Solidarność jest dobrem, o które warto zabiegać

Zakłady Farmaceutyczne Polpharma przed dwunastu laty przeszły prywatyzację. Początki transformacji były trudne. Toczyły się twarde negocjacje. Był to czas na zbudowanie nowej pozycji związku. Czy się udało?

Związkowców nie ubyło, choć stopniała załoga, a kolejne negocjacyjne sukcesy i „krucjata” wśród załogi przynoszą efekty. Przez ostatnie pięć miesięcy „Solidarność” pozyskała w Polpharmie ponad pół setki związkowców.

Od lewej: Bartosz Klein, Leszek Świeczkowski, Karolina Alfut, Wojciech Rajkowski, Tomasz Jatkowski.

Ludzie z Polpharmy do „Solidarności” przychodzą nie po talon świąteczny, ale i po poradę prawną, a czasem, by się dowiedzieć, co też się szykuje „na zakładzie”. Co prawda wizja większości załogi w „S” to na razie marzenia, ale mimo spadku zatrudnienia utrzymuje się liczba związkowców – 330 osób (dodatkowo 142 emerytowanych byłych pracowników) przy 1531 zatrudnionych, gdy w 1999 roku na 3,2 tys. zatrudnionych – w „S” było ich 319.

 

Wykazać się na rynku pracy

Starogardzki magistrat w zwarciu z problemami bezrobocia niewiele zaproponował swoim mieszkańcom. Od 2006 r. w tym słynącym z tradycji rzemieślniczych i dość konserwatywnym mieście rządzi Edmund Stachowicz, dawny aparatczyk PZPR, były poseł SLD. Nowych inwestorów nie widać. Ludzie muszą więc brać sprawy w swoje ręce i pilnować swoich interesów.

W 2000 roku nastąpiła pierwsza redukcja zatrudnienia. Pakiet socjalny przewidywał spore odprawy – 42 pensje dla odchodzących z  firmy.

– Pakiety socjalne nie dla wszystkich okazały się być dobrym początkiem ścieżki zawodowej. Niektórym się udało, a niektórzy smutnie skończyli – wspomina program dobrowolnych odejść Tomasz Jatkowski, członek KM, starszy samodzielny aparatowy.

– Wiele osób nie miało wcześniej takich pieniędzy w ręku i niektórym wyrządziły one krzywdę. Zwolnili się z pracy, bo na przykład za odprawy chcieli kupić mieszkanie. Kiedy skończyły się pieniądze, przyszła depresja Z drugiej strony – w rynek poszła potężna suma pieniędzy. Dało to napęd miastu, ale krótkotrwały. Zabrakło ekonomicznej edukacji – mówi Leszek Świeczkowski, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej „S”, związkowiec zaprawiony w negocjacyjnych bojach, z zawodu mechanik maszyn i urządzeń przemysłowych, kierujący pracami związku w Polpharmie od czternastu lat, członek Rady Sekcji Przemysłu Farmaceutycznego, wiceprezes Starogardzkiego Klubu Sportowego Sportowa SA.

Jak na te zmiany na rynku pracy zareagował związek? W powiecie starogardzkim co piąta osoba szuka pracy. Wiele osób dorabia za granicą.

– Skupiliśmy naszą uwagę głównie na przeciwdziałaniu skutkom zwolnień przy pomocy zakładowego biura pracy. Z inicjatywy związku powołane zostało w naszej firmie centrum aktywizacji zawodowej – wspomina Karolina Alfut, wiceprzewodnicząca KM „S”, chemik analityk. I były sukcesy.

– Ofert pracy było więcej niż w Powiatowym Urzędzie Pracy. Dodatkowo wynegocjowaliśmy, że pracodawcy, który przyjął za naszym pośrednictwem pracownika, nasz zakład zwracał koszty ZUS. Sporo ludzi pracę dostało – przypomina Świeczkowski. Sukces pośrednictwa pracy zaprocentował.

– „Solidarność” pokazała, że robi dużo dla ludzi. W moim departamencie pracują też osoby z tytułami naukowymi. Do nich też staramy się dotrzeć. Potrafimy ich przekonać, a przynajmniej podjąć dyskusję o związku i sytuacji w kraju, w regionie – przekonuje Karolina Alfut.

 

Ta umiejętność dyskusji poparta jest przygotowaniem merytorycznym.

– Prawnik, dr Waldemar Uziak, powiedział mi, że jeśli nie jesteś pewny swego przygotowania merytorycznego, lepiej nie siadaj do negocjacji, bo po porażce trudno będzie się podnieść. Tę radę wzięliśmy sobie do serca i bywa, że jesteśmy do negocjacji lepiej przygotowani niż ludzie z zarządu i nie dajemy się postawić do kąta – podkreśla z uśmiechem Świeczkowski.

– Nie w tym rzecz, by dać się zagadać, ale by mieć w ręku argumenty – dodaje Jatkowski.

Bartosz Klein z działu bezpieczeństwa pracy, sekretarz KM „S”, zauważa, że solidarnościowa komisja jest „fajnym zespołem”, ale też miejscem czasem ostrych dyskusji.

– Nie można się nawzajem zagłaskać – puentuje Świeczkowski.

 

Solidarni z Kościołem

Związkowcy, choć mają swoje poglądy, niechętnie mówią o polityce. – Uczestniczymy w akcjach związkowych, zbieramy podpisy, jeździmy na manifestacje – mówi Świeczkowski.

Wspominają ks. prałata Jerzego Deję, zmarłego przed czterema laty wieloletniego kapelana „Solidarności”, dziekana z parafii św. Wojciecha, księdza bezkompromisowego wobec reżimu PRL. Starogard Gd. to też miasto rodzinne ks. prałata Henryka Jankowskiego, proboszcza parafii pw. św. Brygidy w Gdańsku.

– Niestety, radni Starogardu Gd. nie stanęli na wysokości zadania i nie przyznali prałatowi Jankowskiemu tytułu honorowego obywatela miasta – uważa Leszek Świeczkowski.

– Starogard to stolica Kociewia, regionu ze swoją tradycją i kulturą, ale zdarza się, że mieszkańcy wybierają swoich przedstawicieli jakby wbrew sobie. Może opozycja nie ma lepszych kandydatów – zastanawia się nad fenomenem wyborów Wojciech Rajkowski, wiceprzewodniczący KM „S”, pierwszy bas w chórze parafii pw. św. Mateusza, główny twórca oprawy muzycznej starogardzkiej Pielgrzymki Ludzi Pracy.

 

Sport pod znakiem „S”

Związek w Starogardzie  jest obecny także poprzez sport, współorganizując turnieje szkolne, coroczny Bieg Szpęgawski i uliczny Bieg Kociewski. Niezależnie, czy jest sponsorem głównym, czy tym drobniejszym – logo „Solidarności” jest widoczne. Od dwóch dekad rozgrywany jest listopadowy halowy turniej piłki nożnej z okazji Święta Niepodległości, organizowany przez KM „S”. O sukcesach świadczą liczne puchary  w siedzibie komisji.

 

Talon na promocję

Ostatnio po świąteczne talony na zakupy ustawiały się do komisji spore kolejki. To związek je wynegocjował, oprócz świątecznej premii.

W siedzibie związku w Polpharmie dwa pokoje wypełniają świąteczne paczki, rozdawane potrzebującym rodzinom.

– Dla takich ciepłych słów wdzięczności, jakie usłyszeliśmy pod swoim adresem, warto było zbierać dary. Może to nie jest nic wielkiego, robimy to z potrzeby serc i solidarności, ale łzy się w oczach pojawiają – mówi Rajkowski.

Latem, gdy trąba powietrzna zmiotła gospodarstwa w gminie Osiek, członkowie „S” w dwa dni spontanicznie do skarbonki zebrali 7 tys. złotych, które przekazali dwóm najbardziej poszkodowanym przez żywioł rodzinom. To kolejny przykład solidarności z ludźmi.

 

Bycie w „Solidarności” zobowiązuje

Na zaszczytnym miejscu spoczywa dyplom od braci górniczej z kopalni Wujek za pomoc rodzinom ofiar pacyfikacji z 16 grudnia 1981 roku. „Wasza pomoc, solidarność i bycie z nami w tych trudnych dniach zasługują na najwyższe uznanie i szacunek” – napisali górnicy z Wujka.

„Solidarność” walczy o sprawy wszystkich pracowników. Tak było przy negocjacji systemu premiowego. Rozmowy z zarządem trwały półtora roku. W końcu związkowcy wywalczyli wprowadzenie premii (dotychczas zależnej od efektu finansowego) do pensji zasadniczej, która de facto wzrosła o 17 procent.

– Naszym celem jest, by każdy miał pewne miejsce pracy i był wynagradzany godziwie. Dramat się dzieje, że ludzie w regionie, ba, w całej Polsce, ciężko pracując, nie mogą utrzymać rodzin – zauważa Świeczkowski.

„Solidarność” załatwiła też bezpośrednią dopłatę do śniadań w kantynie – 6 złotych dla każdego pracownika legitymującego się zakładową kartą identyfikacyjną.

– I z tym mamy problem, bo nie każdemu karta dań pasuje – śmieje się Świeczkowski.

– Pracownik ma widzieć i odczuwać korzyści płynące z bycia w związku zawodowym, wiedzieć, że nie jest sam, że ma za sobą zorganizowaną, solidarną grupę i czuć jej siłę, siłę równorzędnego partnera dla zarządu firmy – mówi Karolina Alfut.

Latem szef związku w Polpharmie zadeklarował, że do końca roku przyprowadzi do „Solidarności” pół setki nowych członków. Cel wydawał się ambitny, a efekty? Do związku zapisało się 50 osób. Związkowcy wynegocjowali też wprowadzenie pakietu medycznego: 57 zł miesięcznie na osobę (koszt pracownika to 5 zł podatku), w jego ramach bez skierowania i gigantycznych kolejek można dostać się do 24 lekarzy specjalistów.

– Solidarność jest tym dobrem, o które się zabiega, i warto o nią zabiegać – puentuje Leszek Świeczkowski.

Wychodząc z biurowca Polpharmy minęliśmy posłańca zmierzającego do komisji z kolejnymi deklaracjami przystąpienia do związku. To dobra wróżba dla starogardzkiej „Solidarności”…

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę