 roku powstały punkty nieinwazyjnej diagnozy serca, których w Polsce nie było. Ta Fundacja działa do dzisiaj.
Była członkiem komitetu strajkowego stoczni gdańskiej w maju i sierpniu 1988 roku. Mimo, iż utożsamiała się z ideą okrągłego stołu, odmówiła uczestnictwa w jego obradach z powodu nie reprezentatywnego jej zdaniem składu delegacji służby zdrowia strony solidarnościowej. Była senatorem RP II kadencji, otrzymała prawie 200 tysięcy głosów, co stanowiło jeden z najlepszych wyników w całym kraju, później została wybrana radną miasta Gdańska. Będąc w Radzie Miasta inspirowała i nadzorowała przekształcenia w Służbie Zdrowia. Była pomysłodawczynią akcji dla powodzian w 1997 roku, gdy na Pomorze przyjechało ponad 741 kobiet i dzieci, oprócz tego zorganizowano zbiórkę darów i pieniędzy. Podobnie, na mniejszą skalę, zaangażowała się w pomoc po powodzi na gdańskiej Oruni, dzięki czemu w góry wyjechało ponad 60 osób. Miała wiele pomysłów, które realizowała z determinacją. W 2000 roku otrzymała tytuł Honorowego Obywatela Miasta Gdańska, przy okazji upominając się o innych współtwórców sierpnia, niedocenianych i zapomnianych, którzy wraz z nią uzyskali to wyróżnienie. Zmarła 17 października 2002 roku. Zmagała się z chorobą, ale zawsze była pełna nadziei. Zawsze pozostała pielęgniarką, powołaną do pomocy. Dla wielu jest niekwestionowanym autorytetem, wzorem działacza społecznego
i polityka. Pośmiertnie została odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Pierwszym pytaniem, które możemy usłyszeć z ust kogoś, kto zapoznaje się z biografią Aliny Pienkowskiej, będzie na pewno: co z tego wszystkiego jest najważniejsze? Udzielę dziś państwu przewrotnej odpowiedzi. Nie można wyróżnić jakiegoś wydarzenia, które było najważniejsze. Pokłady dobra, którymi nas obdarzyła, nie są stopniowalne. Na pewno swoje miejsce w historii mają wydarzenia w stoczni, w sierpniu 80 roku, ale przecież równie piękne są inicjatywy z III RP. Alina Pienkowska pokazała, że niezależnie od systemu można być człowiekiem prawym. A najważniejsze jest to, że zawsze widziała drugiego człowieka. Najistotniejsza była dla niej troska o innych. A ciągła aktywność, niestłumiona przez komunistyczny terror, lęk o rodzinę czy zmianę systemu, powoduje, że wskazywanie jakiegoś dokonania jako decydującego, jest uzasadnione jedynie z metodologicznego punktu widzenia. Gdy zatem ktoś pyta, co było najważniejsze, odpowiadam: sprzeciw wtedy, gdy był potrzebny, jak 16 sierpnia 1980 roku, gdy nie chciała zakończyć strajku, wiedząc, że są inni, że oni już coś poświęcili. Dalej – przedstawianie propozycji, proponowanie rozwiązań, tak jak w przypadku współtworzenia Fundacji Społecznej „Solidarności”. Mówienie o sprawach trudnych, upominanie się o prawa innych, co możemy wyczytać w artykułach Robotnika Wybrzeża, w trosce o internowanych i szesnastym postulacie dotyczącym służby zdrowia, w ukazywaniu absurdów rzeczywistości. Warto przytoczyć fragment jej artykułu, poświęconego biurokracji w służbie zdrowia, a zatytułowanego „LEKARZE CZY URZĘDNICY?” z 4 numeru Robotnika Wybrzeża, z czerwca 1979 roku: „Jeśli w służbie zdrowia poświęca się tyle czasu na biurokrację, to czy nie należałoby zatrudnić sekretarki medyczne, które odciążyłyby fachowe pielęgniarki? W przyszłości, jeśli nic nie ulegnie zmianie, absolwenci Akademii Medycznej staną się urzędnikami administracji. Pacjenci będą wtedy zbędnym dodatkiem, zakłócającym pracę urzędu.“
Alinę Pienkowską cechowała wierność swoim ideałom, pozostała w „Solidarności” do końca, sumiennie wykonywała swoje obowiązki zawodowe. W ostatnim okresie życia powróciła do swojego zakładu pracy. Nie było w niej nic
z karierowiczostwa, a cechowała ją skromność i przyzwoitość. To zostało odwzajemnione, gdy na fałszywe oskarżenie o rażące zaniedbanie dyscypliny podczas pracy w Elmorze odpowiedziano petycją w jej obronie, podpisaną przez 311 osób. Być może właśnie pewnym wskazaniem najważniejszych aspektów jej działalności są oceny innych, ich odbiór wydarzeń. Dlatego przytoczę kilka opinii, bez podawania nazwisk ich autorów, bo przecież nie o to nam tutaj chodzi:
„ – Bardzo często przyjeżdżała na spotkania do swoich wyborców, co nie jest u polityków niestety regułą.
– To Alina stanęła na bramie i zaczęła przekonywać robotników, by nie zostawiali samych swoich kolegów z innych zakładów pracy i kontynuowali strajk.
– Była moim pierwszym nauczycielem związkowym … jednym z najcenniejszych zwyczajów, jakie podpatrzyłam i przejęłam od Aliny, jest konieczność otaczania się ludźmi mądrzejszymi od siebie, dysponującymi większym doświadczeniem. Ona umiała czerpać z ich mądrości i nigdy nie uważała się za nieomylną.
– Solidarność pojmowała jako siłę budująca, reformatorską, dbającą o ludzi.
– Ten strajkowy epizod (mowa o 16 sierpnia) był przez wiele lat przemilczany, zwłaszcza po 1989 roku. Ja w tamtą sobotę zrozumiałem, jaką rolę w naszym życiu odgrywają kobiety.”

Te opinie wystarczająco potwierdzają moja tezę, że trudno wyróżnić jedną rzecz, najważniejszą z perspektywy służby Solidarności. Z perspektywy historycznej – owszem – możemy układać i proponować rozliczne okresy i przełomowe chwile, ale z perspektywy służby najważniejsze było i pozostanie pomaganie innym ludziom, czyli po prostu autentyczna, intuicyjnie pojmowana Solidarność.
Musimy sobie jeszcze postawić inne pytania. Jakie cechy umożliwiły jej takie zaangażowanie? Czego moglibyśmy się od niej nauczyć? Z wielu rozmów przperowadzonych z osobami, które ją znały, wyłania się spójny obraz Aliny Pienkowskiej. Była przede wszystkim skromną i bardzo dobrą, wrażliwą osobą. Jak powiedział mi Bogdan Borusewicz, bardzo szybko wyławiała wszelkie ludzkie nieszczerości. Bardzo ważne było to, iż zawsze starała się naturalne związkowe roszczenia przekuwać na rzeczy pozytywne. Sprawdziła się w przeróżnych życiowych sytuacjach. Zawsze życzliwa i uśmiechnięta podtrzymywała na duchu, potrafiła być stanowcza i jednocześnie ujmująca, zjednująca ludzi swoją niesłychanie silną osobowością, bezkompromisowa.
Trzeba podkreślić również jej rolę jako kobiety, która pewne rzeczy widziała inaczej, trafniej. Była otwarta na wszelkie pomysły, realizując najlepsze. Posiadała dar łagodzenia konfliktów. Spajała środowisko medyczne, dodawała odwagi, motywowała do działania.
Na zakończenie zastanówmy się przez chwilę, co dziś powiedziałaby nam Alina Pienkowska, obserwując to, co dzieje się w naszym kraju. Mogłaby nas wielu rzeczy nauczyć, jej postać jest najlepszym nauczycielem w akademii solidarności, którą musimy ukończyć, aby Polska była nie tylko wolna, ale i solidarna. Z pewnością przypomniałaby nam, że za bardzo skupiamy się na sobie. Jednocześnie mówiłaby nam o tym, że warto proponować kompromis, że musimy cenić oraz pielęgnować to wszystko, co wywalczyła Solidarność: godność człowieka, sprawiedliwość, poszanowanie wolności jednostki i najważniejsze, że wolność jest zadana i trzeba się jej nieustannie uczyć, że nie wolno tylko narzekać i czekać, aż coś zrobią za nas inni, że trzeba być kowalem własnego losu, a mając możliwość podjęcia decyzji zmieniającej rzeczywistość, nie bać się za nią wziąć odpowiedzialności. Musimy również promować przyzwoitość, pokazywać, że wśród nas są mądrzy, uczciwi ludzie. W tygodniku „Służba Zdrowia” z 2002 roku mówiła: „Obraz służby zdrowia wykreowany przez media wskazuje na korupcję, bezduszność środowiska. Dlaczego? Myślę, że ci lekarze i pielęgniarki, którzy byli szlachetni, pozostali tacy jak wtedy. Ale oni utracili swój głos, przestali być widoczni. Nagłaśnia się patologiczne sytuacje, skargi pacjentów i stąd taki obraz w społeczeństwie, że służbę zdrowia dotyka choroba korupcji. Znam wielu ludzi, którzy i wtedy zachowywali się wspaniale, i dziś są tacy sami. To mogą być autorytety dla młodych. Ale nie ma ich w mediach, oni się nie przebijają, nie są atrakcyjni dla dziennikarzy. Nie bierze łapówki – to po co o nim pisać? Że tak wspaniale pomaga chorym? Albo że tak wspaniale zarządza? Szkoda, że tak się dzieje, bo to kreuje nieprawdziwy obraz całej służby zdrowia. Dziś Polacy w sondażach stwierdzają, że dawniej było lepiej, była praca, sanatoria itp. A przecież byliśmy zaściankiem Europy. Myślę, że to, co „Solidarność” zrobiła naprawdę dobrego – to że przywróciła nas do Europy.”
Ktoś powiedział, że najszybciej odchodzą najlepsi. To powiedzenie sprawdziło się niestety w przypadku Aliny Pienkowskiej. Dlatego musimy się troszczyć wszyscy o jej spuściznę, o dziedzictwo solidarności. Niech to będzie taka praca domowa zadana przez Alinę Pienkowską dla nas wszystkich, a od dzisiaj zwłaszcza dla Dyrekcji, Grona Pedagogicznego, Uczniów i Pracowników szkoły Jej Imienia.

Tomasz Snarski, Uniwersytet Gdański

Download PDF
Powrót Drukuj stronę