Związkowi strażnicy artystycznej pieczęci

Młodzi muzycy z uśmiechem, czasem z ironią, patrzą na związkowców. Związek zawodowy? „Solidarność”? Nabyli dystansu do związku przez narzucany medialny, propagandowy obraz związkowego zadymiarza, jakoby palącego opony na ulicach. Nie widzą potrzeby zapisania się do organizacji zakładowej. Kiedy jednak jest problem, np. dyrekcja nie chce przedłużyć umowy, liczą na pomoc, przychodzą po wsparcie. Do „Solidarności” – jak dotychczas jedynego związku zawodowego w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.

filharmonia1

Na zdjęciu: od lewej  Mirosław Merchel, waltornista, Mirosława Sobczak,  skrzypaczka, Brygida Muchowiecka, waltornistka i Mariusz Gołębiewski, klarnecista

 

 

Prawo pracy artysty

Brygida Muchowiecka, waltornistka (od roku 2011 przewodnicząca Komisji Zakładowej „S” w PFB), nie ma wątpliwości:

– Muzycy orkiestrowi to artyści, ale przecież także pracownicy zatrudnieni w pełnym i niepełnym wymiarze czasu pracy, na umowach stałych i okresowych. Artyści, którzy muszą stworzyć zespół, jakim jest orkiestra symfoniczna. Podlegają takim samym prawom pracowniczym jak inne grupy zawodowe. Do zrzeszania się także mają prawo. W roku 1980 przynależność do „Solidarności” była dla mnie i dla wielu sprawą oczywistą – mówi.

– Członkostwo w Związku uznałam za naturalne – stwierdza skrzypaczka Mirosława Sobczak. Do „Solidarności” należy od 1989 roku, czyli od momentu reaktywowania OZ PFB „S” po stanie wojennym. – Jesteśmy dość dużą organizacją. To pozwala nam przynajmniej na próbę prowadzenia skutecznego dialogu z dyrekcją. Udało nam się wywalczyć bardziej sprawiedliwy system wynagradzania. Tyle tylko że wymagania i oczekiwania wobec Związku są dużo większe. Nie na wszystko mamy wpływ – analizuje Sobczak.

Zespół orkiestry symfonicznej Polskiej Filharmonii Bałtyckiej liczy obecnie 81 wybitnych instrumentalistów. Niektórzy łączą zamiłowanie do pracy w orkiestrze z działalnością solistyczną, kameralną czy pedagogiczną.

„Solidarność” PFB – jak informuje przewodnicząca – skupia 60 członków spośród 125 pracowników całej instytucji, także pracowników administracyjnych i technicznych oraz emerytów.

 

Tradycja Sierpnia

Mariusz Gołębiewski, klarnecista, członek „Solidarności” także od Sierpnia ’80, wspomina rok dla historii powojennej najważniejszy. W roku 1980 wszystko było jakby prostsze.

– W tamtym czasie próby orkiestry FB odbywały się w auli Szkoły Muzycznej I i II st. przy ul. Gnilnej, jakże blisko gdańskiej stoczni! – uzupełnia Muchowiecka. – Nie mogliśmy przecież, powróciwszy w sierpniu z urlopu, tak po prostu zacząć grać. Razem z Mariuszem zostaliśmy oddelegowani do MKS, by zaznaczyć nasze – muzyków – poparcie dla robotniczych postulatów i przekazać datki zebrane na potrzeby strajkujących wśród orkiestry. Nie było innej drogi, kiedy cała Polska stała, domagając się zmian. Nie chodziło przecież o to, by część opozycjonistów znalazła się u władzy.

– Wielką nadzieję rozbudzoną przez „Solidarność” zagłuszył stan wojenny – mówi Gołębiewski i dodaje, że martwi go zauważalny brak solidarności w samej „Solidarności”. Tak się bowiem stało, że muzycy zostali gdzieś na marginesie związkowego zainteresowania.

 

Profanum triumfuje nad sacrum

Po 1989 roku ludzie kultury szybko „oprzytomnieli” z karnawału swobód. Rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego w 1991 r. obciął środki na kulturę, powodując zwolnienia. Teraz rząd PO-PSL, przesuwając wiek emerytalny do 67 roku życia, stawia pod znakiem zapytania zawodową karierę wielu muzyków. Do czasu pierwszej reformy emerytalnej muzycy orkiestrowi należeli do uprzywilejowanej grupy zawodowej zatrudnionych w szczególnych warunkach i szczególnym charakterze, co oznaczało, że muzyk grający na instrumencie dętym mógł odejść na emeryturę w wieku 45 (kobieta) i 50 (mężczyzna), a grający na instrumentach smyczkowych odpowiednio w wieku 55 i 60.

– Dlatego próbujemy negocjować formułę zatrudnienia i wysokość uposażenia dla muzyków grających na instrumentach wiodących. Tylko skonsolidowany Związek może prowadzić skuteczne negocjacje i z marszałkiem województwa, i z dyrekcją. Ze słabym nikt się nie będzie liczył. Tymczasem to rządzący od nas oczekują, że wymyślimy receptę na to, co zrobić z zasłużonymi muzykami, którzy stopniowo z wiekiem tracą dawną werwę i wymagany wysoki poziom artystyczny. Jak sobie rządzący wyobrażają muzyka, grającego przez 60 lat na instrumencie dętym – zastanawia się z ironią Gołębiewski.

W Polskiej Filharmonii Bałtyckiej obowiązuje, wynegocjowany przez „Solidarność”, Zakładowy Regulamin Pracy i Wynagradzania, także określony umowami zakres obowiązków. Nie zawsze jednak prawo pracy staje ponad względami artystycznymi. Czasami ustępuje..

– Ciągle coś się zmienia, trzeba pilnować choćby regulaminowego czasu pracy, wynagrodzeń za dodatkowe próby, koncerty, nagrania… Czasami Komisja Zakładowa ma pełne ręce roboty. Są i owi starsi wiekiem muzycy, przesuwani na niższe stanowiska w orkiestrze.

– Muzyk instrumentalista przygotowanie do zawodu rozpoczyna już w siódmym roku życia, wraz z początkiem przygody przechodzenia po szczeblach muzycznej edukacji, od szkoły muzycznej I st. po akademię – by po 17 latach uzyskać tytuł magistra sztuki. Jesteśmy doskonale przygotowani do zawodu, ale do tego jedynego zawodu. Nie wszystkim się udaje i nie wszyscy chcą, tak jak Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG, absolwentka katowickiej Akademii Muzycznej w klasie fortepianu, próbować swych sił w biznesie. Na ogół nie mamy szans na zawodowe przekwalifikowanie, nie da się też zmienić instrumentu!

Nie zawsze odnosimy zwycięstwa, jak choćby ostatnio, kiedy walczyliśmy o młodego muzyka (wcale nie członka „S”), który przez trzy lata – dwie umowy na czas określony – był sprawdzany przez orkiestrę, dyrygentów, a mimo wielu pozytywnych opinii dyrektor nie podpisał z nim tej trzeciej, już na czas nieokreślony. Dotychczasowa wygasła, niestety… Ale były i sukcesy – mówi Muchowiecka. – To choćby wynegocjowana w wielkim trudzie tabela płac. Nikt z pracowników artystycznych nie pracuje u nas za wynagrodzenie minimalne!

Coraz częściej się zdarza jednak, że wolny rynek wypycha sacrum z gmachu filharmonii, w którym to orkiestra symfoniczna PFB powinna być podmiotem. Budynek trzeba nieraz wynajmować na konferencje, sympozja czy wydarzenia impresaryjne.

– Orkiestra symfoniczna musi wtedy ćwiczyć, łagodnie mówiąc, w kameralnych pomieszczeniach, a nawet poza siedzibą – stwierdzają związkowcy.

– Dyrektor stara się zarabiać, jednocześnie szuka oszczędności, poprawy bilansu, zasłania się kontrolą zarządczą. Gdyby nie było związku zawodowego, zespół stałby na straconej pozycji – zauważa Gołębiewski, dodaje także, że związkowej presji zawdzięczamy wynegocjowanie porozumienia płacowego, które pozwala każdemu muzykowi na trzy lata przed przejściem na emeryturę ubiegać się o podwyższenie uposażenia zasadniczego o 9,5 procent.

 

Nacisk na marszałka

Związkowców jednak nie przybywa, niektórzy odchodzą…

– Są pretensje, że nie jesteśmy na tyle silni, by częściej załatwiać podwyżki, że nie potrafimy wymóc na marszałku zwiększenia dotacji dla Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, że „Solidarność” jako ogólnopolski związek zawodowy nie zadbała w odpowiednim momencie o muzyków orkiestrowych. To przekonanie części zespołu. – stwierdza Muchowiecka.

Na specyfikę zawodu muzyka zwraca uwagę Mirosław Merchel, także waltornista. – Nie można było włączyć naszych postulatów? Temat wieku „67” jest szczególnie drażliwym tematem – mówi.

– Dlatego też szukamy wyjścia, konsensusu. Tak było choćby w 2011 roku z nowymi uregulowaniami płacowymi. Trudne są rozmowy z dyrekcją! Utrzymaliśmy miesięczne rozliczanie czasu pracy – przypomina Gołębiewski, chociaż musieliśmy się zgodzić na ujednolicenie normy koncertowej w całej orkiestrze. – Oczekiwanego jej obniżenia nie mieliśmy szansy przeforsować – dodaje Muchowiecka, nawet pomimo zgody, iż akcesoria i wszystkie dodatki do instrumentów służbowych będą kupowane bezpośrednio przez pracodawcę – czysty zysk dla PFB (zwrot podatku VAT).

 

A „67 stop”?

– Skoro związkowcy mimo zebranych dwóch milionów głosów przez arogancję rządu nie przeforsowali referendum, to trudno egzekwować to, czego oczekuje społeczeństwo. Lobby pracodawców jest silne i ma wpływ na polityków. W tym zamieszaniu wokół emerytur zapomniano o szczególnych warunkach i szczególnym charakterze pracy muzyków. Przecież związek nie zastąpi ustawodawcy, który wrzucił nas do worka z napisem 60, a teraz 67 – zauważa Muchowiecka i zastanawia się, czy związkowcy są rzeczywiście traktowani po partnersku.

– To pracodawcy mają swoich przedstawicieli i rzeczników interesów wśród rządzącej koalicji. W tym zwarciu Związek nie ma większych szans, no chyba że zmieni się układ rządzący, ale nie widać ugrupowania, które proponowałoby całościowy program prospołeczny, a jednocześnie budziłoby zaufanie na tyle, by wygrać i sprawować rządy zgodnie z oczekiwaniami społecznymi – uważa Sobczak.

Tematem dyskusji jest liczebność związków zawodowych.

– Patrzymy na wysokie uzwiązkowienie w Skandynawii. To nowoczesne gospodarki. Do nas przyszło „nowe” i teraz pracodawcom wydaje się, że wszystko mogą, w naszej branży politycy niewiele mogą, skoro marszałek, nasz prowadzący, odbija piłeczkę do dyrektora filharmonii – dodaje Mirosław Merchel.

Jaki jest zatem plan na dzisiaj?

– Po pierwsze, musimy zawalczyć o podwyżkę uposażenia zasadniczego dla wszystkich pracowników PFB, utrzymać także miesięczne rozliczanie czasu pracy. Ponadto planujemy spowodować poważne rozmowy, jak zadbać o starzejących się muzyków. Każdego to spotka, bo nie da się przez pół wieku bez właściwej opieki medycznej i zabezpieczenia socjalnego, utrzymywać oczekiwanej, bardzo wysokiej formy – mówi Gołębiewski i dodaje, że w Niemczech co prawda koncertmistrz jest wówczas przesuwany na niższe stanowisko, ale nie traci na tym finansowo.

– To płynąca z góry arogancja powoduje, iż pracodawcy tolerują jedynie to związkowe partnerstwo. Nie chcemy podejrzewać, że funkcjonuje jakaś cicha zgoda lub zmowa milczenia między dyrekcją a ludźmi władzy – podsumowują związkowcy, muzycy orkiestrowi, artyści.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę