Trzeba z ludźmi rozmawiać

– Liderzy związkowi w zakładach pracy muszą być blisko pracowników. Ażeby poznać ich problemy, trzeba po prostu iść do nich i z nimi rozmawiać. Większość pracowników znam po imieniu. Staram się być wśród nich na co dzień – opowiada Benedykt Kerlin, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „S” Fabryki Mebli Okrętowych Famos w Starogardzie Gdańskim.

W Famosie pracuję od 1976 roku, a w „Solidarności ” jestem od 1980 roku. 23 lata pracowałem na wydziale montażu jako stolarz. Dlatego łatwiej jest mi zrozumieć problemy pracowników, bo jestem z ich świata – tłumaczy przewodniczący.

Benedykt Kerlin sprawuje funkcję przewodniczącego komisji trzecią kadencję. To dowód na to, że ludzie mu ufają.

Podobny styl pracy mają jego dwaj zastępcy. Oni także mają doskonały kontakt z pracownikami. Z którymi zresztą razem pracują na wydziałach.

–  Tylko będąc blisko ludzi, ale tak każdego dnia, można w porę wyłapać problemy i odpowiednio szybko reagować. Staramy się je rozwiązywać na miejscu, na wydziałach – wyjaśnia Tomasz Gliński, wiceprzewodniczący „Solidarności” w Famosie, który w Związku jest od 1992 roku.

Jego kolega Jan Tubajski, wiceprzewodniczący KZ, który funkcję tę pełni już drugą kadencję, a w Famosie pracuje od 1973 roku, dodaje, że razem starają się, aby na wydziałach panowała miła atmosfera.

80-procentowe uzwiązkowienie

W Famosie pracuje dziś 490 pracowników. 370 należy do „Solidarności”. Na niektórych wydziałach produkcyjnych uzwiązkowienie wynosi ponad 90 proc. Członkowie „Solidarności” oczekują jednak od liderów związkowych skutecznych, a nie pozorowanych działań.

– Cieszymy się, że mamy wielu członków – mówi Tomasz Gliński. – Staramy się być widoczni i skuteczni. A jak związek działa, to i ludzie chcą zapisywać się do niego.

Zakładowa „Solidarność” dba o to, by jej członkowie i ich rodziny mieli możliwość korzystania z różnych atrakcji. Dlatego są dopłaty do kolonii dla dzieci, organizowane z dofinansowaniem z komisji, spotkania integracyjne, wycieczki, spływy kajakowe, turnieje piłki nożnej, wyjazdy dzieci członków Związku na basen.

Komisja Zakładowa opiekuje się też niepełnosprawnymi dziećmi, organizuje „zrzutki” dla nagle i dramatycznie pokrzywdzonych przez los.

–  Przynależność do „Solidarności” zobowiązuje – mówi Tomasz Gliński. – Dlatego staramy się pomagać innym, także spoza firmy. Przykładem może być włączenie się naszej komisji w akcję pomocy dla osób dotkniętych ubiegłoroczną powodzią.

A przewodniczący dodaje:

–  „Solidarność” to nie tylko nazwa związku zawodowego. To jest też historia, która nas zobowiązuje do każdego działania, mającego na celu dobro ludzi. Najważniejszym jednak zadaniem dla nas jest to, aby ludzie mieli pracę. Jak najlepiej opłacaną i wykonywaną w bezpiecznych warunkach.

Silny związek – skuteczny partner w negocjacjach

W Famosie widoczne są efekty pracy „Solidarności”. Umiejętność dogadywania się związkowców z pracodawcą pozwoliła zakładowi przetrwać najcięższe chwile, a wielu ludziom utrzymać miejsca pracy. Był czas trudny dla fabryki, kiedy przeprowadzano zwolnienia grupowe i trzeba było iść na ustępstwa. Dzięki temu dziś w firmie pracuje prawie 500 osób, a produkuje się nie tylko meble, ale także wyroby metalowe dla potrzeb przemysłu stoczniowego. W dużej mierze z przeznaczeniem dla odbiorców zagranicznych.

Fabryka Mebli Okrętowych powstała w latach, w których polskie stocznie co kilka tygodni wodowały kolejne statki dla armatora radzieckiego. Nikt wtedy nie zwracał uwagi na to, że wiele kontraktów na budowę statków nie przyniesie zysku, a strona polska musiała dostarczać na okręty wyposażenie o najwyższym standardzie, otrzymując za to śmieszne pieniądze.

Dzięki wieloletnim staraniom o wysoką jakość mebli już na początku lat 90. Famos zaczął szukać nowych odbiorców na swoje produkty. Pomogło w tym zróżnicowanie produkcji. Zakład zajmuje się bowiem stolarką i produkcją metalową.

– To były czasy, kiedy tworzył się u nas w kraju system bankowy – mówi Benedykt Kerlin. – W całej Polsce powstawało wiele oddziałów bankowych, zaczęliśmy więc dostarczać tam swoje meble. Potrafiliśmy bowiem szybko i solidnie je wyprodukować. Dostawaliśmy sporo zleceń. Produkowaliśmy także meble do szpitali, hoteli, oper i teatrów. W tamtym czasie w fabryce pracowało nawet 800 osób.

– Pamiętam jeszcze lata, kiedy jedna trzecia pracowników pracowała poza siedzibą firmy. Ludzie jeździli po Polsce i montowali nie tylko nasze meble – dodaje Tomasz Gliński.

Pomimo to zakład, tak jak większość firm okołostoczniowych, przeżywał kryzys. W 1997 r. i 2002 r. nie obyło się bez zwolnień grupowych.

Prywatyzacja – czas zmian

W lipcu 2004 r. nastąpiła prywatyzacja. Fabryka stała się częścią grupy Gdańskiej Stoczni Remontowej. Nowa spółka przejęła wówczas 385 pracowników.

– Wiele sobie obiecywaliśmy po prywatyzacji. I faktycznie zakład zaczął stawać na nogi – mówi Benedykt Kerlin. – Ważne dla nas było wówczas, aby przy zmianach własnościowych utrzymać poziom zatrudnienia. A moją ambicją było, aby umożliwić powrót do zakładu ludziom z „Solidarności”, którzy utracili pracę w końcu lat 90. w ramach grupowych zwolnień. Udało się. Większość z nich po prywatyzacji ponownie powróciła do firmy.

Ostatnie lata nie były dobrym okresem dla przemysłu stoczniowego w Polsce. Upadły stocznie w Szczecinie i Gdyni, z trudnościami borykała się Stocznia Gdańska. Jako zakład kooperujący ze stoczniami Famos był uzależniony od koniunktury na okrętowym rynku. Ale poszukiwania nowych odbiorców na wyposażenie statków produkowanych w innych krajach, takich jak Niemcy, Holandia, Bułgaria, a także Hiszpania, pozwoliły złagodzić skutki kryzysu.

„Solidarność” w obronie pracowników

– Zawsze pamiętam o tym, że aby reprezentować i bronić interesów pracowników, musi być firma, która ich zatrudnia. Zakładowa „Solidarność” działa i działać będzie w obronie swoich członków – mówi Benedykt Kerlin.  Wśród celów, jakie postawiła sobie na najbliższy czas, jej liderzy wymieniają: rozmowy dotyczące wzrostu wynagrodzeń oraz poprawy warunków bezpieczeństwa i higieny pracy, a także podjęcie działań, aby w firmie nie było żadnych pracowników zatrudnionych na czas określony.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę