KM NSZZ „Solidarność” przy PKS Starogard Gdański. W jedności siła

– Staramy się w sytuacji, jaka jest dzisiaj – niekorzystnej przecież, i na rynku pracy, i w naszej firmie – pracować nad utrzymaniem liczby członków Związku oraz tworzeniem jak najlepszych warunków pracy i płacy, a także w sytuacjach zagrożenia zwolnieniem negocjować to, co jest możliwe do osiągnięcia – mówi Jarosław Kuchnowski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” przy PKS Starogard Gdański.

Po lewej: Grażyna Dworczyk, Teresa Ostrowska, po prawej (od tyłu): Jarosław Kuchnowski, Grażyna Trzebiatowska, Jarosław Tusk.
 

Jarosław Kuchnowski jest przewodniczącym „Solidarności” już drugą kadencję. Ludzie mu ufają, wiedzą, że zawsze stara się pomóc, rozmawiać, wysłuchać, po prostu dogadać się. A poza tym dewizą jego działalności związkowej jest transparentność, zarówno w kwestiach finansowych, jak i podejmowanych decyzji czy planów.

– Jarek nigdy nie podejmuje decyzji sam. Zawsze wszystko uzgadnia z nami. I tak jest po prostu dobrze, bo każdy czuje, że decyzje są wynikiem naszej wspólnej dyskusji czy kompromisu – mówi Grażyna Trzebiatowska, sekretarz komisji w PKS Starogard Gdański.

Kuchnowski podkreśla, że związkowcy muszą mieć po prostu zaufanie do przewodniczącego i siebie nawzajem. A drogą do tego jest m.in. transparentność.

– Ważną kwestią są sprawy finansowe – twierdzi przewodniczący. – Grażyna Dworczyk, członek Komisji Rewizyjnej, bardzo dba o to, by nasi członkowie czuli, że są uczciwie traktowani. Przecież oddają nam swoje pieniądze.

A Grażyna Dworczyk dodaje: – U nas nie ma tak, że ktoś może nie mieć możliwości sprawdzenia, gdzie i na co idą pieniądze.

Trudne zadania, ale i sukcesy

Utrzymanie stabilnej liczby związkowców nie jest łatwym zadaniem. W ciągu ostatnich czterech lat PKS zmniejszył się, jeśli chodzi o tabor i zatrudnienie, aż o 30 procent. Dzisiaj w firmie pracuje 220 osób, a 50 z nich należy do „Solidarności”.

– Nie jesteśmy skupieni w jednym miejscu, to pewne utrudnienie – mówi Kuchnowski. – W Kościerzynie, gdzie pracuję i znajduje się siedziba komisji, zatrudnionych jest 80 osób, z czego 40 należy do „Solidarności”.

Wśród związkowców w PKS przeważają kierowcy, Kuchnowski także pracuje w tym zawodzie. Zna dobrze specyfikę pracy, a to pomaga w rozmowach z pracownikami i pracodawcą.

– Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że związek zawodowy myśli tylko o tym, aby „wydrzeć” jak najwięcej od pracodawcy, nawet kosztem firmy, tłumaczę, iż to nieprawda – mówi przewodniczący KM „S”. – Siedzimy na tej samej gałęzi, nie będziemy jej więc podcinać.

Takie podejście Związku było potrzebne, kiedy zarząd firmy podejmował trudne decyzje dotyczące likwidacji nierentownych linii autobusowych.

– To oczywiście wiązało się ze zmniejszeniem liczby etatów. Musiał jednak zwyciężyć zdrowy rozsądek. Nie można utrzymywać kursów do przewożenia zaledwie kilku pasażerów – wspomina Kuchnowski. – Nasza firma od roku jest na plusie, ma zyski. Ten wynik jest osiągany również dlatego, że w kluczowych sprawach dogadujemy się z pracodawcą.

Teresa Ostrowska, skarbnik KM „S”, dodaje, że do ostatniego sukcesu Związku należy fakt podziału zysku firmy z pracownikami.

– Zarząd firmy zgodził się przyznać nagrody finansowe dla pracowników. To nasza zasługa, związek zawodowy wykazał się uporem i twardo obstawał przy swoich racjach.

Sukcesem Związku było także wynegocjowanie półtora roku temu nowego Zakładowego Układu Pracy.

– Stary układ zbiorowy został wypowiedziany. Wydawało się, że z wynegocjowaniem dobrego nowego układu będzie ciężko – mówi Jarosław Kuchnowski. – Ale uzyskaliśmy to, co mogliśmy i jesteśmy zadowoleni.

Grażyna Dworczyk przyznaje, że wpływ na wynik negocjacji miała poprawna współpraca z obecnym prezesem Andrzejem Pogranicznym oraz Andrzejem Burconem, wiceprezesem firmy.

Kiedyś trzeba było walczyć o Związek

Zupełnie w innych warunkach znajdował się Związek za czasów poprzedniego prezesa.
– Nasi ludzie byli zastraszani w związku z przynależnością do „Solidarności”. Po prostu bali się – wspomina Kuchnowski. – Byliśmy jednak zdeterminowani, walczyliśmy o nasze prawa. Bardzo pomógł nam wtedy Józef Rymsza, szef Oddziału ZRG NSZZ „S” w Kościerzynie. Ale również Zarząd Regionu Gdańskiego.

– Faktycznie, to był wtedy bardzo trudny czas – opowiada Rymsza. – Związek nie dał się zniszczyć, bo ludzie działali razem. Ale i dzisiaj, żartobliwie mówiąc, uchować Związek w firmie na terenie, gdzie panuje tak duże bezrobocie, to jest już sukces. Widać bardzo wyraźnie, że tam, gdzie jest związek zawodowy, ludziom jest po prostu lepiej.

Choć współpraca z prezesem układa się dobrze, nie obywa się jednak bez problemów. „Solidarność” konsultuje obecnie propozycję pracodawcy dotyczącą zwolnień kilku pracowników.
– Rozmawiamy o programie dobrowolnych odejść. Są osoby, które prawdopodobnie skorzystałyby z takiej ewentualności. Będziemy się starali wynegocjować dla nich jak najlepsze warunki – tłumaczy Kuchnowski.

Grażyna Trzebiatowska mówi, że jeśli Związek prężnie działa, to pracodawca się z nim liczy. W ich przypadku współpraca układa się także dobrze z księgową, a to bardzo pomaga w codziennej pracy związkowej.

Do swoich sukcesów „Solidarność” w PKS zalicza istniejący w ich firmie Zakładowy Fundusz Świadczeń Pracowniczych.

– Ludzie są bardzo zadowoleni z naszej oferty. Mamy dla każdego coś dobrego – ocenia Kuchnowski. – Pracownicy mogą korzystać z różnych form dofinansowań, np. do wyjazdów na ryby, na masaże, do biletów na basen, różnorodnych wycieczek, pikników integracyjnych czy wczasów pod gruszą.

Przewodniczący dodaje, że są oczywiście pracownicy, którzy woleliby dostać pieniądze do ręki, ale jego zdaniem nie jest to dobry pomysł. Trzeba bowiem szukać pomysłów, które będą ludzi integrować.

– To również forma solidarności – mówi Kuchnowski. – Kierowcy np. mają wyższy odpis na głowę, a pozostali pracownicy mniejszy. My jednak go nie dzielimy. Uważamy, że tak jest lepiej.
Jarosław Tusk dodaje, że pracownicy zadowoleni są także z możliwości uzyskania pożyczek na różne cele, np. remontowe, budowlane czy mieszkaniowe.

Razem czujemy się bezpieczniej

Jarosław Kuchnowski należy do „Solidarności” od 1992 r. – Dlaczego? Myślę, że „Solidarność” bardzo dużo może zdziałać. Dzięki temu czuję się bardziej bezpieczny w pracy. A dlaczego ten związek, a nie inny. „Solidarność” posiada solidne podstawy prawne, jest Zarząd Regionu, są różne działy doradcze, które mogą pomóc. I można z tego korzystać – ocenia przewodniczący „S”.
Grażyna Trzebiatowska mówi:

– W jedności siła – to się sprawdza. Do naszego Związku należę od początku jego powstania. Razem coś można zrobić, tak jest po prostu łatwiej. A w pojedynkę co można zdziałać? Kto mnie będzie słuchał?

A Jarosław Tusk uważa, że siłą Związku jest to, że nie jest partią polityczną:
– Poza tym to organizacja, która ma swoje zaplecze: prawników, trenerów szkoleniowych, doradców, ale są także ludzie z innych komisji czy struktur, którzy – kiedy zajdzie taka potrzeba – staną murem za pokrzywdzonymi. I w tym jest idea solidarności.

Dla Grażyny Dworczyk bezpieczeństwo to także podstawowy atut przynależności związkowej.
– Do wstąpienia do Związku namówiła mnie koleżanka Regina. Przyszłam kiedyś do pracy na dworzec, a ona mówi: „Wstąp, w razie kłopotów ktoś cię będzie mógł obronić”. I choć takiej potrzeby wtedy nie było, pomyślałam, że skorzystam z propozycji.

A Teresa Ostrowska dodaje: – Lepiej się żyje i pracuje będąc we wspólnocie. Żeby się po prostu dobrze czuć. A Związek taki jak „Solidarność” po prostu mi odpowiada.

Działacze związkowi spotykają się codziennie w pracy. Zawsze mogą porozmawiać o ewentualnych problemach, zastanowić się, jak działać, omówić plany. A w razie potrzeby po prostu się spotykają w grupie.

Jarosław Kuchnowski tak ocenia swoją pracę: –  Czasami jestem już naprawdę zmęczony pracą działacza związkowego i zastanawiam się, po co ja to wszystko robię. Ale mówię sobie, iż ludzie mnie wybrali, więc muszę dla nich po prostu być i działać.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę